Rozmawiam z Panem Karolem Perutą prezesem Stowarzyszenia HUSARIA Manchester.

Rozmawiam z Panem Karolem Perutą prezesem Stowarzyszenia HUSARIA Manchester, oraz pomysłodawce inicjatywy WANDA a także autora mikrobloga na Facebook-u „Karol Kamil Peruta. mikroblog”

A.W:
Na wstępnie witam i cieszę się ze wreszcie znalazlas czas na tem wywiad, co nie było łatwe, trochę to trwało…

K.P:
A ja dziękuje za możliwość udzielenia tego wywiadu i przepraszam ze tak długo to trwało ale ostatnio dużo się dzieje.

A.W:
Jesteś bardzo aktywnym działaczem polonijnym. Prowadzisz stowarzyszenie Husaria i udzielasz się w kilku innych inicjatywach, czemu?

K.P:
Bo kto jak nie ja?
A także szczerze to jest to kim jestem i jak zostałem wychowany przez swoich rodziców. Nie było moim celem bycie rozpoznawalnym ale tak po prostu wyszło.
Miło mi jak na mieście ludzie proszą mnie o zdjęcie i wychwalają to co robię. To największa zapłata jak ktoś powie dobre słowo o tym co robisz.

A.W:
Stowarzyszenie HUSARIA Manchester jest dosyć młodą organizacją skupiającą wokół siebie Polską społeczność z okolic Manchesteru, może mi Pan powiedzieć jakie są cele waszej działalności i czy zamierzacie rozszerzyć wasze działania na inne miasta Wielkiej Brytanii

K.P:
Tak to prawda, stowarzyszenie husaria jest młoda organizacja założona 1 marca 2017 roku ale pomimo iż działamy dopiero dwa lata, to jednak juz mozemy sie pochwalić 84 akcjami na terenie całego zjednoczonego królestwa. Działamy prężnie jako grupa przyjaciół i to jest nasza najwieksza siła.
Idea Naszego stowarzyszenia jest prosta a jest nia jedność Polonii i miłość do Naszej ukochaniej Ojczyzny. Naszym wzorem sa ci którzy byli tu długo przed nami. To ci dzielni Polscy żołnierze, to ci Bohaterowie którzy osiedli sie tutaj po drugiej wojnie światowej.
Juz oni mieli ten sam sen o dużej, silnej i zjednoczonej Polonii. Pragniemy kontynuować ich prace tak, by Nowe pokolenia Polaków urodzonych na obczyznie znało swoją historię, swoich bohaterów, swoj ojczysty język. By byli dumni ze swoich przodków i by nigdy nie zapomnieli że są Polakami.
To dla nich, cały Nasz trud…
Stowarzyszenie Husaria powstało w Manchester dzięki wielkiej przyjaźni dwóch osób i nigdy byśmy nie pomyśleli ze tak wielu wartościowych ludzi bedzie chciało z Nami działać. Dostajemy kilka wiadomości dziennie z prośba o dołączenie do SHM. Jednak głównym problemem zawsze był dystans, ponieważ są to Polacy z całego UK.
Z biegiem czasu zaczął się rodzić ten szalony pomysł by rozszerzyć działalność na inne miasta a nawet na cała Anglię. Ponieważ jesli coś jest dobre i tak wielu to pochwala to dlaczego nie zainwestować w to jeszcze więcej pracy i poświecenia? Przecież głównym celem naszego stowarzyszenia jest jedność Polonii w wielkiej Brytanii. Wieści o naszej działaności szybko sie rozeszły i przykuły uwagę naprawde wielu wartościowych i zdolnych ludzi w rożnym wieku. Są z nami młodzi i starsi którzy wspólnie działają dla jednego celu. U nas nie ma polityki choć tak wielu próbuje nam ja przypisać. U nas nie ma zarobku a wręcz przeciwnie wydajemy Nasze własne ciężko zarobione pieniadze. A mimo to działamy i robimy wielę dobrego.
Staramy sie budować mosty pomiędzy nową a starą Polonią w Wielkiej Brytanii.
Jeszcze rok temu nikt z Nas by nie pomyślał że tak szybko i tak bardzo urośniemy w siłę, zaś dziś jesteśmy jedną z najsilniejszych i najprężniej działających Polonijnych organizacji w UK.

A.W:
Mimo wszystkiego dobrego co robią polonijne organizacje patriotyczne często stają się obiektem ataków lewej strony społeczeństwa, najgorsze jest to że osoby atakujące, wywodzą się z Polonii. Czy domyśla się Pan co może być powodem tych ataków ? Chęć zaistnienia? Realny antypolonizm? Czy może zgoła coś innego?

K.P:
Przez ostatnie lata Polskie organizacje patriotyczne w Wielkiej Brytanii zrobiły wiele dobrego, to prawda. Napewno wielu słyszało o licznych zbiórkach żywności dla weteranów w Polsce i na Kresach, czy chociażby nawet o sprzątaniach cmentarzy Polskich żołnierzy w UK. Rozmaite eventy, zabawy dla dzieci, spotkania z publicystami, akcje oddawania krwi i wiele wiele innych. Ale niestety dla wielu ludzi to nie ma najmniejszego znaczenia i chyba obrali sobie za cel niszczenie wszystkiego co dobre i Polskie a samemu nie robiąc nic. Nie wiem czy to osoby z lewej czy z prawej strony ale dla mnie osobiście to są ludzie którzy chyba mają zbyt wiele wolnego czasu i zbyt wiele niespełnionych ambicji. Dla takich osob internet to jedyne okno na swiat. A tak szczerze to nawet nie są warci komentowania.
Ja skupiam się na celu a nie na tym kto co gada. A jesli chodzi o te śmieszne strony na Facebooku sympatyzujące z antifa to nawet nie będę się wypowiadać na ten temat. Szkoda na nie czasu i energii mam ważniejsze sprawy na głowie. Powiem tylko tyle ze nawet to mi pochlebia ze ktoś tyle czasu, swojego cennego czasu którego nigdy już nie odzyska spędza na moje życie. To chyba największy dar jaki można dostać od drugiego człowieka jego czas, dziękuje Wam za ten bezcenny dar. Hate zawsze się znajdzie ale jak widać jestem nadal i mam się dobrze. Trzeba dużo więcej by mnie pokonać.

A.W:
Czy masz swoim mentorów, ludzi którzy ciebie napędzają do tego co robisz.

K.P
Owszem mam, moim największym mentorem była moja S.p przyjaciółka Pani Wanda Lesisz Gutowska. To dzięki niej zmieniłem swoje życie i zmądrzałem. Pani Wanda była Sanitariuszka AK podczas powstania Warszawskiego i dzięki niej poznałem czym jest prawdziwy patriotyzm. Spędziłem tygodnie na słuchaniu opowieści Pani Wandy. To dzięki niej odważyłem się działać a słowa powtarzane przez Panią Wandę „ja jestem żołnierz ja walczę” do dziś chodzą za mną. To ku jej pamięci stworzyłem projekt „Wanda” który odbił się echem w całej Wielkiej Brytanii. Jest tez moja jedyna przyjaciółka która nigdy nie pozwoliła mi zrezygnować. To z nią założyłem husarię i oboje pchaliśmy siebie ku celom i tak jest do dziś. Gdyby nie ona nigdy by nie było husarii ani tego wywiadu. Takich ludzi to ze świecą szukać i trzeba docenić to ze są z nami bo naprawdę jest ich zaledwie garstka.
Następna osoba jest Pani Eva Szegidewicz prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Polskich Weteranów w Manchester. Pani Eva jest corka Sybiraków i żołnierza II Korpusu. Czasami myśle ze S.p Pani Wanda Lesisz Gutowska nie chciała zostawić mnie samego po swojej śmierci i dlatego spotkałem Panią Eve. Przy takich ludziach ucze się czym jest patriotyzm i miłość do ojczyzny a nie nadymana postawa i polityka.
Dzięki taki ludziom jak Pani Eva rozwijam się i ucze się coraz więcej a także coraz więcej rozumiem. Z panią Eva łączy mnie przyjaźń i współpraca nad wieloma projektami a jak pracujemy nad czymś razem to jest to murowany sukces bo żadne z nas nie odpuszcza i nie pozwoli odpuścić drugiemu.
Pani Eva podobnie jak S.P Pani Wanda czy także moja przyjaciółka Iza to moim mentorzy, nauczyciele, ktoś od kogo uczę się tej miłości i służby dla ojczyzny.
Korzystając z okazji chciałbym im wszystkim podziękować. Chciałbym by wiedzieli ze jestem im wszystkim bardzo wdzięczny za ich przyjaźń, za ich miłość i zaufanie. S.p Pani wanda, pani Eva czy moja przyjaciółka Iza to wszystko czego potrzebuje by działać dalej. Jestem dumny i zaszczycony mając takich ludzi po swojej stronie, oni nigdy nie pozwolą mi zrezygnować.

A.W:
Jakie masz plany na przyszłość? Jak długo chcesz działać?
Oj planów to mam mnóstwo byle zdrowia starczyło. To co robię uznaje za służbę dla Ojczyzny a to praca 24 na dobę 365 dni w roku przez resztę życia.
Działam z husaria co jest moim największym zaszczytem działać z takimi ludźmi.
Działam z SPPW w Manchester, teraz także z nowym Polskim Ośrodkiem w Manchester
A także prowadzę swojego mikrobloga na Facebook-u na którego serdecznie zapraszam.
Co do planów to wole je spełniać niż o nich mówić, czyny nie słowa…

A.W:
Czy chciałbys coś dodać na koniec?

K.P
Może tylko jedno.
Nie wierzcie we wszystko co przeczytacie w internecie.
Pozdrawiam wszystkich i zapraszam do śledzenia działalności Husarii i do wpierania Nas w naszych a także wszystkich innych polonijnych działań. Trzymajmy się razem bez względu na poglądy i różnice. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

A.W:
Dziękuje za wywiad.

K.P:
To ja dziękuje i wszystkiego dobrego.

Z Panem Karolem Perutą rozmawiał Arkadiusz Wolski

Uderzając w św. J.P. II

Na Facebooku znajduje się wiele profili których głównym zadaniem jest szkalowanie i naśmiewanie się z postaci i pamięci Św. Jana Pawła II. Warto poświęcić chwilkę i zgłaszać strony godzące w tego wielkiego Polaka.

Oto lista profili

https://www.facebook.com/ANTY-Jan-Pawe%C5%82-II-360612877306201/

https://www.facebook.com/jakpanjezuspowiedzial/

https://www.facebook.com/JanPawel2zyje/

https://www.facebook.com/2137news/

https://www.facebook.com/jp2w6bns/

Pomóżcie nam usunąć strony atakujące postać Św. J.P. II

Obrona Lwowa. 99. rocznica wybuchu powstania Orląt Lwowskich

Konflikt ukraińsko-polski narastał od końca XIX w., przy czym zaczął przybierać mocniej na sile przy końcu I wojny światowej wskutek ukraińskich dążeń niepodległościowych. Odpowiednia dla Ukraińców sytuacja do przejęcia Lwowa nadarzyła się w 1918 r., kiedy to następował kres istnienia państwa austrowęgierskiego.

Walki o Lwów rozpoczęły się od opanowania większości gmachów publicznych przez żołnierzy armii austro-węgierskiej pochodzenia ukraińskiego i powołania Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Spontanicznie na tę akcję zareagowały grupy polskiej konspiracji, złożone głównie z uczniów i studentów.

Po kilku dniach walk Polacy zaczęli przejmować inicjatywę we Lwowie. Jednak pozycyjne walki trwały aż do 22 listopada, gdy dzięki odsieczy oddziałów polskich udało się Ukraińców wyprzeć z miasta. Oblężenie Lwowa trwało jednak aż do wiosny 1919 roku, gdy siły ukraińskie wycofały się po przybyciu polskiej armii generała Hallera.

W trzytygodniowych walkach powstańczych, pod dowództwem kapitana Czesława Mączyńskiego, uczestniczyło ponad sześć tysięcy Polaków. Prawie połowę powstańców stanowiła młodzież, a najmłodszy uczestnik walk miał 9 lat.

Zginęło ponad czterysta osób, w tym prawie dwustu uczniów i studentów. Ciała poległych złożono w 1922 roku na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Nekropolia ta zniszczona w latach siedemdziesiątych przez władze radzieckie, została przez Polskę odbudowana i uroczyście otwarta w 2005 roku.
Cmentarz Obrońców Lwowa stał się solą w oku Sowietów, gdy w porządku pojałtańskim Lwów i Kresy znalazły się – jak to pisał z goryczą Marian Hemar – „za kordonem”. Początkowo usunięto tylko napisy „Tobie Polsko” i „Zawsze Wierny”. 25 sierpnia 1971 r. na osobiste polecenie Leonida Breżniewa na teren cmentarza wjechały czołgi i spychacze. Padła w proch kolumnada i częściowo Łuk Chwały, a jeżdżące po grobach sowieckie buldożery zabijały obrońców Wiernego Miasta po raz drugi. Wreszcie, zgodnie z azjatycką mentalnością, na groby bohaterów zaczęto zwozić śmieci. Aby upodlić i zabić pamięć

Źródło: Dorzeczy.pl, kresy.pl

Wydarzyło sie 1 września 1939 r.

• Atak Niemiec na Polskę i początek II wojny światowej. O godzinie 4.45 niemiecki pancernik szkolny „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzał Westerplatte, Wojskowej Składnicy Tranzytowej na terenie Wolnego Miasta Gdańska, bronionej przez załogę (około 200 żołnierzy) pod dowództwem mjr. Henryka Sucharskiego i kpt. Franciszka Dąbrowskiego. Przez 7 dni bohatersko odpierała ona powtarzające się ataki niemieckie z morza, ziemi i powietrza, stając się symbolem polskiego oporu.
• Rozporządzeniem prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego wprowadzony zostaje na terenie całej Polski stan wojenny.

„Obywatele Rzeczypospolitej! Nocy dzisiejszej odwieczny wróg nasz rozpoczął działania zaczepne wobec Państwa Polskiego, co stwierdzam wobec Boga i Historii. W tej chwili dziejowej zwracam się do wszystkich obywateli państwa w głębokim przeświadczeniu, że cały naród w obronie swojej wolności, niepodległości i honoru skupi się dookoła Wodza Naczelnego i sił zbrojnych oraz da godną odpowiedź napastnikowi, jak to się już nieraz działo w historii stosunków polsko-niemieckich. Cały naród polski, błogosławiony przez Boga, w walce o swoją świętą i słuszną sprawę, zjednoczony z armią, pójdzie ramię przy ramieniu do boju i pełnego zwycięstwa” (Odezwa Prezydenta RP Ignacego Mościckiego z 1 września 1939 r.).
• Odezwa naczelnego dowódcy wojsk niemieckich gen. Waltera von Brauchitscha do Polaków na zajmowanych przez Wehrmacht terenach, zawierająca nakaz bezwarunkowego stosowania się do zarządzeń niemieckiej administracji wojskowej i obietnicę stosowania się do postanowień prawa międzynarodowego.
• Obrona Poczty Polskiej w Gdańsku (dowodzi nią Konrad Guderski). Polacy poddają się po południu, kiedy budynek poczty zostaje podpalony. W miesiąc później zostają rozstrzelani przez Niemców.
• Operacja „Tannenberg”. Rozpoczyna się zorganizowany i zaplanowany niemiecki mord na ludności cywilnej, w tym zwłaszcza na polskich elitach na ziemiach zachodnich Rzeczypospolitej, dokonywany przez Selbstschutz (oddziały dywersyjne rekrutujące się z niemieckiej ludności zamieszkałej w Polsce) i oddziały policji bezpieczeństwa (tzw. Einsatzgruppen).
• Pierwsze alianckie zwycięstwa powietrzne w II wojnie światowej, odniesione przez Stanisława Skalskiego i Władysława Gnysia, późniejszych asów polskiego lotnictwa. Luftwaffe przeprowadziło tego dnia naloty terrorystyczne na szereg polskich miast.
• Zbrodnia wieluńska. Jedną z pierwszą zaatakowanych miejscowości jest nie broniony i nie mający znaczenia strategicznego Wieluń, zbombardowany przez Luftwaffe – liczbę ofiar szacuje się na około 1200 cywilów.

„Rano 1 września 1939 r. obudził mnie huk samolotów. W chwilę potem usłyszałem przeraźliwy świst i wybuch bomby na terenie ogrodu szpitalnego. Była to pierwsza bomba, która w ogóle padła na Wieluń. Po wybuchu bomby część budynku, w którym ja mieszkałem, a mieszkałem na terenie szpitala w budynku gospodarczym, zaczęła się walić. […] Przed budynkiem zastałem kilka płaczących sióstr szpitalnych. Kazałem im biec do ogrodu i kłaść się na ziemię, sam zaś chciałem się udać do szpitala. Zobaczyłem jednak nawracające samoloty i również pobiegłem do sióstr do ogrodu i położyłem się na ziemi. Słyszałem w tym czasie krzyki i jęki z zawalonego budynku gospodarczego, gdzie zostały przywalone gruzem pracownice kuchni, które od wczesnych godzin rannych przygotowywały śniadanie. Nawracające samoloty powtórnie zrzuciły bomby na szpital. […] Gdy minął pierwszy nalot […] udałem się do płonącego szpitala. Na schodach przed wejściem leżał zabity człowiek. Nie był to jednak chory, lecz ktoś, kto przybiegł tu z miasta. Na chodniku przed szpitalem również leżeli zabici. […] W zawalonym szpitalu jakakolwiek pomoc z naszej strony była bezskuteczna. Drugi budynek szpitalny, gdzie było położnictwo, miał całkowicie zerwany od podmuchu eksplodującej bomby dach” (zeznania świadka Zygmunta Patryna, 1974 r., archiwum IPN).
• Bitwa pod Mokrą (na północny zachód od Częstochowy) – Wołyńska Brygada Kawalerii z Grupy Operacyjnej „Piotrków” (Armia „Łódź”), dowodzona przez płk. Juliana Filipowicza, zwycięsko odpiera czołowe ataki niemieckiej 4. Dywizji Pancernej, która traci około 100 wozów bojowych, zniszczonych i uszkodzonych. Jeden z pogromców niemieckich czołgów, kapral Leonard Żłób, jako pierwszy żołnierz polski tej wojny zostaje przedstawiony do odznaczenia orderem wojennym „Virtuti Militari”.
• Bój pod Krojantami. Dwa szwadrony 18. Pułku Ułanów Pomorskich brawurowym manewrem kawaleryjskim hamują marsz XIX Korpusu Pancernego gen. Heinza Guderiana w kierunku strategicznego węzła kolejowego w Chojnicach; w boju ginie dowódca pułku płk Kazimierz Mastalerz. Rodzi się legenda o ataku z szablami na czołgi, wykorzystywana w propagandzie niemieckiej, a po wojnie także w debatach historyczno-politycznych epoki PRL.
• Początek długotrwałej zaciętej obrony polskiego wybrzeża w rejonie Gdyni i Oksywia. Dowództwem Lądowej Obrony Wybrzeża kieruje płk Stanisław Dąbek. Siłami Marynarki Wojennej dowodzi kontradm. Józef Unrug.

„[1 września 1939 r.] o godzinie 13.30 przeżyliśmy najgroźniejszy i dla nas zabójczy nalot samolotów wroga […]. Zobaczyłem odrywająca się bombę. Wydawało się, że leci wprost na mnie. […] gruchnęła w molo, mniej więcej między pierwszym a drugim działem […] przez zerwane poszycie wdarła się woda i okręt zrywając cumy, poszedł na dno, jak siekiera […]. Patrzę na por. [Jacentego] Dehnela, bojowego oficera. Strzela bez przerwy z Vickersa, zdaje on sobie doskonale sprawę, że okręt idzie na dno, mimo to brodząc po kolana w wodzie strzela dalej” (relacje o bombardowaniu portu Oksywie i ostatniej walce torpedowca ORP „Mazur”, za J. Pertek, Mała flota wielka duchem, Poznań 1989, s. 13–17)
Źródło : 1wrzesnia39.pl.

Obrona Zbaraża

Uwieczniona na kartach powieści „Ogniem i mieczem” autorstwa Henryka Sienkiewicza obrona Zbaraża zaliczana jest do najchlubniejszych wydarzeń w dziejach oręża polskiego.
Latem 1649 roku, w czasie powstania Chmielnickiego, wielka armia kozacko-tatarska otoczyła Zbaraż i skoncentrowane w nim oddziały polskie. Stosunek sił był zatrważający. 15 tysięcy polskich żołnierzy broniło się w twierdzy należącej do rodu Wiśniowieckich przed 100-120 tysiącami ludzi. Na czele polskiej załogi stali regimentarze Andrzej Firlej i Stanisław Lanckoroński. Faktyczne dowództwo sprawował jednak wojewoda ruski książę Jeremi Wiśniowiecki.

Wojskami agresorów dowodził sam Bohdan Chmielnicki. Oblężenie rozpoczęło się 10 lipca 1649 i trwało ponad 6 tygodni. – Mimo olbrzymiej dysproporcji sił strona polska walczyła z nadludzką niemal determinacją i wytrwałością. Odpierano szturm za szturmem.

Na początku sierpnia, gdy w twierdzy zaczynało brakować amunicji i żywności wysłano do króla Jana Kazimierza błagalny list z prośbą o pomoc. Jan Kazimierz osobiście stanął na czele 15-tysięcznej armii, która wyruszyła na odsiecz Zbarażowi. – Postawa obrońców Zbaraża była wspaniałym przykładem dla reszty Rzeczpospolitej, zgnębionej dotychczasowymi klęskami nad Żółtymi Wodami, Korsuniem i Piławcami.

Jednak królewska armia sama została zaskoczona przez siły kozacko-tatarskie pod Zborowem. Trudną sytuację uratował kanclerz Jerzy Ossoliński, któremu udało się skłonić chana tatarskiego do podjęcia rokowań. Rezultatem była ugoda zborowska, w wyniku której zwiększono rejestr kozaków do 40 tysięcy i przyznająca szerokie swobody kozakom w województwach kijowskim, czernichowskim i bracławskim.

Dzięki tej ugodzie Chmielnicki 22 sierpnia 1649 zakończył oblężenie Zbaraża. Był to kompromis, z którego nietrwałości zdawały sobie sprawę obie składające pod nią podpisy strony.
Źródło: Polskie Radio

„Cud nad Wisłą” bitwa która uratowała Europę

Na przedpolach Warszawy rozegrała się decydująca batalia wojny polsko-bolszewickiej. Określana „Cudem nad Wisłą” i uznawana za przełomową 18. bitwę w historii świata, Gdyby Polacy nie wygrali bitwy warszawskiej, cała Europa stałaby otworem przed komunistyczną propagandą i sowiecką inwazją. Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920.

15 sierpnia 1920 roku Wojsko Polskie przygotowywało się do ataku Armii Czerwonej, która już wtedy była najpotężniejszą, najliczniejszą i najbardziej nieludzką armię świata. Jej dywizje nie dopuszczały możliwości bycia pokonanymi przez Polaków, planowali zdobyć Warszawę oraz wyruszyć na Berlin, Paryż i inne stolice Europy. W sierpniowych dniach 1920 r. na stolicę zwrócone są oczy wszystkich: jeśli Warszawa zostanie zajęta przez wschodnich barbarzyńców, niepodległość państwa upadnie. W uszach wielu Polaków dramatycznie zabrzmiało pytanie postawione przed Bitwą Warszawską przez Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego: „Co wybieramy, niewolę czy zwycięstwo?”. Odpowiedź mogła być tylko jedna: „Walka do ostatniej kropli krwi”.

I zwycięstwo przyszło. Wymodlone przez władze i społeczeństwo, okupione wielkim wysiłkiem i poświęceniem całego Narodu. Do szeregów obrońców Ojczyzny pospieszyły nawet dzieci – jak 11-letni harcerz Tadeusz Jeziorkowski z Płocka, odznaczony za męstwo Krzyżem Walecznych. Symboliczną ofiarą, która rozpaliła nadzieję na zwycięstwo, była śmierć ks. Ignacego Skorupki pod Ossowem 14 sierpnia. Na następny dzień bolszewicy zaplanowali zdobycie Warszawy i przejęcie władzy przez komitet rewolucyjny, jednak żołnierze polscy przełamują front pod Radzyminem i przechodzą do ataku. Na północy, pod Nasielskiem, armia gen. Władysława Sikorskiego gromi nieprzyjaciela. 16 sierpnia rusza uderzenie znad Wieprza. „Niezwyciężona” Armia Czerwona ucieka w panice.

Wygrana wojna z bolszewikami była pierwszym tak wielkim zwycięstwem oręża polskiego od czasu bitwy pod Wiedniem. Triumf ten odnieśliśmy samodzielnie, bez pomocy obojętnej Europy, sympatyzującej z ideologią komunistyczną. Tym bardziej możemy być dumni i cieszyć się z Cudu nad Wisłą i okazywać wdzięczność tym, którzy walczyli o naszą Ojczyznę. Bitwa Warszawska trwała od 13 do 25 sierpnia. Straty Rosjan oszacowano na 25 tysięcy zabitych. Do niewoli wzięto 66 tysięcy jeńców. Po naszej stronie było 14 i pół tysiąca poległych, 22 tysiące rannych żołnierzy i 10 tysięcy zaginionych.

Źródło : Wpolityce.pl, dziennikzachodni.pl,

„Warszyc” Wierny Żołnierz Polski 

Komunistyczna propaganda przedstawiała „Warszyca” jako „krwawego watażkę”. W rzeczywistości był on znakomitym organizatorem, potrafiącym stworzyć skuteczne i oddane oddziały, zdecydowanym na walkę do końca o swe ideały. „Darowano nam Polskę i ustanowiono rządy nad Nią, jakbyśmy byli narodem żebraków, jakbyśmy czekali przez sześć lat wielkich zmagań na koniec wojny z założonymi rękami, jakbyśmy nie toczyli najkrwawszych na kuli ziemskiej walk i jakbyśmy nie przerośli naszych rzekomych dobroczyńców gotowością do po- święceń i bohaterstwem. Na świętych ołtarzach Wawru, Oświęcimia, Majdanka, Warszawy, leśnych partyzanckich pobojowisk, spacyfikowanych po barbarzyńsku miast i wsi – dokonano najhaniebniejszej w dziejach profanacji: stworzono sztuczną, jakby w sercach naszych nie żyła prawdziwa, Polskę, która jest usankcjonowaniem wszelkiej podłości, zła i zdrady”pisał .
Stanisław Sojczyński, bo tak nazywał się „Warszyc”, urodził się 30 marca 1910 roku we wsi Rzejowice koło Radomska. Pochodził z rolniczej rodziny. Był jednym z sześciorga dzieci Michała i Antoniny ze Śliwkowskich. Jako jedyny z rodzeństwa został wysłany do szkoły. Było to Państwowe Seminarium Nauczycielskie w Częstochowie. Został nauczycielem.
We wrześniu po rozpoczęciu wojny, skierowano go do wojska w Łodzi, niepowodzenia Polaków sprawiły że szybko powrócił do rodzinnej miejscowości, gdzie włączył się w konspirację, zwerbowany przez swojego nauczyciela ze szkoły powszechnej, Aleksandra Stasińskiego ps. „Kruk”.

Zyskał wśród kolegów szacunek, dzięki wrodzonym zdolnościom bardzo szybko, bo już w 1939 roku został komendantem Podobwodu Rzejowice AK, a od października 1942 roku zastępcą komendanta Obwodu Radomsko AK, będąc jednocześnie szefem Kierownictwa Dywersji w Obwodzie.
Była to jedna z najbardziej spektakularnych akcji polskiego podziemia. Pod dowództwem „Warszyca” przeprowadzono atak na niemieckie wiezienia w Radomsku, skutkiem czego uwolniono 40 Polaków oraz 11 Żydów, a sam oddział poniósł minimalne straty. „Warszyc” został za to odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari.Po dowodzeniu I batalionem 27 pułku Piechoty AK w 1945 został awansowany na stopień kapitana.

Najgłośniejsza akcja organizacji, której pomagał „Warszyc”, miała miejsce 19 kwietnia 1946 r. w nocy. Do Radomska weszło około 170 partyzantów, którzy opanowali budynek więzienia Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, skąd uwolniono 57 aresztowanych i zlikwidowano część członków PPR, na których dowództwo KWP wydało wyroki śmierci. Po dwóch godzinach zarządzono koniec akcji, w czasie powrotu rozbito trzykrotnie większy oddział KBW, w akcji zginęło 16 żołnierzy KWP oraz 8 schwytanych żołnierzy sowieckich. Mimo że plan udał się tylko częściowo, nie zdołano uwolnić wszystkich, a część członków PPR zdążyła się ukryć, akcja odbiła się echem w całym kraju.

Po akcji w Radomsku „Warszyc” stał się dla bezpieki wrogiem publicznym numer jeden. Odpierając kłamliwe zarzuty ludowej władzy, redagował pismo „W świetle prawdy”, które było wydawane od września 1945 r. do czerwca 1946 r
27 czerwca 1946 w Częstochowie w wyniku zdrady Henryka Brzóski aresztowano m.in. „Warszyca”, „Ewunię”, „Alberta”, „Nałęcza”. Dzięki przechwyconym na miejscu dokumentom UB dotarło do wielu żołnierzy, w dużym stopniu rozbijając grupę. Proces Stanisława Sojczyńskiego odbywał się między 9 a 17 grudnia 1946 roku przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Łodzi. Składowi sędziowskiemu przewodniczył pułkownik Bronisław Ochnio, a oskarżycielami byli prokuratorzy: major Czesław Łapiński i major Kazimierz Graff. „Warszyca” skazano na karę śmierci. Wyrok wykonano 19 lutego 1947 roku w łódzkim więzieniu przy ul. Sterlinga.

Źródło : polskatimes.pl, niezwykle.com, naszedziedzictwo.com,