Obrona Zbaraża

Uwieczniona na kartach powieści „Ogniem i mieczem” autorstwa Henryka Sienkiewicza obrona Zbaraża zaliczana jest do najchlubniejszych wydarzeń w dziejach oręża polskiego.
Latem 1649 roku, w czasie powstania Chmielnickiego, wielka armia kozacko-tatarska otoczyła Zbaraż i skoncentrowane w nim oddziały polskie. Stosunek sił był zatrważający. 15 tysięcy polskich żołnierzy broniło się w twierdzy należącej do rodu Wiśniowieckich przed 100-120 tysiącami ludzi. Na czele polskiej załogi stali regimentarze Andrzej Firlej i Stanisław Lanckoroński. Faktyczne dowództwo sprawował jednak wojewoda ruski książę Jeremi Wiśniowiecki.

Wojskami agresorów dowodził sam Bohdan Chmielnicki. Oblężenie rozpoczęło się 10 lipca 1649 i trwało ponad 6 tygodni. – Mimo olbrzymiej dysproporcji sił strona polska walczyła z nadludzką niemal determinacją i wytrwałością. Odpierano szturm za szturmem.

Na początku sierpnia, gdy w twierdzy zaczynało brakować amunicji i żywności wysłano do króla Jana Kazimierza błagalny list z prośbą o pomoc. Jan Kazimierz osobiście stanął na czele 15-tysięcznej armii, która wyruszyła na odsiecz Zbarażowi. – Postawa obrońców Zbaraża była wspaniałym przykładem dla reszty Rzeczpospolitej, zgnębionej dotychczasowymi klęskami nad Żółtymi Wodami, Korsuniem i Piławcami.

Jednak królewska armia sama została zaskoczona przez siły kozacko-tatarskie pod Zborowem. Trudną sytuację uratował kanclerz Jerzy Ossoliński, któremu udało się skłonić chana tatarskiego do podjęcia rokowań. Rezultatem była ugoda zborowska, w wyniku której zwiększono rejestr kozaków do 40 tysięcy i przyznająca szerokie swobody kozakom w województwach kijowskim, czernichowskim i bracławskim.

Dzięki tej ugodzie Chmielnicki 22 sierpnia 1649 zakończył oblężenie Zbaraża. Był to kompromis, z którego nietrwałości zdawały sobie sprawę obie składające pod nią podpisy strony.
Źródło: Polskie Radio

Edward Lubusch SS- Man który pozostał człowiekiem 

Pomagał więźniom, narażając się na szykany ze strony dowódców. Potem walczył w AK, a po wojnie zamieszkał w Polsce pod fałszywym nazwiskiem. Oto niezwykła historia życia Edwarda Lubuscha
Edward Lubusch, szedł więźniom z pomocą i ułatwiał nielegalną korespondencję. Kilka razy dostarczał dokumenty, potrzebne przy ucieczkach. Sam przygotowywał potajemnie opuszczenie swej jednostki i przedostanie się do polskiej partyzantki, działającej w pobliżu Oświęcimia. Edward Lubusch rzeczywiście opuścił esesmańskie szeregi i udało mu się wstąpić do oddziału AK. Dokładnych danych na ten temat nie ma. Wiadomo tylko, że kontakt umożliwił mu ojciec jego żony Hildegardy z domu Kneblowskiej, były zawodowy oficer Wojska Polskiego. W tym czasie żona Lubuscha pracowała w sądzie w Kętach jako tłumaczka w sprawach o drobne wykroczenia. Mieszkała z synem Włodzimierzem u ciotki w Wadowicach. Edward Lubusch został aresztowany pod koniec 1944 r., kiedy odwiedził ich potajemnie nocą. Był sądzony w Bielsku i otrzymał wyrok śmierci, którego jednak nie zdążono wykonać i przed wkroczeniem żołnierzy Armii Czerwonej przewieziono go do więzienia w Berlinie. Wiosną 1945 r. zwolniono go z więzienia i powołano do Volkssturmu. Lubusch, uciekając z płonącego Berlina, przy martwym żołnierzu polskim na ulicy znalazł dokumenty, wystawione na nazwisko Bronisław Żołnierowicz, urodzony w 1913 r. w Kowaliszkach koło Wilna. Jako Żołnierowicz zdecydował się na powrót do Polski, gdzie przebywała żona z synem. Podał, że ukończył pięć klas szkoły powszechnej i wraca z robót przymusowych w Niemczech. Zdecydował się osiedlić z rodziną na terenie województwa poznańskiego, gdzie w 1948 r. urodziła mu się córka. W 1956 r. rzekomi Żołnierowiczowie przenieśli się do Jeleniej Góry. Po pewnym czasie Bronisław Żołnierowicz rozpoczął pracę w jeleniogórskim biurze podróży „Orbis” jako pilot wycieczek zagranicznych. „W domu – wspomina jego syn Włodzimierz – nie było żadnego zdjęcia sprzed i z czasów wojny, żadnego dokumentu, żadnego śladu Edwarda i Hildegardy Lubusch”.
Edward Lubusch zmarł 10 marca 1984 r. we Wrocławiu i jako Bronisław Żołnierowicz został pochowany na cmentarzu w Jeleniej Górze.

Źródło: Uwazamze.pl, dziennikzachodni.pl,

Por. Jan Borysewicz „Krysia” legendarny dowódca kresowych partyzantów 

Jan Borysiewicz ps. „Krysia” „Mściciel” to jeden z najwybitniejszych dowódców partyzantki Armii Krajowej. Działał na północno-wschodnich kresach. Już za życia stał się znaną i szanowaną postacią. Przeprowadzał przeciwko obu okupantom wiele akcji. Jednak nie ograniczał się do działalności bojowej. Rozkręcał kolportaż prasy i organizował również tajne komplety. Przez niektórych podkomendnych a także przez część ludności cywilnej nazywany „tatą” lub „ojcem”.

Podczas kampanii wrześniowej dowodził plutonem, a następnie kompanią w 29. Dywizji Piechoty Armii „Prusy”. Po klęsce uniknął niewoli i zdołał dotrzeć do Wilna. Wiosną 1940 r., podczas próby przedostania się do formowanej na Zachodzie Armii Polskiej, został aresztowany przez NKWD i uwięziony początkowo w Baranowiczach, a następnie w Brześciu. Zbiegł podczas ewakuacji więzienia w czerwcu 1941 r. i powrócił w rodzinne strony, gdzie nawiązał kontakt z podziemiem. Po zaprzysiężeniu w ZWZ-AK, w październiku tego roku objął dowództwo plutonu w kompani Wasiliszki. Jesienią 1942 r. został odwołany do dyspozycji komendy Okręgu Nowogródzkiego AK. Wiosną 1943 r. sformował na terenie placówki konspiracyjnej AK Bieńkiewicze grupę partyzancką, występującą jako oddział nr 314. Do jego zadań należała przede wszystkim likwidacja niemieckiej i sowieckiej agentury oraz band rabunkowych. Latem tego roku oddział wszedł w skład Batalionu Zaniemeńskiego, biorąc udział w licznych akcjach bojowych przeciwko Niemcom.
W listopadzie 1943 r. oddział por. Borysewicza został wyłączony z Batalionu Zaniemeńskiego, uzyskując status w pełni samodzielnej jednostki i nazwę II batalionu 77 pp. AK. W marcu 1944 r. zgrupowanie liczyło około 300 żołnierzy. W czasie okupacji niemieckiej oddziały podległe por. Borysewiczowi przeprowadziły blisko 100 różnego rodzaju akcji. Z początkiem lipca 1944 r. batalion został skierowany do akcji „Ostra Brama”, w której ostatecznie nie wziął udziału z powodu braku precyzyjnych rozkazów. W chwili rozpoczęcia rozbrajania polskich oddziałów przez sowietów batalion wycofał się na tereny Puszczy Rudnickiej, gdzie został rozformowany. Po powrocie na macierzyste tereny w sierpniu 1944 r. por. Borysewicz objął kierownictwo nad całością pracy organizacyjnej i bojowej w północnej części Obwodu Lida Okręgu Nowogródzkiego AK. Stojąc na czele Zgrupowania „Północ” był zwierzchnikiem całości sił AK na tych terenach – kilku kompanii terenowych oraz kilkunastu grup samoobrony. W okresie od sierpnia 1944 r. do stycznia 1945 r. podlegające mu oddziały przeprowadziły kilkadziesiąt akcji, zwalczając sowiecką agenturę oraz chroniąc ludność przed aresztowaniami przez NKWD i poborem do sowieckiego wojska. Do jednej z takich akcji doszło w grudniu 1944 r., gdy dowodzone przez niego zgrupowanie weszło do miasteczka Ejszyszki i w brawurowym ataku rozbiło areszt NKWD, uwalniając 34 więźniów.

„Mściciel” poległ 21 stycznia 1945 roku w walce z komunistami pod Kowalkami. Krysiacy chcieli jego ciało zabrać saniami i godnie pochować. Niestety nie zdążyli tego zrobić, ponieważ stalinowcy pohańbili zwłoki, obwożąc je po okolicznych wsiach i miasteczkach, by wystawiać na widok publiczny. Jego szczątek do dziś nie udało się odnaleźć. Komendant Jan Borysewicz został odznaczony pośmiertnie Orderem Virtuti Militari V kl. przez Delegata Sił Zbrojnych.

Źródło: blogmedia24, nowastrategia, prawy.pl,