List otwarty Janusza Sujeckiego (Sprawiedliwego wśród żydów swiata) do Amabasady Izraela

W związku z bezprecedensowym, haniebnym atakiem ze strony Państwa Izrael, skierowanym przeciwko Polsce, zwracam na Pani ręce dyplom uznania za zasługi dla ochrony zabytków kultury żydowskiej w Polsce, jaki otrzymałem w lipcu 1998 r. od ambasadora Izraela w Polsce z okazji jubileuszu 50. rocznicy utworzenia Państwa Izrael. Miałem nadzieję, że miniony tydzień przyniesie opamiętanie i przerwanie antypolskiej nagonki, ale nic podobnego się nie stało. Wręcz przeciwnie: w sytuacji, gdy w Izraelu trwa polakożercza histeria i Polakom przypisuje się współodpowiedzialność za Holokaust, izraelska dziennikarka Lahav Harkov 14 razy wpisuje na Twitterze frazę „polish death camps” a w sieci na masową skalę rozsyłana jest grafika szkalująca Polskę, ambasada Izraela wydaje oświadczenie, w którym odnotowuje „falę ataków o podłożu antysemickim”, jaka rzekomo zaistniała w polskich mediach. W ostatnich dniach rzeczywiście można było zaobserwować falę ataków – były to antypolskie ataki wychodzące ze strony Państwa Izrael, połączone z próbami szantażu Rzeczpospolitej Polskiej przez USA.

Zdecydowałem się na ten symboliczny protest ze względu na skalę i masowość antypolskich ataków w Izraelu. W tym przypadku nie można wytłumaczyć sobie, że był to odosobniony wybryk Yaira Lapida, więc do Izraela i społeczeństwa izraelskiego nie powinno się mieć pretensji. Polskę zaatakował premier Benjamin Netanjahu i prezydent Reuven Rivlin. Izraelski minister edukacji Naftali Bennett poinstruował szkoły, aby poświęciły czas na nauczanie o roli, jaką m.in. Polska (sic!) odegrała w zabijaniu Żydów w Holokauście. Do aktywnego szkalowania Polski oraz Polaków włączył się dyrektor Centrum Wiesenthala w Jerozolimie Efraim Zuroff. Kneset przyjął projekt ustawy, która bezpodstawnie oskarża Polskę o negowanie Holokaustu. W izraelskich mediach pisze się o współpracy Polaków z nazistami i kolportuje oskarżenia w rodzaju: „Polacy byli gorsi od Niemców”. Polskę atakuje więc i szkaluje Państwo Izrael oraz izraelskie media i społeczeństwo, niezależnie od wewnętrznych politycznych podziałów. Wojewoda mazowiecki nie dopuścił do protestów pod ambasadą Izraela, ale izraelskie władze nie zrobiły nic, by przerwać festiwal antypolskiej nienawiści w Izraelu. Wręcz przeciwnie – nastroje te są podsycane, a Rzeczpospolita Polska i polskie społeczeństwo nadal szkalowane na niewyobrażalną skalę.

Pani wystąpienie na terenie obozu Auschwitz uważam osobiście za skandaliczne. Teren byłego niemieckiego nazistowskiego obozu stał się miejscem kwestionowania prawa Polaków do obrony przed oszczerstwami, zamiast stać się miejscem przypomnienia o Niemcach, którzy byli faktycznymi sprawcami zbrodni dokonanej na Żydach i Polakach. Powiedziała Pani, że Izrael traktuje ustawę o IPN „jako możliwość kary za świadectwo ocalałych z Zagłady”. Czy mam rozumieć, że ocaleni z Zagłady będą świadczyć, że w obozach śmierci byli polscy komendanci, polskie załogi i polscy strażnicy na wieżach? Nie będzie to wtedy żadne świadectwo tylko kłamstwo. Doskonale Pani wiedziała, że badania naukowe nie będą objęte penalizacją. Wiedziała Pani również, że ustawa dotyczy oskarżania narodu polskiego jako całości, a nie pojedynczych przypadków. Nikt nie ukrywa ani zjawiska szmalcownictwa, które wielokrotnie opisywano, ani przypadków pojedynczych zabójstw Żydów, dokonanych przez Polaków. Jest na ten temat obszerna, polska literatura historyczna.

Jednak kwestionowanie zapisu ustawy mówiącego wyraźnie o zakazie przypisywania odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie narodowi polskiemu jako całości, jest próbą wykazania, że zdecydowana większość polskiego społeczeństwa, sprzymierzona z niemieckimi nazistami, mordowała Żydów. Jest próbą sugerowania, że istniały polskie formacje sprzymierzone z Niemcami, które wraz z nimi dokonywały Holokaustu. Dlatego ustawa o IPN jest koniecznością, by przerwać trwające od dziesięcioleci potoki kłamstw o „polskich obozach zagłady” i współodpowiedzialności narodu polskiego za Holokaust. Nic nie usprawiedliwia Pani wystąpienia, tym bardziej, że strona izraelska od około półtora roku była informowana o projekcie nowelizacji ustawy o IPN, a więc założenia tej ustawy nie mogły być dla nikogo zaskoczeniem.
Osobiście chciałbym, by premier Izraela, ani żadnego innego państwa nie decydował, które prawo jest w Polsce „bezpodstawne”. Zdaniem Benjamina Netanjahu, walka z oszczerstwami i kłamliwym określeniem „polskie obozy śmierci” to „negowanie Holokaustu”. Trudno o większy absurd! Czy prawdą jest, że Benjamin Netanjahu, w 2015 r. podczas 37. Światowego Kongresu Syjonistycznego oświadczył, że „Hitler nie chciał eksterminacji Żydów”? Chciałbym otrzymać od Pani potwierdzenie bądź zaprzeczenie tej informacji.

W minionym tygodniu strona izraelska wielokrotnie wykazywała troskę o możliwość prowadzenia badań historycznych, którą to możliwość rzekomo przekreśla nowelizacja ustawy o IPN. Jeżeli Państwu Izrael tak bardzo zależy na badaniach historycznych dotyczących Holokaustu, to chciałbym Pani zadać kilka istotnych pytań.

W 1939 r. prezydent USA Franklin Delano Roosevelt nie zgodził się na przyjęcie 937 Żydów – uchodźców z III Rzeszy, którzy znajdowali się na pokładzie statku „St. Louis”. Nie pomogła skierowana do niego wstrząsająca, błagalna prośba o łaskę. USA nie przyjęły uchodźców. W następstwie, kilkuset pasażerów tego statku zawróconego do Europy zostało później rozstrzelanych lub zamordowanych w Auschwitz i Sobiborze. Czy Państwo Izrael kiedykolwiek wydało oświadczenie, że USA ponoszą współodpowiedzialność za Holokaust? Czy izraelscy historycy kiedykolwiek podjęli badania pozwalające wyjaśnić postępowanie Roosevelta?

W lipcu 1943 r. Jan Karski przedstawił prezydentowi Rooseveltowi raport o dokonującej się Zagładzie Żydów na terenie Polski. Brak reakcji władz amerykańskich umożliwił dalszą eksterminację Żydów. USA nie zareagowały też na polskie apele z 1944 r., by zbombardować tory kolejowe wiodące do Auschwitz. Moje pytanie – jak powyżej.

Chciałbym zapytać, czy Państwo Izrael kiedykolwiek oficjalnie ustosunkowało się do zjawiska obojętności amerykańskich środowisk żydowskich wobec Holokaustu? Sytuacja ta wiadoma była nawet Żydom z warszawskiego getta. Poeta getta, Władysław Szlengel (1914 – 1943), uczestnik powstania w getcie warszawskim, tak pisał w wierszu pt. „Dajcie mi spokój”:

Kto ty jesteś? Żyd.
10 milionów Żydów
pije whisky co dnia
i liże ice krem soda
w USA.
I piją sok grejpfrutów
przed lunchem i rano.
Szkoda ci Żydów?
Zostaną!…

Nie Żydzi zalęknieni,
Żydzi chorzy i drżący,
Ale Żydzi stadionów,
Żydzi śpiewający –
Dajcie mi spokój (…)

Amerykańscy Żydzi zgłaszający dziś roszczenia wobec Polski są potomkami tych, którzy nigdy nie zdobyli się na masowe protesty, które zmusiłyby władze USA do akcji powodującej przerwanie Zagłady. Zgodnie z opracowaniem Rafaela Medoffa pt. „Dzień, w którym maszerowali rabini”, jedyna demonstracja w skali całego okresu Holokaustu mająca na celu ratowanie ofiar Zagłady odbyła się w Waszyngtonie 6 października 1943 r. Wzięło w niej udział ponad 400 rabinów z USA, którzy przyjechali prosić rząd USA o ratowanie mordowanych Żydów. Przekazali petycję do prezydenta Roosevelta, w której napisali: „dzieci, niemowlęta, starsi mężczyźni i kobiety wołają do nas „pomocy!”. Miliony już padły zabite, skazane na miecz i ogień, a dziesiątki tysięcy umarły z głodu”. Jednak Roosevelt nawet nie przyjął delegacji rabinów. Otrzymali oni odpowiedź, że prezydent jest „niedostępny z powodu napiętego planu innych zajęć”. Jak ustalił historyk, było to kłamstwo. Roosevelt nie miał tego dnia żadnych zajęć. Spotkanie nie odbyło się , ponieważ prezydenta odwiedli od niego: Samuel Rosenman (1896 – 1973) – doradca Roosevelta i autor jego przemówień oraz wpływowy członek American Jewish Committee a także rabin Stephen Samuel Wise (1874 – 1949) – syjonistyczny przywódca w USA. Wise uzyskał wcześniej informacje o Holokauście od Jana Karskiego, ale nie wpłynęło to na jego postawę. Co więcej – ten sam Wise w 1941 r. postanowił nałożyć całkowite embargo na wszelką pomoc wysyłaną do okupowanej Polski przez amerykańskich Żydów. Wykazał się szczególną aktywnością w powstrzymywaniu wysyłania paczek do gett. Mam do Pani pytanie: czy przytoczone wyżej fakty są zgodne z historyczną prawdą, czy jest to tylko antysemicka propaganda? Jeżeli nic takiego nie miało miejsca, chciałbym uzyskać od Pani potwierdzenie. Jeżeli natomiast jest to prawda, to chciałbym zapytać, czy Izrael kiedykolwiek nagłośnił wskazane wyżej fakty ? Czy padały oficjalne oskarżenia o współudział części amerykańskiej żydowskiej elity w Holokauście, formułowane z nagłośnieniem odpowiadającym nagłośnieniu, z jakim obecnie prowadzona jest bezpodstawna nagonka na Polskę?

W ostatnim tygodniu często pojawiały się w Izraelu głosy mówiące nie tylko o „radowaniu się Polaków z Holokaustu” (Efraim Zuroff) lecz także wskazujące na „obojętność Polaków wobec Zagłady”. Przesyłam więc Pani zdjęcie z książki Rona Chernowa pt. „The Warburgs. A Family Saga”, London 1993. Przedstawia ono wesele Giseli Warburg-Wyzanski (1912 – 1991), działaczki syjonistycznej w USA. Ślub i wesele odbyły się w lipcu 1943 r., w tym samym czasie, w którym Jan Karski złożył wizytę prezydentowi Rooseveltowi. Gdy w rodzinie jest pogrzeb i żałoba, to ślub i wesele się przekłada – oto jedyny komentarz, który ciśnie się na usta na widok tej fotografii. To tak na marginesie kwestii obojętności wobec Holokaustu.

Chciałbym także zapytać, czy widoczny na zdjęciu żydowski bankier Max Warburg (1867 – 1946) związany był po 1933 r. z kartelem IG Farben, o którym historycy zgodnie piszą, że umożliwił Hitlerowi rozpoczęcie wojny
w 1939 r.? A może ta informacja to tylko rozpowszechniany w sieci, antysemicki wymysł? Jeżeli w Izraelu istnieje tak silna wola prowadzenia badań historycznych, niechaj wyjaśnione zostanie to, o czym wspomniałem, bądź też oficjalnie zanegowane jako kłamstwo. Myślę, że będzie to pożyteczniejsze, niż sianie nienawiści w stosunku do Polski i mnożenie absurdalnych oskarżeń.

Jestem obywatelem Rzeczypospolitej Polskiej pochodzenia żydowskiego. Swoje potrzeby duchowe realizuję w ramach jednego z odłamów judaizmu. Nigdy nie czułem się jednoznacznie ani Polakiem, ani Żydem. Często protestowałem przeciwko takiemu „narodowemu szufladkowaniu” mojej osoby. Moja tożsamość jest syntezą pierwiastków polskiego i żydowskiego. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze byłem i jestem patriotą Polski, będącej moją ojczyzną. Jestem wstrząśnięty potokiem antypolskiej nienawiści płynącym z Izraela i dążeniem do upokorzenia Polski. W 1998 r. i przez kolejne lata byłem dumny z dyplomu, który wręczył mi ambasador Izraela Yigal Antebi. Dziś została tylko pustka i ślad na ścianie pokoju po czymś, co było dla mnie ważną i cenną pamiątką.

Janusz Simcha Sujecki

Zmarł por. Tadeusz Gaertner ps. „Kruk”/ „Grot”, oficer Narodowych Sił Zbrojnych.

Tadeusz Gaertner ps. „Kruk”, „Grot” urodził się 20 października 1928 roku w Obornikach Wielkopolskich. Do Narodowych Sił Zbrojnych wstąpił na jesieni 1943 roku na terenie Skarżyska Kamiennej. Początkowo jego działalność polegała na działalności kurierskiej i obserwacyjnej transportów wojskowych. Od maja 1944 do lipca 1945 roku Tadeusz Gaetrner chwilowo zerwał kontakty z organizacją z powodu wyjazdu jego rodziny ze Skarżyska.

Dalszą działalność niepodległościową Tadeusz Gertner podjął wiosną 1947 roku, kiedy to zaczął rozbudowywać siatkę konspiracyjną NSZ na terenie powiatu bolesławskiego. Wiosną 1948 roku powstała samodzielna grupa Narodowych Sił Zbrojnych – Grupa „Dolny Śląsk” im. Józefa Piłsudskiego kryptonim „Pasieka”, której dowódcą został Tadeusz Gaertner. W 1949 roku dekonspirowano grupę. Grupa zajmowała się działalnością wydawniczą- propagandową oraz wywiadem. Prowadzono min. nasłuch radiowy i kolportaż druków ulotnych wśród miejscowej ludności.

W dniach 24, 25 i 26 marca 1949 roku aresztowano prawie wszystkich członków organizacji. 25 sierpnia 1949 roku Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu skazał Tadeusza Gaertnera na 12 lat więzienia, utratę praw obywatelskich i honorowych na 5 lat oraz utratę mienia. Odsiedział 6 lat. Najpierw był więźniem więzienia przy ulicy Kleczkowskiej we Wrocławiu, a następnie został przeniesiony do więzienia w Rawiczu.

Sprawiedliwość za fałszywy wyrok przyszła 29 stycznia 1992 roku kiedy to Sąd Wojewódzki we Wrocławiu zrehabilitował Tadeusza Gaertnera, unieważniając wyrok sądu komunistycznego, uzasadniając, że działalność Tadeusza Gaertnera była związana z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego

22 sierpnia 2000 roku Tadeusza Gaertnera, decyzją prezydenta został mianowany na stopień porucznika Wojska Polskiego.

Został odznaczony Krzyżem Orderu Krzyża Niepodległości za wybitne zasługi w obronnie suwerenności i niepodległości Polski

Por. Tadeusz Gaertner odszedł dnia 11 sierpnia 2019 roku.

Cześć I Chwała Bohaterom

Por. Wanda Lorenc ps. „Julita” odeszła na wieczną wartę

Por. Wanda Lorenc ps. „Julita”, sanitariuszka NSZ, uczestnika powstania warszawskiego urodziła się 22 czerwca 1928 w Warszawie.
W konspiracji od wiosny 1943 roku – Narodowe Siły Zbrojne (NSZ). Przysięgę składała wraz z Marią Biedermann (obecnie Kowalewską) ps. „Myszka” przed ppor. Mieczysławem Szemelowskim ps. „Miłosz” (1921-1987). Odbyła szkolenie sanitarne i łącznościowe. Przydział: batalion NSZ im. Mączyńskiego, dowódca Florian Kuskowski ps. „Szary”

Więzniarka obozu przejściowego w Pruszkowie (Dulag 121), obozu koncentracyjnego Flossenbürg (numer więźnia 22610), obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, a następnie obozu w Spandau pod Berlinem. Skierowana do pracy przymusowej (po 12 godzin dziennie) w niemieckiej fabryce amunicji.
Powróciła do kraju w maju 1945 r. Wstąpiła do WiNu, jednak wg relacji p. Wandy po kilku tygodniach jej organizacja została rozbita, a ona ze względów bezpieczeństwa powróciła do Warszawy.

Odznaczona Medalem Wojska (1970), Krzyżem Armii Krajowej (1990), Krzyżem Oświęcimski (1993), Warszawskim Krzyżem Powstańczym (1995), Odznaką Pamiątkową Żołnierza AK z okazji 50-lecia Powstania Warszawskiego, Odznaką Weterana Walk o Niepodległość, awansowana do stopnia porucznika rezerwy Wojska Polskiego.

Cześć jej pamięci!!!

Zmarł ostatni żyjący więzień z pierwszego transportu Polaków do KL Auschwitz,

W nocy z 22 na 23 lipca zmarł w wieku 96 lat ostatni żyjący więzień z pierwszego transportu Polaków do KL Auschwitz, Kazimierz Albin

W styczniu 1940 r. został aresztowany na Słowacji, gdy próbował dotrzeć do formującej się we Francji polskiej armii. Niemcy umieścili go w więzieniu w Preszowie, a następnie Muszynie, Nowym Sączu i Tarnowie.

14 czerwca 1940 r. został deportowany do Auschwitz w pierwszym transporcie polskich więźniów. Otrzymał numer 118. W obozie Kazimierz Albin pracował m.in. w kuchni kantyny SS. Stamtąd udało mu się zbiec w lutym 1943 r. z obozu wraz z innymi polskimi więźniami: Adamem Klusem, Tadeuszem Klusem, Romanem Lechnerem, Bronisławem Staszkiewiczem, Włodzimierzem Turczyniakiem i Franciszkiem Romanem.

Tylko 10 proc. ucieczek kończyła się pomyślnie. On sam zapłacił za to wysoką cenę – jego siostrę i matkę Niemcy deportowali do KL Auschwitz, a następnie do Ravensbrueck. Obie kobiety przeżyły wojnę.

Dotarła do Krakowa i został żołnierzem AK. Po ukończeniu konspiracyjnej szkoły podchorążych uczestniczył w wielu akcjach dywersyjnych, a później pełnił funkcję szefa dywersji bojowej III odcinka komendy obwodu Kraków–Miasto. W 1944 r. został awansowany na stopień podporucznika.

Pan Albin był jednym z założycieli Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, na czele którego przez wiele lat stał. Był też członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, organu doradczego premiera RP w sprawach dotyczących terenów byłego obozu Auschwitz oraz innych miejsc zagłady w granicach Polski.

Kazimierz Albin był odznaczony m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Armii Krajowej, a także Krzyżem Kawalerskim, Krzyżem Oficerskim i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Źródło: PAP, Dzieje.pl,

Mjr. Zub-Zdanowicz Jeden z najlepszych dowódców NSZ

Leonard Szczęsny Zub-Zdanowicz urodził w Popowcach na Wołyniu w 1912 roku. Żył 70 lat. W konspiracji używał pseudonimów „Ząb”, „Dor” i „Leon Pyszkowski”. Został uhonorowany Krzyżem Virtuti Militari za kampanię wrześniową 1939 roku, Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego z Mieczami II Klasy, odznaką spadochronową, czterema odznaczeniami europejskimi, Złotą Gwiazdą za Wojnę 1939-1945 (The Golden Star), medalem francuskim i Mieczami Hallerowskimi. 70 lat życia Cichociemnego spod Starokonstanowaprezentujemy za Słowem Polskim:

Wywodził się ze szlacheckiej rodziny powstańców styczniowych. Jego brat Wiktor był żołnierzem kampanii francuskiej i Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego. W 1928 roku rozpoczął naukę w Gimnazjum Humanistycznym im. Stanisława Staszica w Hrubieszowie, gdzie wstąpił do drużyny harcerskiej. Maturę zdał w 1930 roku. W 1935 otrzymał dyplom magistra prawa na Wydziale Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Służbę wojskową Zub-Zdanowicz rozpoczął jeszcze przed studiami. W 1930 r. wstąpił do Szkoły Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Służył w 1. Pułku Strzelców Konnych Raszyńskich w Garwolinie. Po krótkiej przerwie (w stopniu podporucznika rezerwy) powrócił do wojska na stałe i odbył kurs dla dowódców szwadronu CKM. Służył w Żandarmerii Grodzieńskiej Dywizji Piechoty.

W kampanię wrześniową Leonard Zub-Zdanowicz wszedł jako dowódca Plutonu Polowego Żandarmerii a później – dowódca ochrony sztabu Dywizji Piechoty płk. Ignacego Oziewicza. Uczestniczył w walkach nad Pilicą i nad Wisłą. Zub-Zdanowicz przebił się przez Wisłę i na Lubelszczyźnie wszedł do zgrupowania gen. Olbrychta, gdzie pełnił obowiązki szefa bezpieczeństwa sztabu. Brał udział w ciężkich walkach.

Po kapitulacji, część żołnierzy zgrupowania gen. Olbrychta, w tym Zub-Zdanowicz, przebiła się przez okrążenie. Zub-Zdanowicz przydzielony został do 1. Pułku Szwoleżerów, następnie mianowano go oficerem łącznikowym.

Podczas próby przedarcia się na Węgry zgrupowanie Zub-Zdanowicza zostało otoczone przez Niemców i Rosjan. Tocząc ciężkie walki z obydwoma wrogami, Polacy posuwali się na wschód. Bywało tak, że jednego dnia (29 września) żołnierze płk. Zieleniewskiego walczyli z żołnierzami Wehrmachtu pod Janowem Lubelskim, następnego dnia – z czerwonoarmistami pod Krzemniem.

Gdy 1 października dowództwo postanowiło o poddaniu się Armii Czerwonej, Zub-Zdanowicz odmówił posłuszeństwa wdanemu rozkazowi. Przemknął się przez pierścienie sowieckie i niemieckie. Wielu oficerów z jego formacji, którzy trafili do niewoli sowieckiej, wiosną 1940 roku zostało zamordowanych w Katyniu przez NKWD.

W listopadzie 1939 roku Zub-Zdanowicz nawiązał kontakt z organizacją Służba Zwycięstwu Polski i razem z bratem przeszedł przez Tatry i Słowację na Węgry. Na początku 1940 roku dojechał do Paryża, potem – do Bretanii. Otrzymał przydział do Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich generała Zygmunta Szyszko-Bohusza, gdzie zorganizował Pluton Żandarmerii.

W kwietniu 1940 r. Zub-Zdanowicz wypłynął do Narviku w Norwegii, gdzie pełnił służbę szefa bezpieczeństwa sztabu gen. Szyszko-Bohusza. 29 maja wraz z żandarmami zdusił w zarodku próbę niemieckiej dywersji w rejonie sztabu brygady. 6 czerwca zorganizował ewakuację oddziałów brygady do Francji. Jego jednostka przybyła do Brestu 17 czerwca i zajęła stanowiska bojowe. 18 czerwca I Półbrygada na okręcie brytyjskim dotarła do portu Plymouth.

Następnie Zub-Zdanowicza i jego towarzyszy skierowano do Szkocji. 22 sierpnia 1940, ze względu na rozformowanie Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, 15. Pluton Żandarmerii został wcielony do 2. Plutonu Żandarmerii przy 3. Brygadzie Kadrowej Strzelców generała brygady Władysława Langnera i zakwaterowany w obozie Biggar, w hrabstwie Lanark. Stamtąd Zub-Zdanowicz przeniósł się do miasteczka Moffat, a w grudniu do Cowdenbeath w hrabstwie Fife. Na początku 1941 roku odebrano mu dowództwo plutonu żandarmerii i przeniesiono do 7. Brygady Kadrowej Strzelców w Dunfermline. W końcu kwietnia Zub-Zdanowicz został mianowany porucznikiem. Przydzielony został do 8. Brygady Kadrowej Strzelców (oddział rozpoznawczy), a następnie do 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej generała brygady Stanisława Sosabowskiego.

W lipcu 1941 Leonard Zub-Zdanowicz zgłosił się na ochotnika do wykonania zrzutu do Polski i rozpoczął trening „Cichociemnych”. Od 20 kwietnia 1942 r. oczekiwał na przerzut do Polski wraz z ekipą w składzie: Bolesław Kontrym, Mieczysław Hugo Eckhard, Hieronim Łagoda, Michał Fijałka i Wacław Kopisto. W czerwcu Zub-Zdanowicz poprosił gen. Sikorskiego o przeniesienie do Korpusu Oficerów Kawalerii, którą Naczelny Wódz rozpatrzył pozytywnie. Latem 1942 Zub-Zdanowicz wraz z Kontrymem prowadził kurs spadochronowy w Ringway.

1 września 1942 roku ekipa nr 11 wyleciała z Anglii do Polski w ramach operacji „Smallpox”. Podczas skoku, który nastąpił w nocy 2 września na północny wschód od Grójca, Zub-Zdanowicz złamał nogę. Po krótkim pobycie w szpitalu Świętego Ducha w Warszawie zamieszkał pod koniec września u dr. Jacka Masiorskiego, a następnie w listopadzie u pani Marii Zawadzkiej.

Pod koniec października został włączony do organizacji dywersyjnej „Wachlarz”, która obejmowała swoim działaniem tereny byłych Kresów I RP, z przydziałem do III Odcinka. Współpracował bezpośrednio z dowódcą „Wachlarza”, podpułkownikiem Adamem Remigiuszem Grocholskim, uczestniczył między innymi w teoretycznym opracowaniu uderzenia na więzienie w Pińsku, którą to akcję wzorowo wykonał por. Piwnik.

Po rozpracowaniu „Wachlarza” przez Gestapo, na początku roku 1943, Zub-Zdanowicz rozpoczął poszukiwania przydziału do partyzantki. W marcu nawiązał kontakt ze znajomymi oficerami AK z 1. Pułku Strzelców Konnych, jednak jednostka była zaledwie na etapie odtwarzania. W kwietniu wystąpił do przełożonych o pozwolenie na wyjazd z por. Piwnikiem na Kielecczyznę w celu organizowania partyzantki, ale Komenda Główna AK nie przychyliła się do tej prośby. Od grudnia 1942 roku koledzy z Narodowych Sił Zbrojnych proponowali Zub-Zdanowiczowi przejście do ich organizacji. Dowództwo AK dało mu do zrozumienia, że propozycję może przyjąć bądź odrzucić. Zub-Zdanowicz zrezygnował, bowiem nie znał na tyle stosunków w Warszawie, aby móc skompletować sobie oddział takiego typu, a chciał iść do partyzantki. Ostatecznie przeszedł do NSZ, niektórzy oskarżyli go nawet o dezercję z AK.

Na początku czerwca Zub-Zdanowicz pojechał na Lubelszczyznę i rozpoczął współpracę z komendantem Okręgu III NSZ, podpułkownikiem Zygmuntem Broniewskim („Bogucki”). 5 lipca dotarł do dowodzonego przez podporucznika Henryka Figuro-Podhorskiego oddziału NSZ w okolicy Szwedzkiej Górki. Główną bazą oddziału był folwarczek w Borowie. Skład etniczny oddziałów pod komendą Zub-Zdanowicza był przeważnie polski, chociaż zdarzali się Ukraińcy, Rosjanie, Żydzi i in.

Oddział Zub-Zdanowicza atakował Niemców tylko w obronie własnej bądź w obronie ludności cywilnej, jak również w ramach współpracy z innymi oddziałami partyzantki niepodległościowej, w tym AK. Przeprowadzał akcje policyjne, skierowane przeciwko grupom rabunkowym oraz oddziałom komunistycznym. Od lipca do listopada 1943 oczyszczał teren z elementów wywrotowo-bandycko-komunistycznych, które bardzo dawały się we znaki zarówno członkom podziemia niepodległościowego, jak i mieszkańcom powiatu kraśnickiego. 9 sierpnia 1943 partyzanci Zub-Zdanowicza otoczyli, fortelem rozbroili, a następnie rozstrzelali 32 członków grupy rabunkowej Józefa Liska i Józefa Pacyny oddziału Gwardii Ludowej im. Jana Kilińskiego. Patrole Zub-Zdanowicza likwidowały w ramach odwetu grupy partyzantów sowieckich i rodzimych komunistów. Na początku listopada w rejonie Budzynia Zub-Zdanowicz dowodził akcją przezciwko grupie rabunkowej „Lońki”. Jeszcze 7 lipca patrol oficerski NSZ pod dowództwem Zub-Zdanowicza zastrzelił dwóch niemieckich żołnierzy pod wsią Terpentyna. 28 lipca ostrzelali i zniszczyli samochód na szosie Kraśnik-Biłgoraj, zabijając czterech Niemców. 16 sierpnia przeprowadzili nieudany atak na Komunalną Kasę Oszczędności w Janowie Lubelskim. Na początku września żołnierze Zub-Zdanowicza stoczyli zwycięską walkę z oddziałem niemieckiej żandarmerii w Biłgorajskiem. Największa akcja, przeprowadzona wspólnie z AK, miała miejsce, gdy oddziały NSZ pod komendą Zub-Zdanowicza osłaniały odbicie przez żołnierzy AK więźniów z więzienia w Biłgoraju. 24 września rano NSZ-owcy ostrzelali i zniszczyli kilka samochodów na drodze Biłgoraj-Krzeszów, a następnie wieczorem stoczyli zwycięski bój z obławą żandarmerii z Biłgoraja, rozbijając wroga doszczętnie w rejonie wsi Momoty. W tym czasie odciążeni AK-owcy bez przeszkód uwolnili więzionych w Biłgoraju.

Następnie, wspólnie z AK-owcami oraz z czasowo podporządkowanym Zub-Zdanowiczowi oddziałem Narodowej Organizacji Wojskowej kapitana Franciszka Przysiężniaka, NSZ-owcy wzięli udział w wyprawie aprowizacyjno-karnej na Ukraińców w okolicach Zamościa i Leżajska. W jej ramach partyzanci Zub-Zdanowicza walczyli na początku października z Niemcami i policją miejscową we wsi Piskorowice. Kilka dni potem zaatakowali posterunek policji we wsi Sieniawa w Jarosławskiem, a następnie rozbili placówki Luftwaffe w Kolonii Rudnik i Manowie w powiecie niżańskim.

Okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku Zub-Zdanowicz spędził w majątku Borów. Wysyłano patrole po okolicy, które od czasu do czasu walczyły z Niemcami, częściej broniły mieszkańców Kraśnickiego przed rabusiami, jak również usiłowały zapobiec – często bezskutecznie – rozszerzającej się fali zabójstw popełnianych przez komunistów na niepodległościowcach. Na początku stycznia 1944 polski patrol stoczył walkę z Niemcami pod Kraśnikiem, a parę dni potem Zub-Zdanowicz, który właśnie otrzymał awans na majora NSZ, został ostrzelany podczas patrolu, prawdopodobnie przez snajpera komunistycznego.

Zimowanie oddziału w Borowie zostało zakłócone 2 lutego 1944 przez niemiecką pacyfikację tej i kilku okolicznych wsi. W pacyfikacji wzięło udział kilka tysięcy Niemców wspomaganych wozami pancernymi, artylerią i lotnictwem, ale Zub-Zdanowiczowi udało się wyprowadzić z kotła swój około pięćdziesięcioosobowy oddział, jak również ponad dwieście osób ludności cywilnej. Przeszli do Lasów Janowskich, gdzie zarządzono koncentrację pułku NSZ. Większość oddziałów stawiła się na miejsce bez przeszkód.

Nad całą Legią Nadwiślańską zawisło niebezpieczeństwo ze strony sowieckiej. W połowie lutego NSZ-owcy zostali praktycznie otoczeni przez 1. Czerwoną Ukraińską Dywizję Partyzancką im. dwukrotnego bohatera Związku Sowieckiego generała majora Sidora Kowpaka, pod dowództwem podpułkownika Piotra Werszyhory. Wykorzystując fakt, że partyzanci sowieccy nie zdawali sobie sprawy z kim mają do czynienia, major użył fortelu i wymknął się znowu.

12 marca Zub-Zdanowicz podporządkowywał swój pułk NSZ Armii Krajowej, zgodnie z umową scaleniową podpisaną w Warszawie przez dowództwa NSZ i AK. Na początku kwietnia udał się do Warszawy, aby zameldować Dowództwu NSZ o postępach w akcji scaleniowej.

W połowie marca 1944 roku przerzucił część swoich żołnierzy na Kielecczyznę, reszta kontynuowała działania na Lubelszczyźnie. NSZ-owcy – jak również inni niepodległościowcy z AK i BCh – skoncentrowali się na odpieraniu ataków komunistycznych.

Około 20 maja NSZ-owcy stoczyli zwycięską walkę z konwojem niemieckim pod Janowem Lubelskim, a kilka dni później zdobyli stację kolejową w Zemborzycach koło Lublina. 2 czerwca w Świeciechowie pod Kraśnikiem partyzanci Zub-Zdanowicza rozbili oddział Armii Ludowej, a następnie atakowali AL pod Urzędowem. 3 czerwca rozbito grupę sowieckich partyzantów pod Dzierzkowicami.

Po 10 czerwca 1944 major „Ząb” przeszedł przez Wisłę na Kielecczyznę i uczestniczył w początkowej fazie koncentracji 204. Pułku Piechoty NSZ Ziemi Kieleckiej im. Ignacego Paderewskiego pod Mirogonowicami. Około 20 czerwca Zub-Zdanowicz został wezwany do Dowództwa NSZ w Warszawie, gdzie przeszedł pod rozkazy płk. Stanisława Nakoniecznikowa – komendanta NSZ nie uznającego scalenia tej organizacji z AK. Nowy komendant NSZ mianował Zub-Zdanowicza dowódcą Grupy Operacyjnej Zachód, czyli tworzącej się w tym czasie w Kieleckiem Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych.

4 lipca Zub-Zdanowicz przyjechał z Warszawy na Kielecczyznę. Do oddziałów NSZ jednak nie dotarł, bowiem w majątku Nikisiałka Mała wpadł w ręce oddziału AL sierżanta Stefana Szymańskiego. Udało mu się zbiec dosłownie sprzed luf plutonu egzekucyjnego. Ponieważ komuniści zabrali mu dokumenty, zmuszony był wrócić do Warszawy, skąd 31 lipca wyjechał do Częstochowy. 19 sierpnia 1944 został szefem sztabu Świętokrzyskiej Brygady NSZ.

Brał udział we wszystkich większych bojach Brygady Świętokrzyskiej przeciw Niemcom i komunistom. W styczniu 1945 roku, już jako podpułkownik NSZ, Zub-Zdanowicz wraz z resztą brygady dał się internować Niemcom, aby uniknąć likwidacji z rąk Armii Czerwonej. Był ostatnim oficerem, który pod ostrzałem sowieckich czołgów dopilnował przekroczenia frontu przez swoich ludzi. Następnie uczestniczył we wszystkich marszach brygady, jak również we wszystkich walkach przeciw Niemcom. Brał również udział w wyzwoleniu obozu koncentracyjnego w Holiszowie na początku maja 1945 roku.

19 sierpnia ppłk Zub-Zdanowicz wyruszył na poszukiwanie regularnych jednostek Armii Polskiej. 26 sierpnia dojechał do miejsca zakwaterowania Samodzielnej Brygady Spadochronowej pod Osnabrück. Na skutek nieprzyjemnego nieporozumienia prawie natychmiast wyjechał stamtąd do Francji, a następnie do Włoch, gdzie 1 października – w stopniu niezweryfikowanego rotmistrza – został przyjęty do kompanii czołgów w II Korpusie generała Andersa. Na miejscu sąd honorowy II Korpusu uwolnił go od zarzutu dezercji z AK. Na weryfikację stopnia rotmistrza musiał czekać do 1949 roku, a w 1957 roku generał Anders mianował Zub-Zdanowicza majorem w Korpusie Oficerów Kawalerii.

Jesienią 1946 roku Zub-Zdanowicz przeniósł się do Wielkiej Brytanii w ramach Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia. W 1951 wyjechał wraz z rodziną do USA. Do końca życia był aktywny w kombatanckich organizacjach i instytucjach polonijnych. Był honorowym członkiem elitarnej amerykańskiej 101. Dywizji Spadochronowej. Pomagał finansowo rodzinom swoich żołnierzy, którzy pozostali w kraju. Organizował składki na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Wspierał środowisko niepodległościowe związane z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela.

Na podstawie tekstu Marka Jana Chodakiewicza

Jan Tomasz Gross- antypolak z wyboru

Jan Tomasz Gross dorobił się na przestrzeni lat opinii ‚polakożercy’, wygłaszając coraz to bardziej krzywdzące dla Polaków twierdzenia,

O ostatnim Marszu Niepodległości zrobiło się bardzo głośno w prasie zagranicznej za sprawą kontrowersyjnych treści niektórych banerów. Do ogólnoświatowej histerii i nagonki dołączył się Tomasz Gross, który dał ponieść się wyobraźni i napisał o skandowaniu przez uczestników hasła… ‚Ku Klux Klan’ oraz ‚Sieg Heil’.

W odpowiedzi zorganizowano na Twitterze akcję, która nie tylko demaskuje manipulacje medialne, ale przede wszystkim dwulicowość Grossa. Jak się okazuje ten, który często oskarża innych o kolaboracje sam miał interesującą historię współpracy z reżimem komunistycznym.

Gross przesłuchiwany był w kwietniu 1968 r. przez inspektora Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, Józefa Pacuka w charakterze podejrzanego. Zeznając jako podejrzany miał prawo do odmowy składania jakichkolwiek wyjaśnień, o czym zawsze wstępnie informuje prokurator. Przesłuchania, których protokoły znajdują się w Instytucie Pamięci Narodowej pochodzą z okresu, gdy komunistyczne władze urządziły antysemicką akcję przeciwko obywatelom żydowskiego pochodzenia zarówno spośród komunistów, jak i opozycji. Jan Gross mimo tych faktów zdecydował się niezwykle obszernie poinformować PRL-owskie władze o wielu działaniach, jakie podejmowali jego żydowscy koledzy i koleżanki.

„Jan Tomasz Gross nawet nie jako TW SB, a zwykły tchórz, donosił na swoich przyjaciół – Żydów”

Źródło: TVPinfo, NajwyższyCzas.

Edward Lubusch SS- Man który pozostał człowiekiem 

Pomagał więźniom, narażając się na szykany ze strony dowódców. Potem walczył w AK, a po wojnie zamieszkał w Polsce pod fałszywym nazwiskiem. Oto niezwykła historia życia Edwarda Lubuscha
Edward Lubusch, szedł więźniom z pomocą i ułatwiał nielegalną korespondencję. Kilka razy dostarczał dokumenty, potrzebne przy ucieczkach. Sam przygotowywał potajemnie opuszczenie swej jednostki i przedostanie się do polskiej partyzantki, działającej w pobliżu Oświęcimia. Edward Lubusch rzeczywiście opuścił esesmańskie szeregi i udało mu się wstąpić do oddziału AK. Dokładnych danych na ten temat nie ma. Wiadomo tylko, że kontakt umożliwił mu ojciec jego żony Hildegardy z domu Kneblowskiej, były zawodowy oficer Wojska Polskiego. W tym czasie żona Lubuscha pracowała w sądzie w Kętach jako tłumaczka w sprawach o drobne wykroczenia. Mieszkała z synem Włodzimierzem u ciotki w Wadowicach. Edward Lubusch został aresztowany pod koniec 1944 r., kiedy odwiedził ich potajemnie nocą. Był sądzony w Bielsku i otrzymał wyrok śmierci, którego jednak nie zdążono wykonać i przed wkroczeniem żołnierzy Armii Czerwonej przewieziono go do więzienia w Berlinie. Wiosną 1945 r. zwolniono go z więzienia i powołano do Volkssturmu. Lubusch, uciekając z płonącego Berlina, przy martwym żołnierzu polskim na ulicy znalazł dokumenty, wystawione na nazwisko Bronisław Żołnierowicz, urodzony w 1913 r. w Kowaliszkach koło Wilna. Jako Żołnierowicz zdecydował się na powrót do Polski, gdzie przebywała żona z synem. Podał, że ukończył pięć klas szkoły powszechnej i wraca z robót przymusowych w Niemczech. Zdecydował się osiedlić z rodziną na terenie województwa poznańskiego, gdzie w 1948 r. urodziła mu się córka. W 1956 r. rzekomi Żołnierowiczowie przenieśli się do Jeleniej Góry. Po pewnym czasie Bronisław Żołnierowicz rozpoczął pracę w jeleniogórskim biurze podróży „Orbis” jako pilot wycieczek zagranicznych. „W domu – wspomina jego syn Włodzimierz – nie było żadnego zdjęcia sprzed i z czasów wojny, żadnego dokumentu, żadnego śladu Edwarda i Hildegardy Lubusch”.
Edward Lubusch zmarł 10 marca 1984 r. we Wrocławiu i jako Bronisław Żołnierowicz został pochowany na cmentarzu w Jeleniej Górze.

Źródło: Uwazamze.pl, dziennikzachodni.pl,