Operacja „Lawina” przemilczana zbrodnia UB

Operacja ‚Lawina’ była UBecką prowokacją, która doprowadziła do wymordowania 3/4 żołnierzy NSZ z oddziału ‚Bartka’ i prawie całkowitego rozbicia podziemia Niepodległościowego na Żywiecczyźnie i Śląsku Cieszynskim. Ok. 167 partyzantów NSZ zostało wywiezionych, prawdopodobnie, na Opolszczyznę i tam zamordowanych. Jadąc w kilku transportach młodzi synowie ziemii Żywieckiej, przeważnie w wieku 18 – 25 lat, byli przekonani, że wyjeżdżają na Zachód, by tam rozpocząć nowe życie…. Tymczasem UB przewiozło ich do miejsca kaźni 

W Departamencie III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie podjęto działania w celu infiltracji i likwidacji zgrupowania NSZ. Operacji tej nadano kryptonim „Lawina”. Polegała ona na stworzeniu w całości fikcyjnego, kierowanego przez agentów UB, Okręgu Śląskiego NSZ. Agenci nawiązali bezpośredni kontakt z łącznikiem „Bartka”. Na umówione spotkanie 8 sierpnia na Baraniej Górze przybył emisariusz okręgu NSZ – kapitan „Lawina”, w rzeczywistości podporucznik Henryk Wendrowski, pracownik UB, były żołnierz AK z Podlasia, który przeszedł na stronę komunistów i „wsławił się” likwidacją agenturalną oddziałów podziemia antykomunistycznego na Lubelszczyźnie. Już na pierwszym spotkaniu dostarczył sfałszowane instrukcje dotyczące planowanego przerzutu całego zgrupowania na Zachód, gdzie pod okiem Amerykanów partyzanci mieli przejść odpowiednie szkolenie i wrócić do kraju, żeby prowadzić dalszą walkę z komuną. Na początku na jakiś czas mieli zatrzymać się na Ziemiach Odzyskanych, żeby walczyć z tamtejszymi oddziałami Werwolf. Flame od razu zgodził się na tę propozycję i rozpoczął przygotowania do przerzutu swoich ludzi. 
Doszły do skutku trzy transporty. Pierwszy najprawdopodobniej ruszył z okolic Szczyrku około 6 września, a następne były w połowie tego miesiąca i około 25 września. Dziś już wiemy na pewno, że były co najmniej dwa miejsca masowych mordów. Jedno znajduje się w okolicach wsi Barut, na pograniczu dzisiejszych województw opolskiego i śląskiego, a drugie niedaleko Łambinowic. W obu wypadkach schemat likwidacji miał wyglądać podobnie. Zmęczeni podróżą partyzanci zostawali na noc w przygotowanych przez „łączników NSZ” kwaterach. Poczęstowano ich obfitą kolacją, zakrapianą alkoholem wymieszanym z środkami nasennymi. W poniemieckim zameczku myśliwskim Hubertus pod Barutem prawdopodobnie wrzucono wiązki granatów do pomieszczeń, w których spali partyzanci, po czym doszło do strzelaniny pomiędzy nimi – zaskoczonymi i nieświadomymi podstępu – a ich oprawcami. Wyciągano z pomieszczeń jeszcze żyjących i kazano im się rozebrać do naga, po czym prowadzono nad przygotowane doły śmierci, tam zabijano strzałem w tył głowy. Wszystkie ciała wrzucano do masowej mogiły i spalono wraz z wszelkimi ich rzeczami tak, aby po partyzantach nie został żaden ślad 

Żaden ze sprawców tej zbrodni nie stanął przed wymiarem sprawiedliwości. We wspomnieniach żyjących jeszcze pracowników Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach i Miejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bielsku pojawia się „grupa specjalna” z Warszawy, która dotarła na miejsce w celu wykonania mordu. Osoba, która mogłaby najwięcej wnieść do sprawy – Henryk Wendrowski „Lawina” – zmarła w 1997 roku jako emerytowany pułkownik SB i zasłużony ambasador PRL w Danii. 

Adam Andrzejewski

Źródło : Dobroni.pl, Konflikty.wp.pl, 

„Orlik”- Legendarny dowódca partyzantów 

Gdy umierał, zastrzelony przez UB, miał zaledwie 29 lat. Major Marian Bernaciak „Orlik” był wówczas zwierzchnikiem wszystkich oddziałów i grup zbrojnych organizacji Wolność i Niezawisłość na terenie Inspektoratu Puławy.

Marian Bernaciak urodził sie 17 marca 1917 r. w Zalesiu koło Ryk. Legendarny dowódca oddziału partyzanckiego AK, a następnie Zrzeszenia WiN na Lubelszczyźnie. Był synem Michała Bernaciaka i Marii z domu Bliźniak.
Podczas obrony Włodzimierza Wołyńskiego dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł i powrócił w rodzinne strony. W 1940 r. zaangażował się w działalność konspiracyjną. Utworzył oddział partyzancki wchodzący w skład 15. Pułku Piechoty „Wilków” Armii Krajowej, który w 1944 r. przeprowadził ponad 20 akcji bojowych przeciwko Niemcom. Podczas akcji „Burza” w 1944 r. zajął samodzielnie Ryki, Jesienią 1945 r. został mianowany dowódcą zgrupowania oddziałów WiN w Inspektoracie Rejonowym Puławy. Został wtedy awansowany do stopnia majora. Stojąc na czele oddziału WiN w Inspektoracie Rejonowym „Puławy” przeprowadziło wiele akcji przeciwko władzom komunistycznym. 24 kwietnia 1945 r. W biały dzień, pod nosem kilku tysięcy sowieckich żołnierzy i ubeckich siepaczy, 44-osobowy oddział WiN majora Mariana Bernaciaka „Orlika” uwolnił z więzienia w Puławach 107 więźniów, a także stoczyło zwycięską bitwę w Lesie Stockim z kilkusetosobową grupą operacyjną zwalczającą oddziały partyzanckie. 

Te wszystkie akcje miały wpływ na to, że „Orlik” tropiony był ze szczególną bezwzględnością. Przy rozpracowaniu zmobilizowano kilkanaście tysięcy żołnierzy LWP, KBW i funkcjonariuszy „bezpieki”. Represjom poddano także rodzinę „Orlika” – rodziców oraz brata Lucjana. Major Marian Bernaciak „Orlik” zginął 24 czerwca 1946 roku. Wraz z żołnierzami ochrony osobistej wracał z odprawy dowództwa Inspektoratu WiN Puławy do swojego zgrupowania stacjonującego koło wsi Hordzieżka w powiecie łukowskim. 20 kilometrów przed celem grupa zatrzymała się na skraju wsi Piotrówek, aby podkuć konia u kowala Jana Pyrki. O podejrzanych gościach sołtys Jan Maraszek, za pośrednictwem syna kowala, powiadomił posterunek MO w pobliskim Trojanowie i oddział żołnierzy z 1. DP w Więckowie, którzy patrolowali teren przed zbliżającym się referendum. Zorganizowano zasadzkę. Jedna grupa wkroczyła do wsi, a druga zablokowała przewidywaną drogę ucieczki do pobliskiego lasu. Partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia, ale tylko dwóm udało się wyrwać z kotła. Dwóch wpadło w ręce UB, natomiast „Orlik” wraz z N.N. „Ogarkiem” polegli.

Adam Andrzejewski 

Źródło: Polska-zbrojna.pl, solidarni2010.pl, kurierlubelski.pl, 

„Cud nad Wisłą” bitwa która uratowała Europę

 Na przedpolach Warszawy rozegrała się decydująca batalia wojny polsko-bolszewickiej. Określana „Cudem nad Wisłą” i uznawana za przełomową 18. bitwę w historii świata, Gdyby Polacy nie wygrali bitwy warszawskiej, cała Europa stałaby otworem przed komunistyczną propagandą i sowiecką inwazją. Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920.

15 sierpnia 1920 roku Wojsko Polskie przygotowywało się do ataku Armii Czerwonej, która już wtedy była najpotężniejszą, najliczniejszą i najbardziej nieludzką armię świata. Jej dywizje nie dopuszczały możliwości bycia pokonanymi przez Polaków, planowali zdobyć Warszawę oraz wyruszyć na Berlin, Paryż i inne stolice Europy. W sierpniowych dniach 1920 r. na stolicę zwrócone są oczy wszystkich: jeśli Warszawa zostanie zajęta przez wschodnich barbarzyńców, niepodległość państwa upadnie. W uszach wielu Polaków dramatycznie zabrzmiało pytanie postawione przed Bitwą Warszawską przez Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego: „Co wybieramy, niewolę czy zwycięstwo?”. Odpowiedź mogła być tylko jedna: „Walka do ostatniej kropli krwi”. 

    

I zwycięstwo przyszło. Wymodlone przez władze i społeczeństwo, okupione wielkim wysiłkiem i poświęceniem całego Narodu. Do szeregów obrońców Ojczyzny pospieszyły nawet dzieci – jak 11-letni harcerz Tadeusz Jeziorkowski z Płocka, odznaczony za męstwo Krzyżem Walecznych. Symboliczną ofiarą, która rozpaliła nadzieję na zwycięstwo, była śmierć ks. Ignacego Skorupki pod Ossowem 14 sierpnia. Na następny dzień bolszewicy zaplanowali zdobycie Warszawy i przejęcie władzy przez komitet rewolucyjny, jednak żołnierze polscy przełamują front pod Radzyminem i przechodzą do ataku. Na północy, pod Nasielskiem, armia gen. Władysława Sikorskiego gromi nieprzyjaciela. 16 sierpnia rusza uderzenie znad Wieprza. „Niezwyciężona” Armia Czerwona ucieka w panice. 

   
Wygrana wojna z bolszewikami była pierwszym tak wielkim zwycięstwem oręża polskiego od czasu bitwy pod Wiedniem. Triumf ten odnieśliśmy samodzielnie, bez pomocy obojętnej Europy, sympatyzującej z ideologią komunistyczną. Tym bardziej możemy być dumni i cieszyć się z Cudu nad Wisłą i okazywać wdzięczność tym, którzy walczyli o naszą Ojczyznę. Bitwa Warszawska trwała od 13 do 25 sierpnia. Straty Rosjan oszacowano na 25 tysięcy zabitych. Do niewoli wzięto 66 tysięcy jeńców. Po naszej stronie było 14 i pół tysiąca poległych, 22 tysiące rannych żołnierzy i 10 tysięcy zaginionych.

Adam Andrzejewski 

Źródło : Wpolityce.pl, dziennikzachodni.pl,

„Warszyc” Wierny Żołnierz Polski 

Komunistyczna propaganda przedstawiała „Warszyca” jako „krwawego watażkę”. W rzeczywistości był on znakomitym organizatorem, potrafiącym stworzyć skuteczne i oddane oddziały, zdecydowanym na walkę do końca o swe ideały. „Darowano nam Polskę i ustanowiono rządy nad Nią, jakbyśmy byli narodem żebraków, jakbyśmy czekali przez sześć lat wielkich zmagań na koniec wojny z założonymi rękami, jakbyśmy nie toczyli najkrwawszych na kuli ziemskiej walk i jakbyśmy nie przerośli naszych rzekomych dobroczyńców gotowością do po- święceń i bohaterstwem. Na świętych ołtarzach Wawru, Oświęcimia, Majdanka, Warszawy, leśnych partyzanckich pobojowisk, spacyfikowanych po barbarzyńsku miast i wsi – dokonano najhaniebniejszej w dziejach profanacji: stworzono sztuczną, jakby w sercach naszych nie żyła prawdziwa, Polskę, która jest usankcjonowaniem wszelkiej podłości, zła i zdrady”pisał .
Stanisław Sojczyński, bo tak nazywał się „Warszyc”, urodził się 30 marca 1910 roku we wsi Rzejowice koło Radomska. Pochodził z rolniczej rodziny. Był jednym z sześciorga dzieci Michała i Antoniny ze Śliwkowskich. Jako jedyny z rodzeństwa został wysłany do szkoły. Było to Państwowe Seminarium Nauczycielskie w Częstochowie. Został nauczycielem. 
We wrześniu po rozpoczęciu wojny, skierowano go do wojska w Łodzi, niepowodzenia Polaków sprawiły że szybko powrócił do rodzinnej miejscowości, gdzie włączył się w konspirację, zwerbowany przez swojego nauczyciela ze szkoły powszechnej, Aleksandra Stasińskiego ps. „Kruk”.

Zyskał wśród kolegów szacunek, dzięki wrodzonym zdolnościom bardzo szybko, bo już w 1939 roku został komendantem Podobwodu Rzejowice AK, a od października 1942 roku zastępcą komendanta Obwodu Radomsko AK, będąc jednocześnie szefem Kierownictwa Dywersji w Obwodzie.
Była to jedna z najbardziej spektakularnych akcji polskiego podziemia. Pod dowództwem „Warszyca” przeprowadzono atak na niemieckie wiezienia w Radomsku, skutkiem czego uwolniono 40 Polaków oraz 11 Żydów, a sam oddział poniósł minimalne straty. „Warszyc” został za to odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari.Po dowodzeniu I batalionem 27 pułku Piechoty AK w 1945 został awansowany na stopień kapitana.

Najgłośniejsza akcja organizacji, której pomagał „Warszyc”, miała miejsce 19 kwietnia 1946 r. w nocy. Do Radomska weszło około 170 partyzantów, którzy opanowali budynek więzienia Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, skąd uwolniono 57 aresztowanych i zlikwidowano część członków PPR, na których dowództwo KWP wydało wyroki śmierci. Po dwóch godzinach zarządzono koniec akcji, w czasie powrotu rozbito trzykrotnie większy oddział KBW, w akcji zginęło 16 żołnierzy KWP oraz 8 schwytanych żołnierzy sowieckich. Mimo że plan udał się tylko częściowo, nie zdołano uwolnić wszystkich, a część członków PPR zdążyła się ukryć, akcja odbiła się echem w całym kraju.

Po akcji w Radomsku „Warszyc” stał się dla bezpieki wrogiem publicznym numer jeden. Odpierając kłamliwe zarzuty ludowej władzy, redagował pismo „W świetle prawdy”, które było wydawane od września 1945 r. do czerwca 1946 r
27 czerwca 1946 w Częstochowie w wyniku zdrady Henryka Brzóski aresztowano m.in. „Warszyca”, „Ewunię”, „Alberta”, „Nałęcza”. Dzięki przechwyconym na miejscu dokumentom UB dotarło do wielu żołnierzy, w dużym stopniu rozbijając grupę. Proces Stanisława Sojczyńskiego odbywał się między 9 a 17 grudnia 1946 roku przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Łodzi. Składowi sędziowskiemu przewodniczył pułkownik Bronisław Ochnio, a oskarżycielami byli prokuratorzy: major Czesław Łapiński i major Kazimierz Graff. „Warszyca” skazano na karę śmierci. Wyrok wykonano 19 lutego 1947 roku w łódzkim więzieniu przy ul. Sterlinga. 

Adam Andrzejewski 

Źródło : polskatimes.pl, niezwykle.com, naszedziedzictwo.com, 

Zawisza Czarny – Ostatni Prawdziwy Rycerz 

Wzór cnót rycerskich, rycerz bez skazy i wielki wojownik swoich czasów. Dzięki Długoszowi znamy go jako największego rycerza w całym chrześcijańskim świecie. Zawisza Czarny zawsze oddziaływał na wyobraźnię kolejnych pokoleń Polaków
Zawisza Czarny to najsłynniejszy rycerz w historii polski. Zanim zginął był już legendą. O jego przyjaźń zabiegali możni średniowiecznej Europy. Władcy chętnie widzieli go na swoich dworach i zapraszali – jako niezwyciężonego zawodnika – na rycerskie turnieje. Mimo że służył długo na dworach Zygmunta Luksemburskiego i margrabiego Moraw Prokopa, najważniejszym władcą był dla niego król Polski. Pochodził z Garbowa w pobliżu Sandomierza, gdzie urodził się w niezbyt zamożnej rodzinie rycerskiej między 1370 a 1380 rokiem. Przydomek „Czarny” pochodzi nie od rzekomo noszonej czarnej zbroi, ale od kruczych włosów i ciemnej karnacji. 

Gdy w sierpniu 1409 roku zakon krzyżacki wypowiedział Polsce wojnę, pospieszył od razu do kraju wraz z innymi polskimi rycerzami. „Przebywali podówczas na dworze Zygmunta, zaciągnieni w jego służbę, niektórzy rycerze polscy, a zwłaszcza Zawisza Czarny i Jan Farurej, bracia rodzeni, dziedzice Garbowa herbu Sulima (…). Za zezwoleniem tegoż Zygmunta, który ich hojnymi darami i obietnicami chciał odwieść od zamiaru i przy sobie zatrzymać, porzuciwszy na Węgrzech wszystkie dobra i majątki od króla Zygmunta otrzymane, przybyli do Władysława króla polskiego, aby z nim walczyć przeciw Krzyżakom

Po bitwie grunwaldzkiej Zawisza posłował na sobór powszechny w Konstancji. W 1415 roku bawiąc z Luksemburczykiem w Perpignan w Langwedocji, wystąpił w turnieju i zmierzył się z najlepszym rycerzem Europy Zachodniej – Janem z Aragonii. Walka była krótka. Polak jednym uderzeniem kopii wysadził Aragończyka z siodła. 

Zawisza Czarny zginął w 1428 roku. Osłaniając odwrót króla Zygmunta Luksemburskiego w trakcie walki pod Golubacem dostał się do Tureckiej niewoli (wraz z dwoma towarzyszami zaatakować miał całą armię przeciwnika). Zawisza mógł ujść niewoli opuszczając miejsce walki, ale odesłał wysłaną po niego łódź na bezpieczny brzeg i nie zostawił walczących towarzyszy. Według legendy Zawisza zginął z powodu sprzeczki dwóch Turków o to czyim jeńcem będzie pojmany. W pewnym momencie jeden z nich wyjął szable i obciął Zawiszy głowę.

„Nikt nie przewyższał Zawiszy Czarnego szlachetnością i dzielnością bohaterską ” napisał Jan Długosz. I ta zasłużona opinia o czarnym rycerzu wciąż trwa w pamięci Polaków. 
Warto zaznaczyć, że jego potomkami byli Stanisław Koniecpolski, Bogusław Radziwiłł, oraz mjr Henryk Dobrzański „Hubal”

Adam Andrzejewski 

Źródło: parezja.pl, histmag.org, gazetakrakowska.pl, 

„Zagra-Lin” Oddział specjalny AK do zadań na terenie III Rzeszy

Akcje bojowe polskiego podziemia kojarzą nam się głównie z dywersją Armii Krajowej na terytorium okupowanego kraju. Tymczasem polski ruch oporu atakował wroga także na obszarze Rzeszy! Hitler nie mógł być spokojny, gdy usłyszał o zamachu bombowym na jeden z berlińskich dworców, przeprowadzonym przez Polaków 24 lutego 1943 roku.

Oddział specjalny AK nazwany „Zagra-lin”, złożony z żołnierzy biegle posługujących się językiem niemieckim, a przeznaczony do działań dywersyjnych poza Generalnym Gubernatorstwem głównie na terenach Rzeszy. W grudniu 1942 roku dowódcą „Zagra-lina” został Bernard Drzyzga, który przybrał pseudonim „Bogusław-Jarosław”. Zorganizował kilka komórek, z których najaktywniejszą była sekcja bydgoska. Największym sukcesem było zwerbowanie Józefa Lewandowskiego ps „Jur”. Był to Polak, urodzony w Berlinie, ale mieszkający w Bydgoszczy i posiadający znakomite dokumenty Reichsdeutscha. Z kolei praca w firmie budowlanej, mającej oddziały w całej okupowanej Europie powodowała, że mógł podróżować bez wzbudzania podejrzeń. To on zawsze wykonywał najtrudniejszą część zadania – przewoził bombę na miejsce zamachu. „Jur” okazał się świetnym dywersantem i szybko został zastępcą dowódcy. Od lutego 1943 r. „Zagra-lin” przeprowadził szereg akcji bojowych, operując kilkuosobowymi zespołami złożonymi z dwóch do czterech żołnierzy i jednej lub dwóch łączniczek. Grupa jechała tym samym pociągiem ale w osobnych wagonach na miejsce akcji. Następnie wszystko odbywało się według schematu zawartego w jednym z raportów dowódcy 

Pierwszy zamach został dokonany na stację kolejki Friedrichstrasse w Berlinie 24 lutego 1943 roku. Dwoma następnymi porucznik Bernard Drzyzga dowodził osobiście. 10 kwietnia wybuchła bomba na Dworcu Głównym w Berlinie. 23 kwietnia kolejny ładunek eksplodował na Dworcu Głównym we Wrocławiu w momencie wjazdu na peron pociągu wojskowego. W sumie w atakach zginęło 54 Niemców a ponad 100 odniosło rany. Zamachy wywołały panikę w Berlinie i miały wielką siłę propagandową. Wyznaczono nagrodę pieniężną po 20 tys. marek za każdego schwytanego dywersanta. Pomimo zastosowania nadzwyczajnych środków i mimo postawienia na czele śledztwa szefa SS i policji Himmlera, Niemcom nie udało się schwytać żadnego ze sprawców zamachów. „Zagra-lin” dalej zadawał ciosy okupantowi – w kolejnej głośnej akcji w dniu 12 maja wysadził pociąg z amunicją pod Rygą. W tym samym miesiącu spalił transport wojskowy na linii kolejowej Bydgoszcz-Gdańsk. Planował nawet dokonać zamachu na Hitlera w czasie jego niedoszłej wizyty w Bydgoszczy pod koniec maja. 
5 czerwca 1943 roku, w do dziś nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, w Warszawie w Kościele św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży, podczas ślubu jednego z Akowców, gestapo aresztowało większą część żołnierzy grupy„OSY-KOSY”w którą wchodził „Zagra-Lin” W tych warunkach Komenda Główna AK rozwiązała zespół, a jego żołnierzy przydzieliła do innych oddziałów. 

Adam Andrzejewski 

Źródło : muzeumhw.org, 

Potop Szwedzki – Głęboka rysa na honorze polskiej szlachty

Gdy 27 grudnia 1655 r. Szwedzi wycofali się z Jasnej Góry, w wojnie nastąpił przełom. Jednak potop trwał, a wojska Karola Gustawa zniszczyły Polskę bardziej niż dwie wojny światowe razem wzięte 

W dniu 21 lipca 1655 roku armia szwedzka licząca 14 tysięcy żółnierzy i 70 armat pod wodzą feldmarszałka Arvida Wittenberga przekroczyła granice Rzeczypospolitej. Rozpoczęła się trwająca prawie pięć lat wojna polsko-szwedzka zwana powszechnie „Potopem”. Szwedzi doskonale wybrali moment na rozpoczęcie wojny. Rzeczpospolita, uwikłana w wojnę z Rosją i osłabiona pogłębiającym się konfliktem wewnętrznym pomiędzy królem Janem II Kazimierzem a wielmożami i szlachtą (m.in. dwa nieudane sejmy w 1652 i 1654 r.), nie dysponowała wojskiem do odparcia ataku. 

Pierwsze miesiące były jednym pasmem zwycięstw Szwedów. Pod Ujściem wojewoda poznański Krzysztof Opaliński i Kaliski Andrzej Grudziński oddali się pod protekcję Karola Gustawa, króla Szwecji. Hetman Janusz Radziwiłł i jego brat Bogusław zawarli w Kiejdanach układy ze Szwedami, które przekreślały unię polsko-litewską. Były to przedsięwzięcia nielegalne, traktowane jako zdradę Rzeczpospolitej.Bez walki padła Warszawa, jedynie Kraków, którego bronił Stefan Czarniecki stawiał opór, ale skapitulował po trzech tygodniach. Najeźdźcy zajęli Rzeczpospolitą szybko jak potop, ale równie szybko zaczęli tracić poparcie szlachty. Stało się tak, bo Szwedzi przeszli przez tereny polskie paląc, grabiąc, niszcząc i łamiąc wszelkie prawa

Pierwsi do walki z wrogiem stanęli chłopi i mieszczanie, do których dołączała szlachta. Broniło się Podkarpacie, Zamość, Lwów, Gdańsk, Malbork. Król Jan Kazimierz schronił się wraz z rodziną na Śląsku i stamtąd wezwał naród do walki przeciwko Szwedom. Na wieść o patriotycznym zrywie wrócił w grudniu 1655 roku do kraju.
18 listopada 1655 Szwedzi rozpoczęli oblężenie klasztoru jasnogórskiego. Obrona Jasnej Góry z militarnego punktu widzenia miała ograniczone znaczenie, jednak stała się pierwszym w tej wojnie zwycięstwem strony polskiej i tryumfem moralnym i symbolicznym.
Ostatecznie wojnę polsko-szwedzką kończył zawarty 3 maja 1660 pokój w Oliwie . Na jego mocy Jan Kazimierz zrzekł się roszczeń w stosunku do tronu szwedzkiego, tylko południowo-wschodnie Inflanty pozostały przy Polsce, natomiast reszta znalazła się w rękach szwedzkich. Poza tym potwierdzone zostały traktaty welawsko – bydgoskie, a Szwecja zobowiązała się zagwarantować państwom nadbałtyckim swobodę żeglugi i handlu na Bałtyku, miała tez wrócić zagrabione dzieła sztuki (czego nigdy nie zrobiła).

Adam Andrzejewski 

Źródło : polskieradio.pl, blogpublika.com, gazeta.pl,