Mjr. Zub-Zdanowicz Jeden z najlepszych dowódców NSZ

Leonard Szczęsny Zub-Zdanowicz urodził w Popowcach na Wołyniu w 1912 roku. Żył 70 lat. W konspiracji używał pseudonimów „Ząb”, „Dor” i „Leon Pyszkowski”. Został uhonorowany Krzyżem Virtuti Militari za kampanię wrześniową 1939 roku, Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego z Mieczami II Klasy, odznaką spadochronową, czterema odznaczeniami europejskimi, Złotą Gwiazdą za Wojnę 1939-1945 (The Golden Star), medalem francuskim i Mieczami Hallerowskimi. 70 lat życia Cichociemnego spod Starokonstanowaprezentujemy za Słowem Polskim:

Wywodził się ze szlacheckiej rodziny powstańców styczniowych. Jego brat Wiktor był żołnierzem kampanii francuskiej i Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego. W 1928 roku rozpoczął naukę w Gimnazjum Humanistycznym im. Stanisława Staszica w Hrubieszowie, gdzie wstąpił do drużyny harcerskiej. Maturę zdał w 1930 roku. W 1935 otrzymał dyplom magistra prawa na Wydziale Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Służbę wojskową Zub-Zdanowicz rozpoczął jeszcze przed studiami. W 1930 r. wstąpił do Szkoły Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Służył w 1. Pułku Strzelców Konnych Raszyńskich w Garwolinie. Po krótkiej przerwie (w stopniu podporucznika rezerwy) powrócił do wojska na stałe i odbył kurs dla dowódców szwadronu CKM. Służył w Żandarmerii Grodzieńskiej Dywizji Piechoty.

W kampanię wrześniową Leonard Zub-Zdanowicz wszedł jako dowódca Plutonu Polowego Żandarmerii a później – dowódca ochrony sztabu Dywizji Piechoty płk. Ignacego Oziewicza. Uczestniczył w walkach nad Pilicą i nad Wisłą. Zub-Zdanowicz przebił się przez Wisłę i na Lubelszczyźnie wszedł do zgrupowania gen. Olbrychta, gdzie pełnił obowiązki szefa bezpieczeństwa sztabu. Brał udział w ciężkich walkach.

Po kapitulacji, część żołnierzy zgrupowania gen. Olbrychta, w tym Zub-Zdanowicz, przebiła się przez okrążenie. Zub-Zdanowicz przydzielony został do 1. Pułku Szwoleżerów, następnie mianowano go oficerem łącznikowym.

Podczas próby przedarcia się na Węgry zgrupowanie Zub-Zdanowicza zostało otoczone przez Niemców i Rosjan. Tocząc ciężkie walki z obydwoma wrogami, Polacy posuwali się na wschód. Bywało tak, że jednego dnia (29 września) żołnierze płk. Zieleniewskiego walczyli z żołnierzami Wehrmachtu pod Janowem Lubelskim, następnego dnia – z czerwonoarmistami pod Krzemniem.

Gdy 1 października dowództwo postanowiło o poddaniu się Armii Czerwonej, Zub-Zdanowicz odmówił posłuszeństwa wdanemu rozkazowi. Przemknął się przez pierścienie sowieckie i niemieckie. Wielu oficerów z jego formacji, którzy trafili do niewoli sowieckiej, wiosną 1940 roku zostało zamordowanych w Katyniu przez NKWD.

W listopadzie 1939 roku Zub-Zdanowicz nawiązał kontakt z organizacją Służba Zwycięstwu Polski i razem z bratem przeszedł przez Tatry i Słowację na Węgry. Na początku 1940 roku dojechał do Paryża, potem – do Bretanii. Otrzymał przydział do Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich generała Zygmunta Szyszko-Bohusza, gdzie zorganizował Pluton Żandarmerii.

W kwietniu 1940 r. Zub-Zdanowicz wypłynął do Narviku w Norwegii, gdzie pełnił służbę szefa bezpieczeństwa sztabu gen. Szyszko-Bohusza. 29 maja wraz z żandarmami zdusił w zarodku próbę niemieckiej dywersji w rejonie sztabu brygady. 6 czerwca zorganizował ewakuację oddziałów brygady do Francji. Jego jednostka przybyła do Brestu 17 czerwca i zajęła stanowiska bojowe. 18 czerwca I Półbrygada na okręcie brytyjskim dotarła do portu Plymouth.

Następnie Zub-Zdanowicza i jego towarzyszy skierowano do Szkocji. 22 sierpnia 1940, ze względu na rozformowanie Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, 15. Pluton Żandarmerii został wcielony do 2. Plutonu Żandarmerii przy 3. Brygadzie Kadrowej Strzelców generała brygady Władysława Langnera i zakwaterowany w obozie Biggar, w hrabstwie Lanark. Stamtąd Zub-Zdanowicz przeniósł się do miasteczka Moffat, a w grudniu do Cowdenbeath w hrabstwie Fife. Na początku 1941 roku odebrano mu dowództwo plutonu żandarmerii i przeniesiono do 7. Brygady Kadrowej Strzelców w Dunfermline. W końcu kwietnia Zub-Zdanowicz został mianowany porucznikiem. Przydzielony został do 8. Brygady Kadrowej Strzelców (oddział rozpoznawczy), a następnie do 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej generała brygady Stanisława Sosabowskiego.

W lipcu 1941 Leonard Zub-Zdanowicz zgłosił się na ochotnika do wykonania zrzutu do Polski i rozpoczął trening „Cichociemnych”. Od 20 kwietnia 1942 r. oczekiwał na przerzut do Polski wraz z ekipą w składzie: Bolesław Kontrym, Mieczysław Hugo Eckhard, Hieronim Łagoda, Michał Fijałka i Wacław Kopisto. W czerwcu Zub-Zdanowicz poprosił gen. Sikorskiego o przeniesienie do Korpusu Oficerów Kawalerii, którą Naczelny Wódz rozpatrzył pozytywnie. Latem 1942 Zub-Zdanowicz wraz z Kontrymem prowadził kurs spadochronowy w Ringway.

1 września 1942 roku ekipa nr 11 wyleciała z Anglii do Polski w ramach operacji „Smallpox”. Podczas skoku, który nastąpił w nocy 2 września na północny wschód od Grójca, Zub-Zdanowicz złamał nogę. Po krótkim pobycie w szpitalu Świętego Ducha w Warszawie zamieszkał pod koniec września u dr. Jacka Masiorskiego, a następnie w listopadzie u pani Marii Zawadzkiej.

Pod koniec października został włączony do organizacji dywersyjnej „Wachlarz”, która obejmowała swoim działaniem tereny byłych Kresów I RP, z przydziałem do III Odcinka. Współpracował bezpośrednio z dowódcą „Wachlarza”, podpułkownikiem Adamem Remigiuszem Grocholskim, uczestniczył między innymi w teoretycznym opracowaniu uderzenia na więzienie w Pińsku, którą to akcję wzorowo wykonał por. Piwnik.

Po rozpracowaniu „Wachlarza” przez Gestapo, na początku roku 1943, Zub-Zdanowicz rozpoczął poszukiwania przydziału do partyzantki. W marcu nawiązał kontakt ze znajomymi oficerami AK z 1. Pułku Strzelców Konnych, jednak jednostka była zaledwie na etapie odtwarzania. W kwietniu wystąpił do przełożonych o pozwolenie na wyjazd z por. Piwnikiem na Kielecczyznę w celu organizowania partyzantki, ale Komenda Główna AK nie przychyliła się do tej prośby. Od grudnia 1942 roku koledzy z Narodowych Sił Zbrojnych proponowali Zub-Zdanowiczowi przejście do ich organizacji. Dowództwo AK dało mu do zrozumienia, że propozycję może przyjąć bądź odrzucić. Zub-Zdanowicz zrezygnował, bowiem nie znał na tyle stosunków w Warszawie, aby móc skompletować sobie oddział takiego typu, a chciał iść do partyzantki. Ostatecznie przeszedł do NSZ, niektórzy oskarżyli go nawet o dezercję z AK.

Na początku czerwca Zub-Zdanowicz pojechał na Lubelszczyznę i rozpoczął współpracę z komendantem Okręgu III NSZ, podpułkownikiem Zygmuntem Broniewskim („Bogucki”). 5 lipca dotarł do dowodzonego przez podporucznika Henryka Figuro-Podhorskiego oddziału NSZ w okolicy Szwedzkiej Górki. Główną bazą oddziału był folwarczek w Borowie. Skład etniczny oddziałów pod komendą Zub-Zdanowicza był przeważnie polski, chociaż zdarzali się Ukraińcy, Rosjanie, Żydzi i in.

Oddział Zub-Zdanowicza atakował Niemców tylko w obronie własnej bądź w obronie ludności cywilnej, jak również w ramach współpracy z innymi oddziałami partyzantki niepodległościowej, w tym AK. Przeprowadzał akcje policyjne, skierowane przeciwko grupom rabunkowym oraz oddziałom komunistycznym. Od lipca do listopada 1943 oczyszczał teren z elementów wywrotowo-bandycko-komunistycznych, które bardzo dawały się we znaki zarówno członkom podziemia niepodległościowego, jak i mieszkańcom powiatu kraśnickiego. 9 sierpnia 1943 partyzanci Zub-Zdanowicza otoczyli, fortelem rozbroili, a następnie rozstrzelali 32 członków grupy rabunkowej Józefa Liska i Józefa Pacyny oddziału Gwardii Ludowej im. Jana Kilińskiego. Patrole Zub-Zdanowicza likwidowały w ramach odwetu grupy partyzantów sowieckich i rodzimych komunistów. Na początku listopada w rejonie Budzynia Zub-Zdanowicz dowodził akcją przezciwko grupie rabunkowej „Lońki”. Jeszcze 7 lipca patrol oficerski NSZ pod dowództwem Zub-Zdanowicza zastrzelił dwóch niemieckich żołnierzy pod wsią Terpentyna. 28 lipca ostrzelali i zniszczyli samochód na szosie Kraśnik-Biłgoraj, zabijając czterech Niemców. 16 sierpnia przeprowadzili nieudany atak na Komunalną Kasę Oszczędności w Janowie Lubelskim. Na początku września żołnierze Zub-Zdanowicza stoczyli zwycięską walkę z oddziałem niemieckiej żandarmerii w Biłgorajskiem. Największa akcja, przeprowadzona wspólnie z AK, miała miejsce, gdy oddziały NSZ pod komendą Zub-Zdanowicza osłaniały odbicie przez żołnierzy AK więźniów z więzienia w Biłgoraju. 24 września rano NSZ-owcy ostrzelali i zniszczyli kilka samochodów na drodze Biłgoraj-Krzeszów, a następnie wieczorem stoczyli zwycięski bój z obławą żandarmerii z Biłgoraja, rozbijając wroga doszczętnie w rejonie wsi Momoty. W tym czasie odciążeni AK-owcy bez przeszkód uwolnili więzionych w Biłgoraju.

Następnie, wspólnie z AK-owcami oraz z czasowo podporządkowanym Zub-Zdanowiczowi oddziałem Narodowej Organizacji Wojskowej kapitana Franciszka Przysiężniaka, NSZ-owcy wzięli udział w wyprawie aprowizacyjno-karnej na Ukraińców w okolicach Zamościa i Leżajska. W jej ramach partyzanci Zub-Zdanowicza walczyli na początku października z Niemcami i policją miejscową we wsi Piskorowice. Kilka dni potem zaatakowali posterunek policji we wsi Sieniawa w Jarosławskiem, a następnie rozbili placówki Luftwaffe w Kolonii Rudnik i Manowie w powiecie niżańskim.

Okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku Zub-Zdanowicz spędził w majątku Borów. Wysyłano patrole po okolicy, które od czasu do czasu walczyły z Niemcami, częściej broniły mieszkańców Kraśnickiego przed rabusiami, jak również usiłowały zapobiec – często bezskutecznie – rozszerzającej się fali zabójstw popełnianych przez komunistów na niepodległościowcach. Na początku stycznia 1944 polski patrol stoczył walkę z Niemcami pod Kraśnikiem, a parę dni potem Zub-Zdanowicz, który właśnie otrzymał awans na majora NSZ, został ostrzelany podczas patrolu, prawdopodobnie przez snajpera komunistycznego.

Zimowanie oddziału w Borowie zostało zakłócone 2 lutego 1944 przez niemiecką pacyfikację tej i kilku okolicznych wsi. W pacyfikacji wzięło udział kilka tysięcy Niemców wspomaganych wozami pancernymi, artylerią i lotnictwem, ale Zub-Zdanowiczowi udało się wyprowadzić z kotła swój około pięćdziesięcioosobowy oddział, jak również ponad dwieście osób ludności cywilnej. Przeszli do Lasów Janowskich, gdzie zarządzono koncentrację pułku NSZ. Większość oddziałów stawiła się na miejsce bez przeszkód.

Nad całą Legią Nadwiślańską zawisło niebezpieczeństwo ze strony sowieckiej. W połowie lutego NSZ-owcy zostali praktycznie otoczeni przez 1. Czerwoną Ukraińską Dywizję Partyzancką im. dwukrotnego bohatera Związku Sowieckiego generała majora Sidora Kowpaka, pod dowództwem podpułkownika Piotra Werszyhory. Wykorzystując fakt, że partyzanci sowieccy nie zdawali sobie sprawy z kim mają do czynienia, major użył fortelu i wymknął się znowu.

12 marca Zub-Zdanowicz podporządkowywał swój pułk NSZ Armii Krajowej, zgodnie z umową scaleniową podpisaną w Warszawie przez dowództwa NSZ i AK. Na początku kwietnia udał się do Warszawy, aby zameldować Dowództwu NSZ o postępach w akcji scaleniowej.

W połowie marca 1944 roku przerzucił część swoich żołnierzy na Kielecczyznę, reszta kontynuowała działania na Lubelszczyźnie. NSZ-owcy – jak również inni niepodległościowcy z AK i BCh – skoncentrowali się na odpieraniu ataków komunistycznych.

Około 20 maja NSZ-owcy stoczyli zwycięską walkę z konwojem niemieckim pod Janowem Lubelskim, a kilka dni później zdobyli stację kolejową w Zemborzycach koło Lublina. 2 czerwca w Świeciechowie pod Kraśnikiem partyzanci Zub-Zdanowicza rozbili oddział Armii Ludowej, a następnie atakowali AL pod Urzędowem. 3 czerwca rozbito grupę sowieckich partyzantów pod Dzierzkowicami.

Po 10 czerwca 1944 major „Ząb” przeszedł przez Wisłę na Kielecczyznę i uczestniczył w początkowej fazie koncentracji 204. Pułku Piechoty NSZ Ziemi Kieleckiej im. Ignacego Paderewskiego pod Mirogonowicami. Około 20 czerwca Zub-Zdanowicz został wezwany do Dowództwa NSZ w Warszawie, gdzie przeszedł pod rozkazy płk. Stanisława Nakoniecznikowa – komendanta NSZ nie uznającego scalenia tej organizacji z AK. Nowy komendant NSZ mianował Zub-Zdanowicza dowódcą Grupy Operacyjnej Zachód, czyli tworzącej się w tym czasie w Kieleckiem Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych.

4 lipca Zub-Zdanowicz przyjechał z Warszawy na Kielecczyznę. Do oddziałów NSZ jednak nie dotarł, bowiem w majątku Nikisiałka Mała wpadł w ręce oddziału AL sierżanta Stefana Szymańskiego. Udało mu się zbiec dosłownie sprzed luf plutonu egzekucyjnego. Ponieważ komuniści zabrali mu dokumenty, zmuszony był wrócić do Warszawy, skąd 31 lipca wyjechał do Częstochowy. 19 sierpnia 1944 został szefem sztabu Świętokrzyskiej Brygady NSZ.

Brał udział we wszystkich większych bojach Brygady Świętokrzyskiej przeciw Niemcom i komunistom. W styczniu 1945 roku, już jako podpułkownik NSZ, Zub-Zdanowicz wraz z resztą brygady dał się internować Niemcom, aby uniknąć likwidacji z rąk Armii Czerwonej. Był ostatnim oficerem, który pod ostrzałem sowieckich czołgów dopilnował przekroczenia frontu przez swoich ludzi. Następnie uczestniczył we wszystkich marszach brygady, jak również we wszystkich walkach przeciw Niemcom. Brał również udział w wyzwoleniu obozu koncentracyjnego w Holiszowie na początku maja 1945 roku.

19 sierpnia ppłk Zub-Zdanowicz wyruszył na poszukiwanie regularnych jednostek Armii Polskiej. 26 sierpnia dojechał do miejsca zakwaterowania Samodzielnej Brygady Spadochronowej pod Osnabrück. Na skutek nieprzyjemnego nieporozumienia prawie natychmiast wyjechał stamtąd do Francji, a następnie do Włoch, gdzie 1 października – w stopniu niezweryfikowanego rotmistrza – został przyjęty do kompanii czołgów w II Korpusie generała Andersa. Na miejscu sąd honorowy II Korpusu uwolnił go od zarzutu dezercji z AK. Na weryfikację stopnia rotmistrza musiał czekać do 1949 roku, a w 1957 roku generał Anders mianował Zub-Zdanowicza majorem w Korpusie Oficerów Kawalerii.

Jesienią 1946 roku Zub-Zdanowicz przeniósł się do Wielkiej Brytanii w ramach Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia. W 1951 wyjechał wraz z rodziną do USA. Do końca życia był aktywny w kombatanckich organizacjach i instytucjach polonijnych. Był honorowym członkiem elitarnej amerykańskiej 101. Dywizji Spadochronowej. Pomagał finansowo rodzinom swoich żołnierzy, którzy pozostali w kraju. Organizował składki na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Wspierał środowisko niepodległościowe związane z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela.

Na podstawie tekstu Marka Jana Chodakiewicza

Jan Tomasz Gross- antypolak z wyboru

Jan Tomasz Gross dorobił się na przestrzeni lat opinii ‚polakożercy’, wygłaszając coraz to bardziej krzywdzące dla Polaków twierdzenia,

O ostatnim Marszu Niepodległości zrobiło się bardzo głośno w prasie zagranicznej za sprawą kontrowersyjnych treści niektórych banerów. Do ogólnoświatowej histerii i nagonki dołączył się Tomasz Gross, który dał ponieść się wyobraźni i napisał o skandowaniu przez uczestników hasła… ‚Ku Klux Klan’ oraz ‚Sieg Heil’.

W odpowiedzi zorganizowano na Twitterze akcję, która nie tylko demaskuje manipulacje medialne, ale przede wszystkim dwulicowość Grossa. Jak się okazuje ten, który często oskarża innych o kolaboracje sam miał interesującą historię współpracy z reżimem komunistycznym.

Gross przesłuchiwany był w kwietniu 1968 r. przez inspektora Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, Józefa Pacuka w charakterze podejrzanego. Zeznając jako podejrzany miał prawo do odmowy składania jakichkolwiek wyjaśnień, o czym zawsze wstępnie informuje prokurator. Przesłuchania, których protokoły znajdują się w Instytucie Pamięci Narodowej pochodzą z okresu, gdy komunistyczne władze urządziły antysemicką akcję przeciwko obywatelom żydowskiego pochodzenia zarówno spośród komunistów, jak i opozycji. Jan Gross mimo tych faktów zdecydował się niezwykle obszernie poinformować PRL-owskie władze o wielu działaniach, jakie podejmowali jego żydowscy koledzy i koleżanki.

„Jan Tomasz Gross nawet nie jako TW SB, a zwykły tchórz, donosił na swoich przyjaciół – Żydów”

Źródło: TVPinfo, NajwyższyCzas.

Edward Lubusch SS- Man który pozostał człowiekiem 

Pomagał więźniom, narażając się na szykany ze strony dowódców. Potem walczył w AK, a po wojnie zamieszkał w Polsce pod fałszywym nazwiskiem. Oto niezwykła historia życia Edwarda Lubuscha
Edward Lubusch, szedł więźniom z pomocą i ułatwiał nielegalną korespondencję. Kilka razy dostarczał dokumenty, potrzebne przy ucieczkach. Sam przygotowywał potajemnie opuszczenie swej jednostki i przedostanie się do polskiej partyzantki, działającej w pobliżu Oświęcimia. Edward Lubusch rzeczywiście opuścił esesmańskie szeregi i udało mu się wstąpić do oddziału AK. Dokładnych danych na ten temat nie ma. Wiadomo tylko, że kontakt umożliwił mu ojciec jego żony Hildegardy z domu Kneblowskiej, były zawodowy oficer Wojska Polskiego. W tym czasie żona Lubuscha pracowała w sądzie w Kętach jako tłumaczka w sprawach o drobne wykroczenia. Mieszkała z synem Włodzimierzem u ciotki w Wadowicach. Edward Lubusch został aresztowany pod koniec 1944 r., kiedy odwiedził ich potajemnie nocą. Był sądzony w Bielsku i otrzymał wyrok śmierci, którego jednak nie zdążono wykonać i przed wkroczeniem żołnierzy Armii Czerwonej przewieziono go do więzienia w Berlinie. Wiosną 1945 r. zwolniono go z więzienia i powołano do Volkssturmu. Lubusch, uciekając z płonącego Berlina, przy martwym żołnierzu polskim na ulicy znalazł dokumenty, wystawione na nazwisko Bronisław Żołnierowicz, urodzony w 1913 r. w Kowaliszkach koło Wilna. Jako Żołnierowicz zdecydował się na powrót do Polski, gdzie przebywała żona z synem. Podał, że ukończył pięć klas szkoły powszechnej i wraca z robót przymusowych w Niemczech. Zdecydował się osiedlić z rodziną na terenie województwa poznańskiego, gdzie w 1948 r. urodziła mu się córka. W 1956 r. rzekomi Żołnierowiczowie przenieśli się do Jeleniej Góry. Po pewnym czasie Bronisław Żołnierowicz rozpoczął pracę w jeleniogórskim biurze podróży „Orbis” jako pilot wycieczek zagranicznych. „W domu – wspomina jego syn Włodzimierz – nie było żadnego zdjęcia sprzed i z czasów wojny, żadnego dokumentu, żadnego śladu Edwarda i Hildegardy Lubusch”.
Edward Lubusch zmarł 10 marca 1984 r. we Wrocławiu i jako Bronisław Żołnierowicz został pochowany na cmentarzu w Jeleniej Górze.

Źródło: Uwazamze.pl, dziennikzachodni.pl,

Por. Jan Borysewicz „Krysia” legendarny dowódca kresowych partyzantów 

Jan Borysiewicz ps. „Krysia” „Mściciel” to jeden z najwybitniejszych dowódców partyzantki Armii Krajowej. Działał na północno-wschodnich kresach. Już za życia stał się znaną i szanowaną postacią. Przeprowadzał przeciwko obu okupantom wiele akcji. Jednak nie ograniczał się do działalności bojowej. Rozkręcał kolportaż prasy i organizował również tajne komplety. Przez niektórych podkomendnych a także przez część ludności cywilnej nazywany „tatą” lub „ojcem”.

Podczas kampanii wrześniowej dowodził plutonem, a następnie kompanią w 29. Dywizji Piechoty Armii „Prusy”. Po klęsce uniknął niewoli i zdołał dotrzeć do Wilna. Wiosną 1940 r., podczas próby przedostania się do formowanej na Zachodzie Armii Polskiej, został aresztowany przez NKWD i uwięziony początkowo w Baranowiczach, a następnie w Brześciu. Zbiegł podczas ewakuacji więzienia w czerwcu 1941 r. i powrócił w rodzinne strony, gdzie nawiązał kontakt z podziemiem. Po zaprzysiężeniu w ZWZ-AK, w październiku tego roku objął dowództwo plutonu w kompani Wasiliszki. Jesienią 1942 r. został odwołany do dyspozycji komendy Okręgu Nowogródzkiego AK. Wiosną 1943 r. sformował na terenie placówki konspiracyjnej AK Bieńkiewicze grupę partyzancką, występującą jako oddział nr 314. Do jego zadań należała przede wszystkim likwidacja niemieckiej i sowieckiej agentury oraz band rabunkowych. Latem tego roku oddział wszedł w skład Batalionu Zaniemeńskiego, biorąc udział w licznych akcjach bojowych przeciwko Niemcom.
W listopadzie 1943 r. oddział por. Borysewicza został wyłączony z Batalionu Zaniemeńskiego, uzyskując status w pełni samodzielnej jednostki i nazwę II batalionu 77 pp. AK. W marcu 1944 r. zgrupowanie liczyło około 300 żołnierzy. W czasie okupacji niemieckiej oddziały podległe por. Borysewiczowi przeprowadziły blisko 100 różnego rodzaju akcji. Z początkiem lipca 1944 r. batalion został skierowany do akcji „Ostra Brama”, w której ostatecznie nie wziął udziału z powodu braku precyzyjnych rozkazów. W chwili rozpoczęcia rozbrajania polskich oddziałów przez sowietów batalion wycofał się na tereny Puszczy Rudnickiej, gdzie został rozformowany. Po powrocie na macierzyste tereny w sierpniu 1944 r. por. Borysewicz objął kierownictwo nad całością pracy organizacyjnej i bojowej w północnej części Obwodu Lida Okręgu Nowogródzkiego AK. Stojąc na czele Zgrupowania „Północ” był zwierzchnikiem całości sił AK na tych terenach – kilku kompanii terenowych oraz kilkunastu grup samoobrony. W okresie od sierpnia 1944 r. do stycznia 1945 r. podlegające mu oddziały przeprowadziły kilkadziesiąt akcji, zwalczając sowiecką agenturę oraz chroniąc ludność przed aresztowaniami przez NKWD i poborem do sowieckiego wojska. Do jednej z takich akcji doszło w grudniu 1944 r., gdy dowodzone przez niego zgrupowanie weszło do miasteczka Ejszyszki i w brawurowym ataku rozbiło areszt NKWD, uwalniając 34 więźniów.

„Mściciel” poległ 21 stycznia 1945 roku w walce z komunistami pod Kowalkami. Krysiacy chcieli jego ciało zabrać saniami i godnie pochować. Niestety nie zdążyli tego zrobić, ponieważ stalinowcy pohańbili zwłoki, obwożąc je po okolicznych wsiach i miasteczkach, by wystawiać na widok publiczny. Jego szczątek do dziś nie udało się odnaleźć. Komendant Jan Borysewicz został odznaczony pośmiertnie Orderem Virtuti Militari V kl. przez Delegata Sił Zbrojnych.

Źródło: blogmedia24, nowastrategia, prawy.pl,

„Orlik”- Legendarny dowódca partyzantów 

Gdy umierał, zastrzelony przez UB, miał zaledwie 29 lat. Major Marian Bernaciak „Orlik” był wówczas zwierzchnikiem wszystkich oddziałów i grup zbrojnych organizacji Wolność i Niezawisłość na terenie Inspektoratu Puławy.

Marian Bernaciak urodził sie 17 marca 1917 r. w Zalesiu koło Ryk. Legendarny dowódca oddziału partyzanckiego AK, a następnie Zrzeszenia WiN na Lubelszczyźnie. Był synem Michała Bernaciaka i Marii z domu Bliźniak.
Podczas obrony Włodzimierza Wołyńskiego dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł i powrócił w rodzinne strony. W 1940 r. zaangażował się w działalność konspiracyjną. Utworzył oddział partyzancki wchodzący w skład 15. Pułku Piechoty „Wilków” Armii Krajowej, który w 1944 r. przeprowadził ponad 20 akcji bojowych przeciwko Niemcom. Podczas akcji „Burza” w 1944 r. zajął samodzielnie Ryki, Jesienią 1945 r. został mianowany dowódcą zgrupowania oddziałów WiN w Inspektoracie Rejonowym Puławy. Został wtedy awansowany do stopnia majora. Stojąc na czele oddziału WiN w Inspektoracie Rejonowym „Puławy” przeprowadziło wiele akcji przeciwko władzom komunistycznym. 24 kwietnia 1945 r. W biały dzień, pod nosem kilku tysięcy sowieckich żołnierzy i ubeckich siepaczy, 44-osobowy oddział WiN majora Mariana Bernaciaka „Orlika” uwolnił z więzienia w Puławach 107 więźniów, a także stoczyło zwycięską bitwę w Lesie Stockim z kilkusetosobową grupą operacyjną zwalczającą oddziały partyzanckie.

Te wszystkie akcje miały wpływ na to, że „Orlik” tropiony był ze szczególną bezwzględnością. Przy rozpracowaniu zmobilizowano kilkanaście tysięcy żołnierzy LWP, KBW i funkcjonariuszy „bezpieki”. Represjom poddano także rodzinę „Orlika” – rodziców oraz brata Lucjana. Major Marian Bernaciak „Orlik” zginął 24 czerwca 1946 roku. Wraz z żołnierzami ochrony osobistej wracał z odprawy dowództwa Inspektoratu WiN Puławy do swojego zgrupowania stacjonującego koło wsi Hordzieżka w powiecie łukowskim. 20 kilometrów przed celem grupa zatrzymała się na skraju wsi Piotrówek, aby podkuć konia u kowala Jana Pyrki. O podejrzanych gościach sołtys Jan Maraszek, za pośrednictwem syna kowala, powiadomił posterunek MO w pobliskim Trojanowie i oddział żołnierzy z 1. DP w Więckowie, którzy patrolowali teren przed zbliżającym się referendum. Zorganizowano zasadzkę. Jedna grupa wkroczyła do wsi, a druga zablokowała przewidywaną drogę ucieczki do pobliskiego lasu. Partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia, ale tylko dwóm udało się wyrwać z kotła. Dwóch wpadło w ręce UB, natomiast „Orlik” wraz z N.N. „Ogarkiem” polegli.

Źródło: Polska-zbrojna.pl, solidarni2010.pl, kurierlubelski.pl,

Zawisza Czarny – Ostatni Prawdziwy Rycerz 

Wzór cnót rycerskich, rycerz bez skazy i wielki wojownik swoich czasów. Dzięki Długoszowi znamy go jako największego rycerza w całym chrześcijańskim świecie. Zawisza Czarny zawsze oddziaływał na wyobraźnię kolejnych pokoleń Polaków
Zawisza Czarny to najsłynniejszy rycerz w historii polski. Zanim zginął był już legendą. O jego przyjaźń zabiegali możni średniowiecznej Europy. Władcy chętnie widzieli go na swoich dworach i zapraszali – jako niezwyciężonego zawodnika – na rycerskie turnieje. Mimo że służył długo na dworach Zygmunta Luksemburskiego i margrabiego Moraw Prokopa, najważniejszym władcą był dla niego król Polski. Pochodził z Garbowa w pobliżu Sandomierza, gdzie urodził się w niezbyt zamożnej rodzinie rycerskiej między 1370 a 1380 rokiem. Przydomek „Czarny” pochodzi nie od rzekomo noszonej czarnej zbroi, ale od kruczych włosów i ciemnej karnacji.

Gdy w sierpniu 1409 roku zakon krzyżacki wypowiedział Polsce wojnę, pospieszył od razu do kraju wraz z innymi polskimi rycerzami. „Przebywali podówczas na dworze Zygmunta, zaciągnieni w jego służbę, niektórzy rycerze polscy, a zwłaszcza Zawisza Czarny i Jan Farurej, bracia rodzeni, dziedzice Garbowa herbu Sulima (…). Za zezwoleniem tegoż Zygmunta, który ich hojnymi darami i obietnicami chciał odwieść od zamiaru i przy sobie zatrzymać, porzuciwszy na Węgrzech wszystkie dobra i majątki od króla Zygmunta otrzymane, przybyli do Władysława króla polskiego, aby z nim walczyć przeciw Krzyżakom

Po bitwie grunwaldzkiej Zawisza posłował na sobór powszechny w Konstancji. W 1415 roku bawiąc z Luksemburczykiem w Perpignan w Langwedocji, wystąpił w turnieju i zmierzył się z najlepszym rycerzem Europy Zachodniej – Janem z Aragonii. Walka była krótka. Polak jednym uderzeniem kopii wysadził Aragończyka z siodła.

Zawisza Czarny zginął w 1428 roku. Osłaniając odwrót króla Zygmunta Luksemburskiego w trakcie walki pod Golubacem dostał się do Tureckiej niewoli (wraz z dwoma towarzyszami zaatakować miał całą armię przeciwnika). Zawisza mógł ujść niewoli opuszczając miejsce walki, ale odesłał wysłaną po niego łódź na bezpieczny brzeg i nie zostawił walczących towarzyszy. Według legendy Zawisza zginął z powodu sprzeczki dwóch Turków o to czyim jeńcem będzie pojmany. W pewnym momencie jeden z nich wyjął szable i obciął Zawiszy głowę.

„Nikt nie przewyższał Zawiszy Czarnego szlachetnością i dzielnością bohaterską ” napisał Jan Długosz. I ta zasłużona opinia o czarnym rycerzu wciąż trwa w pamięci Polaków.
Warto zaznaczyć, że jego potomkami byli Stanisław Koniecpolski, Bogusław Radziwiłł, oraz mjr Henryk Dobrzański „Hubal”

Źródło: parezja.pl, histmag.org, gazetakrakowska.pl,

Emilia Plater – Wojowniczka Rzeczypospolitej

EMILIA PLATER TO JEDNA Z NAJSŁYNNIEJSZYCH BOHATEREK EPOKI ROMANTYZMU; MŁODA I DZIELNA, Z POŚWIĘCENIEM WALCZĄCA W POWSTANIU LISTOPADOWYM
Emilia Plater urodziła się w Wilnie w 1806 r., była córką hrabiego Franciszka Ksawerego Broel-Plater i Anny von der Mohl. Była patriotką zaangażowaną w romantyczne ruchy młodzieżowe.

Plater obcięła włosy i uzbrojona, w męskim stroju, razem z przyjaciółką Marią Prószyńską, utworzyła kilkusetosobowy oddział powstańczy, w skład którego weszli strzelcy, kawalerzyści i kosynierzy. W drodze do Dyneburga zbierała kolejnych ochotników i stoczyła kilka zwycięskich potyczek z siłami rosyjskimi. Jednak wobec przewagi przeciwnika, nie zdecydowała się na atak na miasto, a jej zdziesiątkowany oddział dołączył do formacji powstańczej dowodzonej przez jej krewnego. Sama Emilia zaczęła cieszyć się sympatią i szacunkiem żołnierzy, którzy docenili jej waleczność.

Po nieudanych bitwach Emilia Plater miała nadzieję, że generał Chłapowski zgromadzi większe siły i poprowadzi polskie oddziały do zwycięstwa na Litwie. Kiedy więc dowiedziała się, że razem z generałem Giełgudem podjął decyzję o wycofaniu się wojsk polskich za pruską granicę, gdzie żołnierze mają być internowani, nie może się z tym pogodzić. Oświadcza dowódcy, że lepiej byłoby umrzeć, niż skończyć takim upokorzeniem. Żołnierzy wzywa do nie składania broni, ci jednak są zmęczeni wojną i zrezygnowani. Nie widzą innego wyjścia, jak podążyć za Chłapowskim. Jej adiutantki Tomaszewska i Raszanowiczówna także wybierają emigrację. Platerówna wraz z garstką żołnierzy przedziera się w kierunku Warszawy, żeby dołączyć do ostatnich walczących oddziałów. Tym razem jest nie tylko przemęczona, ale poważnie chora. Towarzysze zostawiają ją w chacie niedaleko Sejn. Stamtąd zostaje przeniesiona do dworku rodziny Abłamowiczów w Justianowie. Ze względu na kręcących się w okolicy rosyjskich zwiadowców, przebywa tam jako guwernantka, pod obcym nazwiskiem. Niebawem docierają do niej informacje, że powstanie zostaje stłumione, zarówno na Litwie, jak i w Królestwie Polskim. Pomimo opieki lekarza nie wraca już do zdrowia. Umiera niespodziewanie z powodu gorączki 23 grudnia 1831 roku. Zmarła w wieku zaledwie 25 lat i stała się bohaterką patriotycznej legendy, sławioną przez poetów z różnych krajów Europy.

Źródło : historiaposzukaj.pl, wprost.pl, polskieradio.pl,