Potyczka o której prawie nikt nie pamięta

27 maja 1947 roku w pociągu z Poznania do Leszna krawiec Feliks Lis zobaczył kobietę w towarzystwie pijanych żołnierzy radzieckich, była to Zofia Rojuk. Po cichu błagała go o pomoc. Powiedziała, że jest Polką, że mąż sprzedał ją Rosjanom za butelkę wódki. Mówiła, że odebrano jej dziecko, a żołnierze wiozą ją do swojej jednostki. Starania o uwolnienie kobiety podjęli najpierw kolejarze, potem milicjant, a w końcu żołnierze. Skończyło się potyczką na dworcu w Lesznie, w której zginęli trzej czerwonoarmiści. W odwecie trzech polskich żołnierzy skazano na śmierć, zapadło też kilka wysokich wyroków więzienia.
W garnizonie dyżur pełnił wówczas 22-letni podporucznik Jerzy Przerwa. Mimo młodego wieku, aż sześciokrotnie był odznaczany, z tego raz za udział w zdobyciu Berlina. Podporucznik Przerwa zdecydował o wyjściu z garnizonu szesnastoosobowego oddziału. Po drodze na dworzec rozkazał żołnierzom załadowanie broni. Nakazał także, by jego podwładni obstawili halę dworca. Jerzy Przerwa rozpoczął rozmowy z dowódcą oddziału rosyjskiego, kapitanem Sokołowem. We dwójkę udali się do wartowni SOK, gdzie kontynuowali negocjacje. Podporucznik rozkazał jednak, by polscy żołnierze nikogo nie wypuszczali z budynku. Niestety doszło do przepychanek gdy pijani czerwonoarmiści chcieli wyjść na świeże powietrze. Wówczas użyta została broń palna. Według relacji świadków i polskich żołnierzy, jako pierwsi broni użyli Rosjanie. Byli jednak tak pijani, że nie potrafili trafić Polaków. Żołnierze garnizonu leszczyńskiego odpowiedzieli ogniem. Śmierć poniosło dwóch oficerów, jeden szeregowiec, rannych zostało pięciu żołnierzy Armii Czerwonej. Wkrótce doszło do aresztowań – uwięziono pułkownika Przerwę, 16 żołnierzy garnizonu leszczyńskiego, kolejarzy pociągu nr 728, a także milicjanta Zygmunta Handke i Feliksa Lisa.

Początkowo śledztwo prowadzone było przez leszczyński Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Dochodzenie wykazało, że doszło do wymiany ognia pomiędzy Rosjanami, a Polakami. Wkrótce śledztwo przejęła poznańska prokuratura, której przewodził Rosjanin, Wilhelm Świątkowski. Rozprawa odbyła się 7 czerwca 1947 roku w koszarach 86 Pułku Artylerii Przeciwlotniczej w Lesznie. Przewodniczył jej podpułkownik Franciszek Szeliński, sędzia Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu, oskarżycielem zaś był major Maksymilian Lityński. Proces zakończył się tego samego dnia – było to jedynie pokazowe widowisko, nie zeznawali m.in. świadkowie, a także Zofia Rojuk. Sąd uznał, że to polscy żołnierze jako pierwsi otworzyli ogień, a ich celem byli sojusznicy z Armii Czerwonej. Wydano cztery wyroki śmierci – skazani na śmierć przez rozstrzelanie zostali podporucznik Jerzy Przerwa, a także trzech żołnierzy z jego oddziału: kanonier Władysław Łabuza, kapral Wiesław Warwasiński i kanonier Stanisław Stachura.
Ciekawostką jest to, że ekspertyza broni żołnierzy wykazała, że z broni Warwasińskiego i Stachury w ogóle nie zostały oddane żadne strzały. Oprócz żołnierzy skazano także innych uczestników wydarzeń z maja 1947: kanoniera Tadeusza Nowickiego i milicjanta Zygmunta Handke skazano na 10 lat więzienia, Feliksa Lisa na 12 lat pozbawienia wolności, w odrębnym procesie na kary więzienia skazano także pracowników kolei. Próbowano zmienić wyroki śmierci żołnierzy – na akt łaski zdecydował się prezydent Bolesław Bierut, zastosował go jedynie w stosunku do Stanisława Stachury, Tadeusza Nowickiego zwolniono z odbywania kary. 11 czerwca wyroki się uprawomocniły, 15 czerwca zaś zostały one wykonane.
Dotąd nie było wiadomo kim była Zofia Rojuk. Jeden z Rosjan twierdził, że był ona jego żoną, inny, że aresztowano ją za współpracę z Niemcami, a oficjalna propaganda głosiła, że była ona obywatelką Związku Radzieckiego, która okłamała Polaków i doprowadziła do tragedii.

W czasie wojny Rojuk wywieziono na prace przymusowe do Niemiec. Tam po wyzwoleniu wyszła za mąż za Polaka. Przyjechała z nim do Polski, w 1946 roku urodziła im się córka, Władysława. Zofia mieszkała z mężem do maja 1947 roku. Miała 21 lat kiedy doszło do potyczki w Lesznie. Po latach Rojuk odnalazła córkę dzięki pomocy Czerwonego Krzyża.
– To było na początku lat 60. Miałam wtedy kilkanaście lat. Dostałam list z Ukrainy, który zmienił moje życie. Dowiedziałam się nagle, że moją prawdziwą matką jest Zofia Rojuk, o której wcześniej nic nie wiedziałam. To było nie do uwierzenia, przeżyłam wstrząs – opowiada pani Władysława.
Dlaczego matka z nią się rozstała? Dlaczego nie szukała jej wcześniej? Tego nie wyjaśniła podczas kilkuletniej korespondencji z córką, gdyż taki list zapewne zatrzymałaby cenzura. Powiedziała o tym w 1968 roku, kiedy pierwszy raz pani Władysława odwiedziła swoją matkę.
– Pojechałam do niej z moją córeczką. Podróż była męcząca, trwała aż dwa dni. Ale byłam szczęśliwa – wspomina kobieta. Była u matki dwa miesiące. Wtedy dopiero dowiedziała się, że wywieziono ją w 1947 roku z Polski, postawiono przed sądem i karnie wysłano na wiele lat na Syberię.
– Płakała, gdy opowiadała co tam przeżyła. Ciągle głodowała, ciężko chorowała. Mówiła, że zesłano ją na Sybir z powodu jakiejś strzelaniny, w której zginęli żołnierze. Powiedziała mi, że została wydana Rosjanom przez mojego ojca, i że jak po nią przyszli, to chciała mnie ze sobą zabrać, ale na to nie pozwolili. Nie podawała żadnych szczegółów. Ja też nie wypytywałam. Było dla mnie bardzo przykre, że z tym miał związek mój ojciec. Zresztą dla mnie było najważniejsze wtedy tylko to, że jestem z mamą, że ona mnie odnalazła – wyjaśnia pani Władysława. Kobieta chciała wrócić do swojej córki, dlatego błagała w pociągu o pomocPo zwolnieniu z zesłania Zofia Rojuk zamieszkała w mieście Tetijew w obwodzie kijowskim. Przed trzema wiekami nazywało się ono Tetyjów i było częścią Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W Tetijewie mieszkała matka Zofii, która była… Polką. Rojuk wyszła za mąż. Pracowała w herbaciarni, a potem (od lat 60.) była bileterką w kinie.
Odnalezienie córki były wielkim wydarzeniem w Tetijewie. Odnotowała je nawet radziecka prasa. W „Prawdzie” opublikowano zdjęcie matki i córki. Oczywiście w artykule nie podano prawdziwej historii ich rozłąki. Pani Władysława odwiedzała matkę kilkukrotnie, ale ona sama nigdy nie przyjechała do Polski. W czasach istnienia Związku Radzieckiego nie mogła otrzymać paszportu. Była traktowana przez władze komunistyczne jako wróg systemu. Później na wyjazd nie pozwolił jej stan zdrowia. Zmarła w 2000 roku. Cztery lata przed pierwszymi publikacjami przywracającymi pamięć o potyczce polskich żołnierzy w Lesznie.

Do dzisiaj żyje mąż Zofii, który ją wydał w 1947 roku. Dlaczego to zrobił? Czy faktycznie dostał za nią butelkę wódki? To pozostanie zagadką. Mężczyzna ma 90 lat, jest chory. Jego żona twierdzi, że nie można z nim rozmawiać, ponoć nie pamięta już co się wtedy wydarzyło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s