„Ponury” legenda polskiej partyzantki

Zginął w 32 roku życia, w boju ze znienawidzonym wrogiem swojego narodu. Już za życia szła za nim legenda zuchwałego partyzanta, którego ten potężny wróg się boi. Ta legenda budowała „nadzieję wbrew nadziei”. Bali się jej po wojnie także komuniści, bo ten partyzant nie bratał się z sowieckimi kolaborantami, był żołnierzem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, walczącym za świętą Sprawę,
Jan Piwnik urodził 31 sierpnia 1912 r. w rodzinie chłopskiej w Janowicach niedaleko Opatowa. Po maturze wstąpił do Szkoły Podchorążych Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. W latach 1935-1939 był funkcjonariuszem policji. Skończył Szkołę Oficerów Policji Państwowej w Mostach Wielkich. W wojnie obronnej 1939 r. uczestniczył jako dowódca kompanii w zmotoryzowanym batalionie polowym policji.
Przez Węgry i Włochy dotarł do Francji, gdzie został przydzielony do służby w artylerii. Po niesławnej kapitulacji Francji, w czerwcu 1940 ewakuował się do W. Brytanii. Tam służył w legendarnej I Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego.

Zgłosił się ochotniczo do konspiracyjnej służby w okupowanym kraju. Po przeszkoleniu w zakresie technik dywersji pozafrontowej był gotów do skoku, jako jeden z pierwszych cichociemnych.
W nocy z 7 na 8 listopada 1941 wyskoczył z brytyjskiego samolotu transportowego w powiecie skierniewickim. Ze względu na wysokie kwalifikacje i sprawność miał być dowódcą ochrony Delegata Rządu na Kraj, Poprosił jednak o przydział pozwalający na walkę bezpośrednią z wrogiem. Dostał przydział do dywersyjnego „Wachlarza” jako dowódca II odcinka w Równem, działającego w województwie wołyńskim

Na rozkaz gen. Stefana Roweckiego „Grota”dowodził 18 stycznia 1943 brawurową akcją uwolnienia z więzienia w Pińsku żołnierzy AK za co otrzymał Order Virtuti Militari kl. V. Od 4 czerwca 1943 był szefem Kedywu Okręgu AK Kielce i dowódcą Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”. Zgrupowanie dokonało licznych aktów dywersji, m.in. na niemieckie pociągi pomiędzy Suchedniowem i Łączną. W odwecie Niemcy dwukrotnie pacyfikowali pobliską wieś Michniów, zabijajac prawie wszystkich mieszkańców. Partyzanci odpowiedzieli zasadzką na pociąg osobowy ze Skarżyska do Kielc, w pobliżu Michniowa, i wybiciem prawie wszystkich jadących nim Niemców. Jako dowódca VII batalionu 77 pp AK Okręgu Nowogródek, dowodził licznymi, udanymi akcjami batalionu, m.in. zdobyciem niemieckich punktów obrony w Wasiliszkach, Skrzybowcach i Juchnowiczach.

Zginął 16 czerwca 1944, podczas ataku na niemiecką placówkę w Jewłaszach. Został pochowany w Wawiórce koło Lidy, awansowany pośmiertnie na majora.
W Polsce sowieckiej „Ponury” był znienawidzony przez sowieckich partyzantów z tzw. „Gwardii Ludowej”, ponieważ tępił tę moskiewska formację, m.in. zlikwidował w grudniu 1943 znany z bandytyzmu oddziału GL „Tanka”.

Był też niewygodny dla komunistów jako legendarny dowódca AK. Tej legendy jednak nie dało się im zabić.
Jan Piwnik odznaczony był Orderem Virtuti Militari kl. V oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych.

Źródło : polishclub.org, fanklubcichociemni.pl,

Hetman Stanisław Żółkiewski pogromca Moskwy

Stanisław Żółkiewski herbu Lubicz, zwycięzca spod Kłuszyna, zdobywca Moskwy, pogromca Niemców, Mołdawian, Tatarów, Kozaków, Szwedów i Moskali, zawsze wierny stronnik króla, żył w latach 1547-1620. Pochodził z rycerskiej rodziny – jego dziad Mikołaj bił Tatarów i Wołochów, ojciec Stanisław był rotmistrzem obrony potocznej, starszy brat Mikołaj stawał dzielnie pod Lubieszowem w 1577. Był jednym z najwybitniejszych ludzi epoki. Wśród wrogów Rzeczpospolitej wzbudzał strach i szacunek. Kanclerz i hetman wielki koronny, jeden z najwybitniejszych wodzów w dziejach Rzeczypospolitej.

Stłumił krwawo powstanie kozackie Nalewajki w 1596, choć sam opowiadał się za porozumieniem z Kozakami. Walczył ze Szwedami w Inflantach, pokonując ich w bitwie pod Rewlem w 1602 roku. Chronił kresy południowo-wschodnie przed najazdami Tatarów, których w 1606 roku pobił pod Udyczem. Przeciwny popieraniu Dymitra Samozwańca i wojnie z Rosją, objął jednak dowództwo i w 1610 roku rozbił pod Kłuszynem trzykrotnie silniejsze wojska rosyjsko-szwedzkie. Następnie zajął Moskwę i wziął do niewoli cara Wasyla Szujskiego.
Nawiązując do planów Batorego, zawarł z bojarami rosyjskimi porozumienie o unii państw i uznaniu za cara królewicza Władysława. Po odrzuceniu planów przez Zygmunta III zrezygnował z dowództwa na wschodzie i zajął się obroną granicy południowo-wschodniej.

W 1618 roku został hetmanem wielkim koronnym, rok później kanclerzem. W 1620 roku, usiłując uprzedzić wielki najazd turecko-tatarski, wyprawił się do Mołdawii, lecz w bitwie pod Cecorą nad Prutem poniósł porażkę. Zmuszony do odwrotu, zginął bohatersko w stepach nad Dniestrem koło Mohylowa, chcąc „trupem swym zawalić drogę do Rzeczypospolitej”. Jego głowę zawieziono sułtanowi tureckiemu jako trofeum.
Bohaterska śmierć hetmana odbiła się szerokim echem w Rzeczpospolitej – rok później przebudzona ojczyzna wystawiła 100 tys. żołnierzy i odparła wielki najazd Imperium Tureckiego. Stanisław Żółkiewski został pochowany w Żółkwi – mieście, które założył. Na nagrobku zostały wyryte słowa: „Exoriare aliquis nostris ex ossibus ultor” tzn. „Niech z kości naszych powstanie mściciel”. Jak się okazało były to prorocze słowa – Jan III Sobieski, król polski, prawnuk Żółkiewskiego po kądzieli (jego matka, Teofila Daniłowiczówna była wnuczką hetmana) pomścił swego przodka – zwycięstwa pod Podhajcami, Bracławiem, Komarnem, Niemirowem, Narolem, Chocimiem, Lwowem, Żórawnem, Wiedniem i Parkanami czy Peretytą wskazują jednoznacznie, że z kości wielkiego hetmana powstał mściciel.

Żródło: polskiedzieje.pl, hussar.com.pl,

Jeremi Wiśniowiecki – młot na Kozaków

Jeremi Wiśniowiecki to jedna z najbarwniejszych postaci I Rzeczypospolitej, wojewoda ruski, najbogatszy magnat na Ukrainie, dowódca wojsk koronnych, postrach Kozaków, dążący do pacyfikacji powstania Chmielnickiego.

Podczas wojny z Moskwą w 1632 roku prowadził zagon na tyły wroga. Zyskał wówczas niechlubny przydomek „Podpalacza”.

W 1637 r. wziął udział w tłumieniu powstania kozackiego hetmana Pawła Pawluka, a w następnym roku pacyfikował tereny ogarnięte rebelią pod wodzą hetmana Jakuba Ostrzanina. Bezwzględność i szybkość działania to cechy Jaremy, które uwidoczniły się w pełnej krasie podczas powstania Chmielnickiego. Gdy ogień buntu objął całe kresy południowo-wschodnie, Wiśniowiecki, którego ziemie również opanowała rebelia, stał się tym, który wziął na siebie główny ciężar tłumienia powstania.Jarema był mistrzem prowadzenia taktyki spalonej ziemi i krwawej pacyfikacji

Postępowanie magnata budziło kontrowersje. Występujących przeciw polskiej władzy Kozaków traktował on jako buntowników wyjętych spod prawa i rozkazywał karać rozmaitymi metodami. Rudawski określił go mianem „najzapaleńszego stronnika śmiałych kroków” wobec Kozaków. Stosował wobec nich tortury, a jedną z brutalniejszych form śmierci było powolne konanie po nabiciu na pal. Współcześni Wiśniowieckiemu nazywali go „postrachem Kozaków” (Hieremias Cosacorum terror). Nieprzejednana postawa wobec Kozaków zjednała Wiśniowieckiemu wielu zwolenników wśród polskiej szlachty, która wskutek powstania Chmielnickiego musiała opuścić swoje kresowe majątki, rabowane i palone przez Kozaków.

Zmarł młodo, w wieku 39 lat, prawdopodobnie padł ofiarą zarazy lub zatrucia pokarmowego. Sława, jaką okrył ród, przyczyniła się do wyboru jego syna, Michała Korybuta Wiśniowieckiego, na króla Rzeczpospolitej.

Źródło : dzieje.pl, polskieradio.pl,

Przemysł II . Zapomniany król który odzyskał Polskie Królestwo

Był mężem, którego polski naród przez wszystkie następne pokolenia i wieki powinien sławić i wynosić w największych pochwałach jako tego, który ten naród wyniszczony i bezsilny podniósł i uczynił panem sąsiednich krajów. Pierwszy wlał weń żywotność, która miała mu zapewnić powodzenie przez wiele wieków i dał światło za ciemnotę, wolność za niewolę, a smutek zamienił w radość.
W 1294 roku zmarł Mszczuj II, co oznaczało realizację umowy zawartej lata temu z księciem gdańskim. Zgodnie z postanowieniami umowy, Przemysł przejął władzę nad księstwem pomorskim, mogąc przy tym liczyć na zgodę pomorskiego rycerstwa. W efekcie doszło do połączenia Pomorza i Wielkopolski,
Koronacja Przemysła II na króla Polski, dokonana 26 VI 1295 r. przez arcybiskupa Jakuba Świnkę w katedrze gnieźnieńskiej, była wydarzeniem doniosłym. Od poprzedniej koronacji Bolesława Śmiałego minęło 219 lat i przez ten czas korona spoczywała w skarbcu wawelskim. Przemysł II, zamierzając koronować się na władcę Polski, wywiózł insygnia koronne z Krakowa do Gniezna. W trakcie uroczystości koronacyjnej arcybiskup gnieźnieński równocześnie pomazał na królową trzecią żonę króla – Małgorzatę Brandenburską.
Pozycja nowego króla nie była zbyt mocna. Kontrolował jedynie Wielkopolskę i Pomorze Gdańskie. Jego zwierzchności nie uznawali książęta Mazowsza, Śląska i Kujaw. Małopolska znajdowała się w rękach króla Czech Wacława II. Koronacja Przemysła zaniepokoiła część możnych wielkopolskich i margrabiów Brandenburgii, którzy – prawdopodobnie – porozumieli się z rodzimą opozycją i zorganizowali zamach na władcę. Mordu dokonano w Rogoźnie, 8 lutego 1296 r. Przemysł II zaledwie pół roku cieszył się królewską koroną. Nie zdołał zakończyć rozbicia dzielnicowego w Polsce, jednak wyznaczył drogę postępowania kolejnym pretendentom do objęcia tronu zjednoczonego państwa.
————————-

Źródło : Poczet.com, Piastowie.pl, historiaposzukaj.pl,

„Sęp”. Kim był likwidator Armii Krajowej?

Zabijał na rozkaz. To nie wyglądało jak na filmach, nikt nie odczytywał wyroku: „W imieniu Rzeczypospolitej”. Cała sztuka polegała na tym, by zabić i zdążyć się ewakuować – mówił Lucjan „Sęp” Wiśniewski, zmarły niedawno legendarny żołnierz kontrwywiadu i oddziałów likwidacyjnych.
Kryptonim oddziału brzmiał 993/W. 99 – oznaczało kontrwywiad, 3 – trzeci referat. Kluczowa była litera W, wyróżniała tych, którzy wykonywali wyroki. Strzelali tak, żeby zabić. Wbrew pozorom nie każdy żołnierz to potrafi.

Lucjan w chwili wybuchu wojny miał 13 lat. Mieszkał w Chomiczówce, kiedyś była to podwarszawska miejscowość, dziś dzielnica stolicy. Tam Niemcy w pierwszych dniach wojny rozstrzelali ponad stu Polaków. Był przekonany, że tak będzie wyglądać okupacja.
– My się tak bardzo nie baliśmy, bo mieliśmy głębokie przekonanie, że nie przeżyjemy wojny – powiedział kiedyś.Najpierw zorganizowali się sami, sześciu chłopaków z osiedla. Potem jeden z nich nawiązał kontakt z Tadeuszem Towarnickim „De Vranem”. On ich zaprzysiągł i zabrał w lasy Rozwadowskie, gdzie przez kilka tygodni robili partyzantkę. Lucjan potem podejrzewał, że był to rodzaj kwalifikacji do przyszłych zadań.

W październiku ’42 roku Lucjan i czterech jego kolegów weszło do 993/W noszącego jeszcze wtedy kryptonim „Wapiennik”. Stworzyli patrol nazywany potocznie „Ptaszkami” – „Sęp”, Ryszard Duplicki „Gil”, Zygmunt Szadokierski „Puchacz” i Stanisław Salach „Kobuz”. Był jeszcze Jerzy Pajdziński „Jur I”. Lucjan był najmłodszy, w chwili wykonywania pierwszego wyroku miał 17 lat. Jak potem mówili jego koledzy, był także najlepszy w tym, co robili. Trenowali na odludziu. W piwnicach, korytarzach. Dowódca lojalnie ich uprzedził: – Pamiętajcie, będziecie strzelać także do Polaków, do mężczyzn – zawiesił głos. – I do kobiet, które na to zasłużyły. „Sęp” i jeden z jego kolegów nie mogli się z tym do końca pogodzić. Lucjana wychowywała bardzo religijna matka, był ministrantem. Ksiądz, o czym nie wiedzieli, kapelan AK, powiedział im, że przecież nie można „tak samym kadzidłem na tę zarazę”. Trzeba strzelać. Jak zasłużą, trzeba.
Głównym zadaniem 933/W była likwidacja zagrożeń wokół Komendy Głównej AK. Dwie najważniejsze akcje to likwidacja człowieka, który doprowadził do aresztowania i śmierci gen. Roweckiego „Grota”. Zlikwidowani zostali też członkowie Nadwywiadu Rządu Londyńskiego, który został zorganizowany jako gestapowska prowokacja. Jedną z większych była też akcja wymierzona w kolaborujący z Niemcami „Komitet Ukraiński”. Wyrok wydano na jego szefa, którym był Mychajło Pohotowko.
– Ale gdy tylko weszliśmy, oni wyciągnęli broń i zaczęli strzelać. Położyliśmy ich łącznie szesnastu, a sami mieliśmy tylko jednego rannego – opowiadał „Sęp”. Brał udział w sześćdziesięciu egzekucjach. Choć nie zawsze strzelał. Wykonawcę wskazywał już podczas akcji dowódca patrolu. Ofiarę namierzały dziewczyny pracujące w kontrwywiadzie. Często było tak, że nie można było dostarczyć zdjęcia i „Mira” lub „Wiera” szły z nimi na akcje i palcem pokazywały: – To ten!

„Sęp” opowiadał, że zdarzyło mu się gonić po ulicy za wskazanym człowiekiem i, pomyliwszy twarze, o mały włos nie zastrzelił niewinnego. Szczęśliwie dziewczyna odpowiedzialna za identyfikację krzyknęła ostrzegawczo. Innym razem weszli do domu, gdzie były dzieci. Dowódca patrolu zabrał ojca, konfidenta gestapo do piwnicy, by tam z nim skończyć. Lucjan siedział i „zabawiał” rozmową żonę. Gdy po wykonaniu wyroku poinformowali kobietę, ta zaczęła płakać: – Za co ja go pochowam, za co dzieci wyżywię. „Sęp” w odruchu litości oddał jej pieniądze ze swojego i kolegów żołdu, które akurat miał przy sobie. Dostał za to naganę, ale żołd wypłacono mu powtórnie.
Gdy wybuchło Powstanie “Sęp” walczył w szeregach Zgrupowania “Radosław”, w batalionie “Pięść” pierwszej kompanii “Zemsta”. Oddział Wiśniewskiego walczył na Woli i Starym Mieście. We wrześniu 1944 roku “Sęp”’ został dołączony do kompanii ‚Zemsta II” Grupy Kampinos.
-Nie wiedziałem, do kogo strzelam, był wyrok, wierzyłem, że słuszny, i tyle. Występowałem w imieniu Państwa Polskiego. To była praca. Skuteczna, konsekwentna i robiąca, wiem o tym, wrażenie na naszych wrogach. Wiedzieli, że jesteśmy, że mamy odbezpieczoną broń, że dyszymy żądzą zemsty. I mogę to powiedzieć nie tylko w swoim imieniu, ale także nieżyjących już koleżanek i kolegów: mieliśmy z tego wielką satysfakcję – mówił „Sęp” w jednym z ostatnich wywiadów przed śmiercią.

źródło:WP, Wprost, Gość

Ryszard Siwieć – Historia pewnego antykomunisty. 

Ryszard Siwiec przyszedł na świat 7 marca 1909 roku w Dębicy. Po śmierci ojca wraz z matką zamieszkał we Lwowie, gdzie ukończył szkołę średnią oraz studia na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza. Następnie rozpoczął pracę w Urzędzie Skarbowym – wpierw we Lwowie, a następnie w Przemyślu, w którym zamieszkał na stałe. Podczas okupacji niemieckiej pracował jako robotnik, a następnie jako kierownik punktu skupu owoców i warzyw. Był też zaprzysiężonym żołnierzem Armii Krajowej.
Po zakończeniu wojny nie przyjął propozycji pracy w szkole, ponieważ uznał, że „nie będzie uczył bzdur”. Wraz z Janem Wojnarowiczem założył wytwórnię win i miodów, w której (mimo nacjonalizacji) pracował do końca swoich dni. W 1945 roku ożenił się z Marią, z którą doczekał się pięciorga dzieci (Innocenty, Elżbiety, Wita, Adama i Mariusza). W pamięci rodziny i przyjaciół pozostał jako człowiek dobry i religijny, przywiązany do podstawowych wartości, miłośnik historii i bibliofil.
Siwiec nigdy nie pogodził się z narzuconym Polsce ustrojem komunistycznym. Powojenną rzeczywistość kontestował w rozmowach ze znajomymi, do działania skłoniły go wydarzenia Marca ’68. Redagował wówczas ulotki podpisane „Jan Polak”, które przy pomocy córki wysyłał do nieznanych nam dzisiaj adresatów. Kolejnym i decydującym wstrząsem stała się interwencja wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. W ciągu kilkunastu kolejnych dni Siwiec opracował i wykonał precyzyjny plan protestu – notatki z przygotowań rodzina odnalazła po jego śmierci.
Wieczorem w przeddzień dożynek Siwiec pożegnał się z rodziną i pociągiem udał się do Warszawy. Dojeżdżając do stolicy, napisał list do żony. Przejęła go SB i Maria Siwiec dopiero po upadku komunizmu mogła przeczytać skierowane do niej słowa: „Kochana Marysiu! Nie płacz! Szkoda sił, a będą ci potrzebne, jestem pewny, że po to dla tej chwili żyłem 60 lat, wybacz nie można było inaczej, po to żeby nie zginęła prawda, człowieczeństwo, wolność, ginę. A to mniejsze zło – jak śmierć milionów, nie przyjeżdżaj do Warszawy, mnie już nikt, nic nie pomoże, dojeżdżamy do Warszawy, piszę w pociągu i dlatego krzywo. Jest mi tak dobrze, czuję taki spokój wewnętrzny – jak nigdy w życiu! […]”.

Na stadionie zajął miejsce w sektorze 13 (miał kartę wstępu do sektora 37) – tak aby być naprzeciw trybuny honorowej. Gdy rozpoczęły się tańce grup folklorystycznych, oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił. Płonąc, wznosił okrzyki „Protestuję”, odpychał gaszących go ludzi. Gdy spaliło się na nim całe ubranie, w dalszym ciągu apelował do otaczających go świadków; funkcjonariusz SB zanotował następujące słowa „Niech żyje Wolna Polska”, „To jest okrzyk konającego wolnego człowieka”, „Nie ratujcie mnie, zobaczcie, co mam w teczce”. To ostatnie wezwanie związane było z tym, że Siwiec nie rozrzucił przygotowanych ulotek, być może obawiając się przedwczesnego zatrzymania. Samochodem Służby Bezpieczeństwa został zawieziony do szpitala.
Poparzony w ponad 80 proc. Siwiec do ostatnich chwil podlegał inwigilacji, nagrywano wszystkie jego wypowiedzi. Funkcjonariusze przemyskiej SB dokonali rewizji w domu, a w Warszawie wszczęto śledztwo w sprawie rozpowszechniania przez Siwca ulotek „zawierających fałszywe wiadomości o sytuacji polityczno-społecznej w PRL, mogące wywołać niepokój publiczny”. Świadków przekonywano, że samospalenia dokonał człowiek niezrównoważony.
Ryszard Siwiec, który zachował przytomność i w nagranych przez SB rozmowach ponownie uzasadniał swój czyn, zmarł tuż po północy z 11 na 12 września. Mimo że świadkami wydarzenia były tysiące ludzi, do opinii publicznej nie przedostały się informacje o przyczynach protestu. Po Warszawie krążyły co prawda pogłoski o samospaleniu w czasie dożynek, nie wiedziano jednak, kto i dlaczego zdecydował się na tak desperacki krok.
Chociaż plan Siwca nie został w pełni zrealizowany, pozwala on nam na próbę wyjaśnienia zamiarów i celów bohatera tego tekstu. Nie ulega wątpliwości, że Siwiec postępował w sposób przemyślany i konsekwentny. Wydaje się, że do tak desperac­kiego kroku skłoniło go przekonanie o nieskuteczności innych form protes­tu – doświadczenie porażki studentów w Marcu ’68, brak rezultatów własnej działalności (ulotki). Celem Siwca nie był protest sam w sobie – tu zapewne mógł znaleźć bardziej efektywne formy – lecz poruszenie sumień Polaków.

Źródło Pamięć.pl

Zmarł Mjr. Wojciech Targowski „Vis” Cześć Jego pamięci!

25 kwietnia 2017 r., w Sandomierzu zmarł mjr w st. spocz. Wojciech Targowski „Vis”. Był jednym z ostatnich żołnierzy służących pod rozkazami mjr. cc. Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurta”. Miał 92 lata.
” Vis” urodził się 20 stycznia 1925 r. w Struży. Działalność konspiracyjną rozpoczął w kwietniu 1941 r. w Obwodzie AK Opole Lubelskie. Dopiero po pewnym czasie przeniósł się do Obwodu AK Opatów. Gromadził broń, pełnił obowiązki łącznika.
W 1944 r. podczas akcji „Burza” został zmobilizowany do formujących się jednostek Sił Zbrojnych w Kraju. Służył w plutonie ochrony przy sztabie 2 Dywizji Piechoty Legionów AK. Po odwrocie z marszu na pomoc Powstaniu Warszawskiemu i rozformowaniu Korpusu Kieleckiego AK „Vis” skierowany został do I batalionu 2 pp Leg. AK pod dowództwem kpt./mjr. „Nurta”. W szeregach tego oddziału przeszedł szlak bojowy aż do 14 listopada 1944 r., gdy batalion został rozformowany na czas zimy. Po demobilizacji przeszedł w rejon Bodzentyna, gdzie większość żołnierzy AK doczekała wkroczenia Sowietów. Po wojnie zamieszkał w Sandomierzu.

W 1987 r. był jednym z inicjatorów ustanowienia odznaki pamiątkowej 2 Pułku Piechoty Legionów AK. Kapituła odznaki swoją siedzibę miała w Ćmielowie, gdzie zamieszkiwał jej przewodniczący Jan Pękalski „Borowy”. Brał także udział przy gromadzeniu funduszy na sztandar 2 pp Leg. AK.

Do ostatnich chwil życia był aktywny w środowisku kombatanckim, zarówno w Sandomierzu jak i na Wykusie.
Za swoją służbę w szeregach AK i powojenną działalność odznaczony był m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski , Krzyżem Walecznych po raz 1, Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Armii Krajowej, Medalem Pro Memoria oraz Odznaką Środowiska „Ponury”–„Nurt”, Odznaką Żołnierzy Akcji „Burza”, a także Odznaką 2 pp Leg. AK.
Zmarł 25 kwietnia 2017 r. w Sandomierzu. Pogrzeb odbędzie się 28 kwietnia 2017 r. w Sandomierzu w kościele pw. św. Józefa o godz. 13.00.
Cześć Jego pamięci!