Gen. Jan Podchorski

Jan Podhorski „Zygzak”, generał brygady w stanie spoczynku, ur. 21 czerwca 1921 r. w Budzyniu w Wielkopolsce, członek Związku Jaszczurczego, żołnierz Armii Krajowej „Głuszec” Grójec i Narodowych Sił Zbrojnych. W Powstaniu Warszawskim żołnierz pułku NSZ im. gen. Władysława Sikorskiego i batalionu AK „Miłosz”, po powstaniu więzień stalagu IVB w Muehlbergu nad Łabą koło Drezna (1944-1945). W czasach stalinowskich za działalność w konspiracyjnej Młodzieży Wszechpolskiej skazany na siedem lat więzienia, karę odbywał we Wronkach, wyszedł na wolność po trzech latach w wyniku amnestii. Działacz Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Autor książek „Wspomnienia Żołnierza Wyklętego” i „Pułk Narodowych Sił Zbrojnych im. Gen. Władysława Sikorskiego. Byłem jego żołnierzem”.

Rozbicie więzienia w Wyrzysku.

Do rozbicia więzienia w Wyrzysku doszło 24 maja 1946 roku. 
Powód był prozaiczny. Pomysłodawcą i współorganizatorem akcji był milicjant Stanisław Bienias szwagier uwięzionego Stanisława Musiała. Bienias współdziałał jeszcze z innym milicjantem, który zapragnął poślubić piękną Janinę córkę Pana Musiała. Przyszły teść postawił jednak warunek: odda rękę córki za obietnicę uwolnienia z więzienia swojego syna Stanisława Musiała członka grupy kpt. Leona Mellera „Jędrusia”, który został uwięziony w Wyrzysku odsiadując wyrok 6 lat pozbawienia wolności za nielegalne posiadanie broni.

Honorowy milicjant przejęty złożoną obietnicą kilkakrotnie nawiązał kontakt z więźniem, szczegółowo wprowadzając go w swoje plany. Do akcji wciągnął swojego kolegę Mariana Myszkę, dezertera z MO, aktualnie członka oddziału Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Juliana Bauca „Huragana”. Por. M. Myszka „Łoś” razem ze swoim bratem Feliksem przystąpili do realizacji planu akcji rozbicia wyrzyskiego więzienia. Przebywało w nim wówczas ponad 40 osób, w tym dawni przedstawiciele AK i ludzie z obecnego podziemia (NSZ i „WiN”). Ten fakt z pewnością rzutował na wydanie odpowiednich rozkazów przez „Huragana” otwierających drogę do przeprowadzenia operacji. Do akcji zaangażowani zostali również Jan Krywoszej „Czarny”, Józef Ożdżyński, Józef Nowakowski, oraz według części źródeł, prawdopodobnie także Leon Meller „Jędruś”.
Nocą, 24 maja 1946 r. partyzanci podstępem doprowadzili do wyjazdu z miasta sił UB i MO. Interweniowały one w Górowatkach, gdzie sfingowano akcję podziemia. Ten manewr pozwolił na bezpieczne przeprowadzenie zaplanowanego rozbicia więzienia. Akcją dowodzili kpt. Bauc i por. Myszka. Najpierw przy bramie znalazł się „Czarny”, który pod pretekstem konwojowania w patrolu UB zatrzymanego „bandyty”, upomniał się o wejście. Nie znał jednak hasła, więc wartownik pozostał obojętny na jego żądanie. Dzwoniący bez przerwy dzwonek poirytował strażnika na tyle mocno, że wyszedł sprawdzić, co się dzieje przy furcie.
Ten moment okazał się decydujący: natychmiast go obezwładniono i ludzie „Huragana” znaleźli się na terenie więzienia. Od tej chwili akcja potoczyła się błyskawicznie: bez jednego wystrzału uwolniono ponad czterdziestu więźniów i szybko opuszczono placówkę. Większość uwolnionych skutecznie się ukryła, kilku z nich dołączyło do oddziału kpt. Bauca. Należy jednak zaznaczyć, iż duża część wróciła do aresztu już następnego dnia, obawiając się zapewne konsekwencji ponownego zatrzymania (około dwadzieścia osób).
Kpt. Bauc nie cieszył się niestety długo z brawurowo przeprowadzonej operacji rozbicia wyrzyskiego więzienia. Zginął w czasie obławy przeprowadzonej przez siły MO w dniu 2 lipca 1946 r. w miejscowości Kościerzyn Wielki. Śmierć poniósł wówczas także J. Krywoszej, którego zamordowano w akcie zemsty za wcześniejsze zlikwidowanie funkcjonariusza UB. W akcie zgonu zapisano, że „Czarny” chcąc uniknąć aresztowania „strzelił sobie trzykrotnie w serce z pistoletu”. W obławie został ujęty Józef Nowakowski. Skazany już w październiku 1946 r. przez WSR w Bydgoszczy na trzykrotną karę śmierci, został stracony w więzieniu Wałach Jagiellońskich.
Po śmierci kpt. Bauca „Huragana”, dowództwo nad kilkunastoosobowym oddziałem przejął por. M. Myszka „Łoś”. Żołnierze por. „Łosia” operowali w powiatach Wyrzysk, Złotów i Sępólno. Likwidowali znienawidzonych UB-eków, rozbrajali posterunki MO, karali fizycznie nadgorliwych komunistów z PPR, przeprowadzali akcje ekspropriacyjne. Pomimo podejmowanych przez komunistów wielu starań, sam dowódca pozostawał nieuchwytny aż do śmierci. Nadeszła ona przedwcześnie, ale tym razem jej sprawcami nie byli komunistyczny wrogowie niepodległości Polski. Marian Myszka zginął 28 czerwca 1952 r. w wypadku samochodowym. Doszło do niego w miejscowości Bogatynia (pow. zgorzelecki). Nosił wówczas inne nazwisko: Wiktor Kowalski i pracował jako komendant Straży Pożarnej. Jechał na akcję gaszenia pożaru. Miał dwoje dzieci, cieszył się społecznym szacunkiem. Został pochowany na cmentarzu w Przasnyszu niedaleko Warszawy.
Źródło IPN 
Opracował Józef Żernicki

Co dalej z ciałem podpułkownika Karola Rzepeckiego (pradziadka „INKI”) znalezionym w Turcji?

22 maja br. Rosjanie zidentyfikowali ciało pradziadka Danuty Siedzikówny „Inki”, bohaterki polskiego podziemia niepodległościowego. Informujemy o oczekiwaniach rodziny podpułkownika Karola Rzepeckiego.

W dzisiejszym (23 maja 2017) wydaniu „Gazeta.ru” nie ma informacji o trumnie i planach Rosjan wobec ciała podpułkownika. Może to świadczyć, że nie są oni dalej zainteresowani tą sprawą. Nie wiemy, jakie mają dalsze plany wobec niego.

Przedstawiciele najbliższej rodziny wyrażają nadzieję, że trumna zostanie przewieziona do Polski. Wydaje się, że najlepszym miejscem pochówku byłby cmentarz katolicki w Grajewie, gdzie od 1968 roku spoczywa Helena Tymińska, córka podpułkownika, a jednocześnie babcia „Inki”. Rodzina nie ma jednak funduszy, żeby sprowadzić ciało do Polski i liczy na pomoc państwa.

Rosyjskie informacje na temat podpułkownika Rzepeckiego są nieprecyzyjne. Żona podpułkownika w chwili jego śmierci miała 29 lat, pochodziła ze szlachty grodzieńskiej. W jej rodzinie były osoby represjonowane przez Rosjan za udział w Powstaniu Styczniowym. Była spokrewniona z Piotrem Orzeszko, mężem Elizy Orzeszkowej. Podpułkownik Rzepecki miał brata Michała, który był także wysokiej rangi oficerem w Armii Imperium Rosyjskiego. Ich ojciec Karol utracił majątek na Wołyniu w ramach rosyjskich represji za udział w Powstaniu Styczniowym.

Najważniejszym pytaniem na dziś pozostaje, jakie będą losy trumny znalezionej przez Rosjan w Turcji? Najwłaściwszym miejscem pochówku podpułkownika Rzepeckiego byłaby Polska, skoro był Polakiem z pochodzenia, z Polską związał swój los i do dzisiaj żyją tutaj jego krewni.

Żona podpułkownika Rzepeckiego przeżyła męża o 43 lata. Zmarła w Grodnie w 1937 roku. W chwili śmierci męża (w wieku 47 lat) pozostawała w trudnej sytuacji materialnej. Z pamiętnika jego córki Heleny wynika, że ostatnie słowa podpułkownika brzmiały: „Będę Was wspierał stamtąd, dokąd pójdę”. Symbolicznym pozostaje również fakt, że Rosjanie ogłosili identyfikację ciała podpułkownika w dniu imienin jego żony i córki.
Źródło IPN 

68.rocznica śmierci kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”.

Był jednym z tych, którzy się „nigdy nie poddali” był bohaterskim żołnierzem niezłomnym kpt. Zdzisław Broński ps. „Uskok”, następca słynnego „Zapory”. Walczył z okupantem sowieckim na Lubelszczyźnie, w okolicach Lubartowa, Łęcznej, w lasach parczewskich i kozłowieckich. Broniąc miejscowej ludności przed terrorem, przeprowadził wiele akcji dywersyjnych i odwetowych. Zaszczuty i ścigany przez komunistów, nigdy nie złożył broni. Ostatnie dwa lata spędził w schronie – lepiance, pisząc tam niezwykły pamiętnik. Zginął 21 maja 1949 r. otoczony przez MO, UB I KBW.
Dziś przypada 64. rocznica śmierci kpt. Zdzisława Brońskiego ps. „Uskok”. Dokładnie 64 lata temu, 21 maja 1949 r., kpt. Broński chroniący się w bunkrze, ulokowanym pod stodołą państwa Lisowskich został osaczony przez oddział UB, KBW. Bez możliwości ucieczki zginął śmiercią Ordona. Do dzisiaj nie wiadomo, gdzie komunistyczne pachołki pochowały ciało Uskoka . Kapitan poświęcił swe życie dla Wolnej i Niezawisłej Polski. Brał udział w wojnie obronnej 1939 roku, walczył z niemieckim okupantem m.in. w 8 pp AK, wraz z 27 Wołyńską DP AK. Od jesieni 1943 r. dowodził oddziałem partyzanckim w Obwodzie AK Lubartów, brał udział w akcji „Burza”. Kiedy w Polsce rozpoczął się terror komunistyczny, „Uskok” podjął dalszą walkę, która zakończyła się dokładnie 64 lata temu. Pamięć o Nim, o Jego czynach i sprawie, dla której walczył i dla której zginął jest wciąż żywa i pozostanie żywa w naszych sercach 
Urodził się 24 grudnia 1912 r. w Radzicu Starym (gm. Ludwin, pow. lubartowski) w rodzinie chłopskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczęszczał do gimnazjum w Lublinie. W 1934 r. powołany został do służby wojskowej w 50 pp. we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie ukończył szkołę podoficerską. Do rezerwy został przeniesiony w stopniu plutonowego.
Zmobilizowany w sierpniu 1939 r., kampanię wrześniową odbył jako d-ca plutonu ckm w 50 pp, gdzie w połowie września dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł jesienią 1940 r. Powrócił w rodzinne strony, gdzie nawiązał kontakt z Polską Organizacją Zbrojną, a po jej scaleniu z Armią Krajową (jesień 1942 r.) został dowódcą placówki AK w Radzicu Starym. Placówka wchodziła w skład I Rejonu w Obwodzie AK Lubartów Inspektoratu AK Lublin. Pod koniec 1943 r. na terenie tej placówki powstał oddział partyzancki Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, który został zatwierdzony rozkazem lubelskiego inspektora AK w połowie maja 1944 r. W lipcu 1944 r. „Uskok” wraz ze swym oddziałem został przydzielony do 27 Wołyńskiej DP AK i przebił się z nimi w rejon Czemiernik, a następnie podjął samodzielne działania. 
Po okupacji niemieckiej „Uskok” pozostał w podziemiu. Od sierpnia 1944 r. pełnił funkcję zastępcy, a następnie komendanta I rejonu obwodu AK Lubartów. W styczniu 1945 r. zorganizował oddział partyzancki liczący ok. 20 osób i przeprowadził z nim szereg akcji przeciwko funkcjonariuszom MO i UB oraz urzędom. Rozkazem Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj z dnia 1 czerwca 1945 r. awansowany został „Uskok” do stopnia porucznika czasu wojny. Wraz ze swoimi podkomendnymi nie skorzystał z zarządzonej przez dowództwo DSZ akcji „rozładowania lasów”. W maju 1945 r. został mianowany komendantem OPL II w Obwodzie WiN Lubartów i tym samym wszystkie oddziały partyzanckie i drużyny dywersyjne działające w obw. lubartowskim WiN zostały podporządkowane jego dowództwu a on sam podlegał bezpośrednio komendantowi OPL w Inspektoracie, mjr cc Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”. O dalszym pozostaniu „Uskoka” i jego żołnierzy w podziemiu, obok czynników natury ideowej, zaważyła też niewiara w możliwość powrotu do normalnego życia wobec represji „ludowej władzy” w stosunku do ludzi podziemia. 
Jak większość dowódców z AK-owskim rodowodem, „Uskok” stosował taktykę Kedywu: operował małymi „patrolami”, dla wykonania akcji wymagającej większych sił ogłaszał koncentrację kilku oddziałów, potem partyzanci rozpraszali się w terenie. On sam miał kilka kryjówek, m.in. bunkier w Dąbrówce koło Łęcznej (obecnie Nowogród), w stodole gospodarstwa Lisowskich. Bunkier ukryty był pod ziemią, wejście wydrążone było w ścianie, wewnątrz bunkra znajdowały się dwa radioaparaty i duże ilości broni. Prócz zaufanych sztabowców „Uskoka” jakiś czas spędził tu „Żelazny”, ranny podczas jednej z akcji w lewą rękę. Wtedy to spisał fragmenty kroniki swego oddziału, dzięki czemu możemy poznać nieco bliżej codzienność ostatniego z polskich powstań. Również „Uskok”, siedząc w bunkrze, dużo czytał i pisał. Pamiętniki „Uskoka” przejęte przez UB po jego śmierci, zostały odnalezione przez IPN i w 2004 r. wydane pod red. S. Poleszaka. Kapitan „Uskok” walczył do wiosny 1949 roku. Nie został pokonany w bitwie, lecz – podobnie jak „Orlik”, „Zagończyk” i wielu innych dowódców – stał się ofiarą zdrady.
Zdrajcą okazał się „Hardy” który był wielokrotnie zatrzymywany, bito go i obiecywano karierę polityczną, aż w końcu 7 stycznia 1949 r. podjął współpracę z UB pod kryptonimem „Janek”. Otrzymał zadanie odnowienia kontaktów z partyzantką. Udało mu się dotrzeć do swego dowódcy – Zygmunta Libery „Babinicza”, który był zastępcą kpt. Brońskiego i dowódcą jego obstawy. TW „Janek” nawiązał kontakt i podczas jednego ze spotkań „Babinicz” został aresztowany i po wielodniowym bestialskim przesłuchaniu zdradził miejsce pobytu swego dowódcy, w bunkrze pod stodołą u Lisowskich w Dąbrówce k/ Łęcznej. 
Rankiem 21 maja 1949 r. zabudowania Lisowskich otoczyła grupa operacyjna MO, UBP i KBW. Próbowano różnych sposobów by ująć „Uskoka” żywego , byli już blisko sukcesu, gdy nagle pod nogami zakołysała się ziemia, bunkier eksplodował… Kiedy wszystko się uspokoiło, zeszli na dół. Tułów „Uskoka” – wedle relacji świadków – leżał bez głowy i rąk na pryczy, w bałaganie przedmiotów rozrzuconych wybuchem granatu. Krwawy strzęp, wreszcie niegroźny. Drastyczny szczegół – zupełne zmasakrowanie głowy – dał początek legendzie, jakoby zginął łącznik z Lublina, a sam „Uskok” wymknął się wcześniej do lasu. Jednak – jak już obecnie wiadomo – była to tylko legenda, rozgłaszana na polecenie UB przez ich agenta, najprawdopodobniej w celu przygotowania przyszłej gry operacyjnej wymierzonej w pozostałych w podziemiu żołnierzy podległych kpt. „Uskokowi”.
Kpt. Zdzisław Broński „Uskok” zginął w bunkrze w Dąbrówce, jego ciało zabrali ubecy a miejsce pochówku do dziś pozostaje nieznane. „Uskok” był odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych. 

Adam Andrzejewski 

Goralenvolk: Zdrajcy z Podhala

Goralenvolk to najobrzydliwszy przykład kolaboracji Polaków z niemieckim okupantem. I choć większość górali odrzuciła ten projekt, położył się on czarnym cieniem na historii Podhala.

W większości przypadkach Goralenvolk faktycznie był zdradą, wielu ludzi godziło się na przystąpienie do komitetu góralskiego, ponieważ chcieli korzystać z przywilejów, np. dodatkowych przydziałów a niektórych mieszkańców Podhala naziści przymuszali do wstąpienia do Goralenvolk, zastraszając wywozem do obozów koncentracyjnych lub konfiskatą majątków.
Po przegranej wojnie obronnej w 1939 roku Niemcy szukali wszelkich inicjatyw, które mogłyby pomagać w administrowaniu podbitymi terenami. Wbrew oczekiwaniom Niemców, nie było wielkiego zainteresowania Podhalan, aby posiadać nazistowskie kenkarty z literą „G”. Górale zachowali olbrzymi dystans do tej akcji, a wielu z nich przystępowało do Goralenvolku jedynie z obawy o swoje bezpieczeństwo.
Przywódcą Goralenvolku został znany i szanowany wówczas przedwojenny prezes Stronnictwa Ludowego powiatu nowotarskiego, Wacław Krzeptowski. On też wraz z grupą górali w listopadzie 1939 roku złożył hołd gubernatorowi Hansowi Frankowi na Wawelu, a fakt ten wykorzystały niemieckie gazety propagandowe ukazujące się w Warszawie i Krakowie.
Szacuje się, że przynależność do Goralenvolk zadeklarowało 27 tys. Podhalan, co stanowiło 18 proc. ludności całego regionu, po wojnie nie zachowała się jednak ewidencja wydanych kart. Pozostała część ludności Podhala, mimo gróźb niemieckich, zażądała wydania polskich kenkart.

Od samego początku Goralenvolk był zwalczany przez polski ruch oporu. W styczniu 1945 roku, z wyroku Polskiego Państwa Podziemnego, przywódca Goralenvolku Wacław Krzeptowski został powieszony na świerku niedaleko własnego domu przez partyzantów z oddziału Armii Krajowej. W listopadzie 1946 roku przed sądem w Zakopanem zapadł wyrok na pozostałych działaczy Goralisches Komitee, którzy zostali skazani na kary więzienia od 3 do 15 lat. Część działaczy, w tym Henryk Szatkowski i Witalis Wieder, uciekło razem z wycofującymi się Niemcami.

Ryszard Siwieć – Historia pewnego antykomunisty. 

Ryszard Siwiec przyszedł na świat 7 marca 1909 roku w Dębicy. Po śmierci ojca wraz z matką zamieszkał we Lwowie, gdzie ukończył szkołę średnią oraz studia na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza. Następnie rozpoczął pracę w Urzędzie Skarbowym – wpierw we Lwowie, a następnie w Przemyślu, w którym zamieszkał na stałe. Podczas okupacji niemieckiej pracował jako robotnik, a następnie jako kierownik punktu skupu owoców i warzyw. Był też zaprzysiężonym żołnierzem Armii Krajowej.
Po zakończeniu wojny nie przyjął propozycji pracy w szkole, ponieważ uznał, że „nie będzie uczył bzdur”. Wraz z Janem Wojnarowiczem założył wytwórnię win i miodów, w której (mimo nacjonalizacji) pracował do końca swoich dni. W 1945 roku ożenił się z Marią, z którą doczekał się pięciorga dzieci (Innocenty, Elżbiety, Wita, Adama i Mariusza). W pamięci rodziny i przyjaciół pozostał jako człowiek dobry i religijny, przywiązany do podstawowych wartości, miłośnik historii i bibliofil.
Siwiec nigdy nie pogodził się z narzuconym Polsce ustrojem komunistycznym. Powojenną rzeczywistość kontestował w rozmowach ze znajomymi, do działania skłoniły go wydarzenia Marca ’68. Redagował wówczas ulotki podpisane „Jan Polak”, które przy pomocy córki wysyłał do nieznanych nam dzisiaj adresatów. Kolejnym i decydującym wstrząsem stała się interwencja wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. W ciągu kilkunastu kolejnych dni Siwiec opracował i wykonał precyzyjny plan protestu – notatki z przygotowań rodzina odnalazła po jego śmierci.
Wieczorem w przeddzień dożynek Siwiec pożegnał się z rodziną i pociągiem udał się do Warszawy. Dojeżdżając do stolicy, napisał list do żony. Przejęła go SB i Maria Siwiec dopiero po upadku komunizmu mogła przeczytać skierowane do niej słowa: „Kochana Marysiu! Nie płacz! Szkoda sił, a będą ci potrzebne, jestem pewny, że po to dla tej chwili żyłem 60 lat, wybacz nie można było inaczej, po to żeby nie zginęła prawda, człowieczeństwo, wolność, ginę. A to mniejsze zło – jak śmierć milionów, nie przyjeżdżaj do Warszawy, mnie już nikt, nic nie pomoże, dojeżdżamy do Warszawy, piszę w pociągu i dlatego krzywo. Jest mi tak dobrze, czuję taki spokój wewnętrzny – jak nigdy w życiu! […]”.
Na stadionie zajął miejsce w sektorze 13 (miał kartę wstępu do sektora 37) – tak aby być naprzeciw trybuny honorowej. Gdy rozpoczęły się tańce grup folklorystycznych, oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił. Płonąc, wznosił okrzyki „Protestuję”, odpychał gaszących go ludzi. Gdy spaliło się na nim całe ubranie, w dalszym ciągu apelował do otaczających go świadków; funkcjonariusz SB zanotował następujące słowa „Niech żyje Wolna Polska”, „To jest okrzyk konającego wolnego człowieka”, „Nie ratujcie mnie, zobaczcie, co mam w teczce”. To ostatnie wezwanie związane było z tym, że Siwiec nie rozrzucił przygotowanych ulotek, być może obawiając się przedwczesnego zatrzymania. Samochodem Służby Bezpieczeństwa został zawieziony do szpitala. 
Poparzony w ponad 80 proc. Siwiec do ostatnich chwil podlegał inwigilacji, nagrywano wszystkie jego wypowiedzi. Funkcjonariusze przemyskiej SB dokonali rewizji w domu, a w Warszawie wszczęto śledztwo w sprawie rozpowszechniania przez Siwca ulotek „zawierających fałszywe wiadomości o sytuacji polityczno-społecznej w PRL, mogące wywołać niepokój publiczny”. Świadków przekonywano, że samospalenia dokonał człowiek niezrównoważony.
Ryszard Siwiec, który zachował przytomność i w nagranych przez SB rozmowach ponownie uzasadniał swój czyn, zmarł tuż po północy z 11 na 12 września. Mimo że świadkami wydarzenia były tysiące ludzi, do opinii publicznej nie przedostały się informacje o przyczynach protestu. Po Warszawie krążyły co prawda pogłoski o samospaleniu w czasie dożynek, nie wiedziano jednak, kto i dlaczego zdecydował się na tak desperacki krok. 
Chociaż plan Siwca nie został w pełni zrealizowany, pozwala on nam na próbę wyjaśnienia zamiarów i celów bohatera tego tekstu. Nie ulega wątpliwości, że Siwiec postępował w sposób przemyślany i konsekwentny. Wydaje się, że do tak desperac­kiego kroku skłoniło go przekonanie o nieskuteczności innych form protes­tu – doświadczenie porażki studentów w Marcu ’68, brak rezultatów własnej działalności (ulotki). Celem Siwca nie był protest sam w sobie – tu zapewne mógł znaleźć bardziej efektywne formy – lecz poruszenie sumień Polaków. 

Źródło Pamięć.pl

Witold Pilecki – jeden z najlepszych synów Rzeczypospolitej

Urodzony 13 maja 1901 w Ołońcu , zmarły 25 maja 1948 w Warszawie) – rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, żołnierz Armii Krajowej, więzień i organizator ruchu oporu w Auschwitz-Birkenau. Oskarżony i skazany przez władze komunistyczne Polski Ludowej na karę śmierci. Zabity w 1948 r. Oskarżenie anulowano w 1990 r. Kawaler Orderu Orła Białego. Autor pierwszych na świecie raportów o Holokauście, tzw. Raportów Pileckiego.Urodził się w północnej Rosji, dokąd rodzina Pileckich została przesiedlona przez władze rosyjskie w ramach represji za udział w powstaniu styczniowym. Jego dziadek, Józef Pilecki, siedem lat spędził na zesłaniu na Syberii. Pochodził z rodziny szlacheckiej pieczętującej się herbem Leliwa. Ojciec Witolda, Julian Pilecki po ukończeniu studiów w Instytucie Leśnym w Petersburgu, przyjął posadę leśnika w Karelii. Po wstąpieniu w związek małżeński z Ludwiką Osiecimską zamieszkali w Ołońcu. Tam urodziło się im pięcioro dzieci: Maria, Józef /zmarł w wieku 5 lat/, Witold, Wanda i Jerzy.
 Od 1910 Pileccy mieszkali w Wilnie, gdzie Witold uczył się w szkole handlowej. Od 1914 należał do zakazanego przez władze rosyjskie harcerstwa (w 1916 założył własną drużynę). Z raportu Komendy Harcerskiej w Kownie z 1919 wynika, że był drużynowym VIII drużyny im. Adama Mickiewicza w Wilnie. Maturę zdał w 1921 roku.

W latach 1918-1921 służył w Wojsku Polskim, walczył podczas wojny z bolszewikami. Jako kawalerzysta brał udział w obronie Grodna. 5 sierpnia 1920 wstąpił do 211 pułku ułanów i w jego szeregach walczył w bitwie warszawskiej, bitwie w Puszczy Rudnickiej i brał udział w wyzwoleniu Wilna. Dwukrotnie odznaczony został Krzyżem Walecznych.
 Po wojnie zdemobilizowany. W 1934 był podporucznikiem rezerwy ze starszeństwem z 1 lipca 1925 i 300 lokatą. Pozostawał na ewidencji Powiatowej Komendy Uzupełnień w Lidzie z przydziałem mobilizacyjnym do 26 Pułku Ułanów Wielkopolskich w Baranowiczach.

II WOJNA ŚWIATOWA 
W sierpniu 1939 został ponownie zmobilizowany. Walczył w kampanii wrześniowej jako dowódca plutonu w szwadronie kawalerii dywizyjnej 19 Dywizji Piechoty Armii „Prusy”, a następnie w 41 Dywizji Piechoty na przedmościu rumuńskim. Pod jego dowództwem w trakcie prowadzonych walk ułani zniszczyli 7 niemieckich czołgów oraz 3 samoloty. Ostatnie walki jego oddział prowadził jako jednostka partyzancka. Pilecki rozwiązał swój pluton 17 października 1939 roku i przeszedł do konspiracji.
KONSPIRACJA
Po zakończeniu kampanii wrześniowej przedostał się do Warszawy, został jednym z organizatorów powołanej 9 listopada 1939 konspiracyjnej organizacji Tajnej Armii Polskiej pod dowództwem mjra Jana Włodarkiewicza. Początkowo pełnił weń funkcję szefa sztabu, następnie inspektora głównego. Był zwolennikiem wcielenia TAP do ZWZ co nastąpiło na przełomie 1941/42.
W 1940 roku, Pilecki przedstawił swoim przełożonym plan przedostania się do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, w celu zebrania od wewnątrz informacji wywiadowczych na temat jego funkcjonowania i zorganizowania ruchu oporu. Jako (więzień nr 4859) był głównym organizatorem konspiracji w obozie. W zorganizowanej przez niego siatce nazwanej przez Pileckiego – ZOW (Związek Organizacji Wojskowej) byli między innymi: Stanisław Dubois, Ksawery Dunikowski i Bronisław Czech. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 Pilecki zdołał uciec z obozu wraz z dwoma ,współwięźniami, byli to Jan Redzej i Edward Ciesielski. Wzdłuż toru kolejowego doszli do Soły, a następnie do Wisły, przez którą przepłynęli znalezioną łódką. U księdza w Alwerni dostali posiłek oraz przewodnika. Przez Tyniec, okolice Wieliczki i Puszczę Niepołomicką przedostali się do Bochni i tam ukrywali się u państwa Oborów przy ulicy Sądeckiej. Następnie dotarli do Nowego Wiśnicza, gdzie Witold Pilecki odnalazł prawdziwego Tomasza Serafińskiego (został ojcem chrzestnym córki Serafińskiego). Serafiński skontaktował go z oddziałami AK, którym przedstawił swój plan ataku na obóz w Oświęcimiu. Jego projekt ataku na obóz nie zyskał jednak aprobaty dowództwa, ponieważ został uznany za nierealny na lokalne siły. 11 listopada 1943 został awansowany do stopnia rotmistrza.

POWSTANIE WARSZAWSKIE
W 1943-1944 służył w oddziale III Kedywu KG AK (m.in. jako zastępca dowódcy Brygady Informacyjno-Wywiadowczej „Kameleon”-„Jeż”), brał udział w powstaniu warszawskim. Początkowo walczył jako zwykły strzelec w kompanii „Warszawianka”, później dowodził jednym z oddziałów zgrupowania Chrobry II, w tzw. Reducie Witolda
DRUGA KONSPIRACJA
Jesienią 1945 roku zorganizował siatkę wywiadowczą i rozpoczął zbieranie informacji wywiadowczych o sytuacji w Polsce, w tym o żołnierzach AK i 2 Korpusu, którzy byli więzieni w obozach NKWD i deportowani przez Sowietów na Syberię. W późniejszym śledztwie wskazał też zorganizowane w Warszawie trzy magazyny broni. Prowadził również wywiad w MBP, MON i MSZ.
 Nie zareagował na rozkaz Andersa polecający mu opuszczenie Polski, w związku z zagrożeniem aresztowaniem. Rozważał skorzystanie z tak zwanej amnestii w 1947, ostatecznie postanowił jednak nie ujawniać się. 

8 maja 1947 został aresztowany. W areszcie był torturowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W trakcie ostatniego, jak się później okazało, widzenia z żoną, wyznał jej w tym kontekście: Oświęcim to była igraszka. Ostatecznie został oskarżony o działalność wywiadowczą na rzecz rządu RP na emigracji.

15 maja 1948 roku rotmistrz został skazany na karę śmierci i wkrótce stracony. Wyrok wykonano w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej, poprzez strzał w tył głowy.

 Witold Pilecki pozostawił żonę, córkę i syna. Jego miejsce pochówku jest nieznane, grabarze z UB zakopali zwłoki prawdopodobnie na ‚wysypisku śmieci’ lub Kwaterze na Łączce, gdzie potajemnie chowano ofiary UB by pamięć w Polsce po nich zginęła. Oprócz zbiorowej mogiły na Kwaterze „Na Łączce” istnieje rodzinny grób symboliczny. Wszelkie informacje o dokonaniach i losie Pileckiego podlegały w PRL-u cenzurze; przed wyrokiem powiedział żonie że UB jest gorsze niż SS w Auschwitz.